sobota, 24 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ XVIII

- No właśnie – dodała Bonnie. – Lepiej chodźmy do niej, bo zaraz będzie coś na was knuła.
- Bonnie ma racje – stwierdził pierwotny.
         „Chociaż jeden, co myśli” – pomyślała. Kol i Katherine wstali i ruszyli z resztą do Jessicy, która nadal siedziała przy barze. Cały czas przyglądała się grupce przy… znajomych.
- O… Miałaś tylko porozmawiać z Kolem i Katherine, a przyszli nie tylko oni.
- Tak… - Bonnie nie wiedziała, co powiedzieć.
- Przyszliśmy razem pogawędzić – przerwał jej Damon.
- Aaaa…
- Tylko jeszcze porwę Bonnie do tańca – dodał.
         Bonnie jęknęła, a potem dodała:
- Myślałam, że ci się odechciało tańczyć, a w ogóle nie umiem.
- To po co przyszłaś? – zapytał.
- Bo Elena i Caroline mnie poprosiły.
- Wiesz, że nie odpuszczę.
- Ja też.
- To weź kogoś innego. Na przykład tą dziewczynę, która siedzi przy tamtym stoliku – Bonnie wskazała młodą dziewczynę o ciemnych oczach i włosach. Miała na sobie sukienkę podobnej długości do sukienki Kath. – Siedzi sama.
- Tańczyłem z nią wcześniej – oznajmił. – Elena, ty zatańcz ze mną.
- Już z tobą tańczyłam – powiedziała szybko. Skłamała.
- Kiedy? – dopytywał się.
- Podać coś – zapytał barman.
- Drinki dla nas, Peter – oznajmiła Kath.
- Zaraz podam.
- Czekamy – dodała Pierce.
- To kiedy tańczyliśmy? Nie przypominam sobie.
- Bo jesteś pijany. Na początku tańczyliśmy – odparła Elena.
- Ja je… - ugryzł się w język i się poprawił. – Ja jestem pijany?
         Wcześniej zamierzał powiedzieć „Ja jestem wampirem, nie mogę być aż tak pijany”.
- Yhym – potwierdził Stefan.
- Bonnie nie masz wyboru – stwierdził łagodnie Damon. – Musisz ze mną zatańczyć.
         Czarownica, ledwo co się powstrzymała, żeby użyć magii. Spojrzała odruchowo na wyświetlacz telefonu. Była dokładnie 24:13.
         Peter podał każdemu po drinku. Katherine oczywiście na początku. Kiedy jej podawał uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki – odwzajemniła uśmiech.
- Nie ma sprawy.
         Kol patrzał a nich z iskierką ognia w oczach, chociaż wiedział, że Katherine go nie zdradzi. Nie mogła. Ona wiedziała, że Kol jest zawsze żądny zemsty.
- To co? – zapytał się ponownie Damon.
- Tylko wypijmy drinki. Tylko jeden taniec. Nic więcej.
- Okej. – zgodził się.
         Bonnie miała dość narzekania Damona i się zgodziła. Jessica chichotała, podobnie jak Stefan i reszta towarzystwa. Damon wypił błyskawicznie swojego drinka. Bonnie robiła to odwrotnie, przeciągała to. Katherine zaczęła rozmowę:
- Kiedy przyjechałaś do Mystic Falls?
- Parę miesięcy temu.
- Bonnie mówiła, że jesteś z Florydy.
- Tak… Może zostanę tu na stałe. Jeszcze się zastanawiam – Jessica zerknęła na Kola. „Czyżby się w nim zakochała?”- pomyślała Kath.
- Mam pytanie na temat mojego brata.
- Nie krępuj się – zachęciła go.
- Czy ty z nim tak na poważnie?
         Zamyśliła się. Nie wiedziała co powiedzieć albo po prostu nie chciała tego wyjawić.
- Hmm… Ujmę to tak: Na razie stanęliśmy na przyjaźni.
- To wy sobie gadajcie dalej, a ja z Bonnie idziemy zatańczyć – oznajmił Damon, gdy tylko zobaczył, że jej szklanka jest już pusta.
         Bonnie pokiwała głową i poszła ze starszym bratem Salvatore na parkiet. Reszta dalej prowadziła rozmowę.
- Lubisz chodzić na zakupy? – zapytała tym razem Elena.
- Pewnie.
- To może wybierzesz się ze mną jutro… znaczy już dzisiaj. – Było już po pierwszej.
- Heh… Spoko. A może Katherine i Caroline się z nami wybiorą?
- Mi pasuję – zgodziła się Caroline.
- A ja nie wiem… - dodała Pierce. Nie lubiła ani Caroline, a tym bardziej Eleny. Nie wiedziała, czy będzie z nią bezpieczna. Wtedy przypomniała sobie o Bonnie. – Dobra… Mogę iść. A może Bonnie pójdzie z nami. Pójdziemy wszystkie.
- To pójdziemy wszystkie – potwierdziła Jessica.
         W tym samym czasie Bonnie tańczyła z Damonem. Czarownica nie wyglądała na złą, ale też nie wyglądała na całkowicie zadowoloną. Musiała jednak przyznać, że Damon umie tańczyć. Bonnie też nie była najgorsza.
         Stefan cały czas obejmował Elenę. Najchętniej, wróciliby już do domu. Postanowili jednak jeszcze pobyć na tej imprezie.
         Parę osób wyszło już z baru, ale było to najwięcej pięć osób. Większość ludzi, którzy jeszcze byli siedzieli już przy stolikach. Byli już zmęczeni tańcem i śpiewaniem piosenek, które puszczał DJ. Impreza toczyła się dalej. Drinki były zamawiane cały czas.      
         Około godziny 3 w nocy, a może nad ranem ludzie zaczęli schodzić się do domu. Jessica zapytała się jeszcze Eleny:
- Jutro o jedenastej może być?
- Tak. Do zobaczenia.
- Pa – Jessica wyszła.
         Damon i Bonnie już dawno zeszli z parkietu. Przetańczyli około 4 piosenek, chociaż czarownica miała zamiar przetańczyć tylko jedną.
         Dwadzieścia minut później nie było już DJ-a, Stefana, Eleny, Caroline oraz Bonnie. Zostali tylko Damon, Katherine oraz Kol.
- Nie poszedłeś jeszcze? – zwrócił się Kol do Damona.
- Nie. Chciałem się o coś spytać.
- Słucham – odparł, siadając na krześle.
- Czy ty mnie zahipnotyzowałeś?
- Ja? Jakbym mógł to zrobić.
- No wiesz, pamiętam, że byłeś z Jeremy’m no i jak cię zauważyłem przy nim, wziąłem kij i cię walnąłem i to mocno.
- To nie było mocno, ale nie mógłbym cię zahipnotyzować. – wszystkiemu przysłuchiwała się Kath, która po chwili usiadła na kolanach swojego ukochanego.
- Kol tego nie zrobił, powiedziałby mi o tym, że chciałby się na tobie odegrać.
- A przesiadujecie w moim pokoju w nocy? – zapytał.
- W nocy mamy coś ciekawszego do robienia – uśmiechnął się szeroko.
- Nie jestem głupi.
- Nie uważam cię za głupiego – skłamał.
- Śnicie mi się od kilku dni. I to nie jesteście tacy mili. Torturujecie mnie w snach.
- Co? Może werbena? Podstawowa tortura, którą kiedyś stosowałem.
- Też.
- Ja bym postawiła na kołki – wtrąciła Katherine.
- Na pewno mnie nie zahipnotyzowałeś ani nie przychodzisz do pokoju?
- Na pewno – odparł Kol.
         Kol umiał kłamać, podobnie jak Kath. W tym byli podobni. To była jedna cecha z wielu, która ich łączyła.
- Nie umiem wam uwierzyć.
         Katherine skinęła głową, jakby chciała coś powiedzieć. Kol wiedział o co chodzi i powiedział.
- Przestaną ci się śnić koszmary – hipnotyzował. – Zapomnisz o nich.
- Zapomnę.
         Było już po wszystkim.
- Hmm… Co tu robię? Chyba już pójdę – odszedł.
- Do zobaczenia.
         Kiedy już zniknął sprzed oczu pary, Kath powiedziała:
- Zabawa z Damonem skończona.
- Tak. Zabawa z Damonem skończona.
         Pocałowali się namiętnie, po czym wyszli z baru i ruszyli do domu. Szli szybko. Gdy byli już w swojej sypialni poszli spać. Katherine musiała iść na zakupy, więc musiała się wyspać.
         Kiedy się obudziła, Kola nie było. Była tylko karteczka. Pisało na niej:

Droga Katherine
         W nocy, gdy tak słodko spałaś Elijah zadzwonił do mnie. Chciał się ze mną spotkać. Może chodzi o Jessice? Chcę się dowiedzieć, więc się zgodziłem. Wyszedłem około 6. Nie wiem, o której wrócę.
                                      Mam nadzieję, że będziesz się świetnie bawiła na                                                                            zakupach
                                                                  Twój Kol




_________________________

Jak zawsze mam nadzieję, że się podoba :D 
Pytanie nie na temat: Cieszycie się, że idziecie do szkoły? 
Pozdrawiam wszystkich czytelników ;*
Przepraszam, że nie ma zdj. ale nie mogłam dodać ;cc

środa, 14 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ XVII

- Później zapytamy się o nazwę tej knajpki.
- Niech będzie – odparł Kol. – To kogo zabijesz dzisiaj? Tego barmana?
- Nie… Może następnym razem. Dzisiaj, jakąś przypadkową osobę.
- Jak sobie życzysz.
         Tańczyli z uśmiechem na twarzy. Patrzyli na siebie i na innych. Byli zadowoleni, że mają siebie.
         Damon także się świetnie bawił. Opowiadał Jessice jakieś żarty, z których oboje się śmiali. Stefan tańczył z Eleną. Też byli szczęśliwi. Caroline i Bonnie popijały drinki przy jednym ze stolików. Caroline postanowiła wyznać coś swojej przyjaciółce.  
- Pamiętasz, jak opowiadałam ci o moim spotkaniu z Klausem?
- Tak.
- Wtedy nie wspomniałam ci, że zostawił mi list.
- List?
- Tak. Ty jesteś pierwszą osobą, której to mówię.
- A Elena?
- Nie mówiłam jej… Powiedziałabym jej to teraz, jakby nie tańczyła ze Stefanem, ale nie chcę jej przeszkadzać. Wyjdźmy na zewnątrz.
- Okej.
         Wyszły na zewnątrz przeciskając się przez tańczących ludzi. Gdy już były na zewnątrz, westchnęły. Caroline zaczęła:
- Na pewno chcesz mi powiedzieć, co było w tym liście? – zapytała Bonnie.
- Sama przeczytasz. Ja nie wiem, czy w pobliżu nie ma jakiegoś wampira.
- Niech będzie.
         Caroline wyciągnęła z torebki złożony na pół kawałek papieru. Podała go przyjaciółce. Ona wzięła list i rozłożyła. Pisało tam:

Droga Caroline!
Wiem, że szybko mi nie wybaczysz… Żeby to stało się jak najszybciej, Tyler będzie mógł wrócić, pod jednym warunkiem: musisz mi obiecać, że wybaczysz mi resztę moich błędów. Jeśli i tak się stanie, może wrócić już za tydzień.
Chcę Cię także powiadomić, że do Mystic Falls wprowadziła się jeszcze jedna czarownica. O ile dobrze pamiętam, ma na imię Jessica. Z tego co, słyszałem jest doświadczona i nie przepada za wampirami. Piszę to, gdyż wyjeżdżam na dwa dni i nie mogę cię ochronić przed nią.
O czarownicy powiadom moje rodzeństwo oraz swoich przyjaciół. Bonnie także. 
Jeśli jesteś zainteresowana pierwszą propozycją zadzwoń lub napisz do mnie.

                                                                           Klaus

- Hmm… - westchnęła zamyślona Bonnie.
- Co o tym myślisz? Wybaczyć mu i pozwolić, żeby Tyler wrócił? Oh, jakbym chciała, żeby wrócił… tylko nie wiem, czy umiem wybaczyć…
- Bardzo chcesz powrotu Tylera, prawda? Ja nie mogę zadecydować za ciebie.
         Po policzku Caroline spłynęła łza. Bonnie uśmiechnęła się.
- Wiem… Chyba wybaczę… dla Tylera.
- Dobra… Później się zastanowisz, może Elena ci pomoże. A, co sądzisz o niej?
- Myślę, że może to być ta sama. Umiesz rozpoznać czarownicę?
- Tylko za pomocą dotyku umiem.
- No to spróbujemy… - dodała Caroline. – A później powiadomimy resztę.
- Okej. Chodźmy – powiedziała, oddając list.
- Ja jeszcze pójdę do łazienki.
         Kiedy schowała już list, wróciły do środka. Szukały Jessice. Była przy barze. Bonnie postanowiła usiąść koło niej i niechcący się o nią otrzeć. Miała przystąpić do planu, kiedy nagle przed nią stanął Damon.
- Zatańczysz? – zapytał wyciągając rękę.
         DJ nie puścił jeszcze tej samej piosenki. Musiał ich mieć bardzo dużo. Miał też sporo przerobionej muzyki.
- Nie teraz.
- A kiedy? Jutro?
- A może w ogóle? – drażniła go.
- Najlepiej teraz.
- Muszę się napić. Idę po drinka. Okej. Tylko napiję się i przyjdę. – odparła. – I będę miała to za sobą – dodała pod nosem.
- Nie będziesz żałowała.
- No nie wiem – wtrąciła się Caroline, która stała już za plecami Damona. On jednak się nie odwrócił. – Chodź Bonnie. Pójdę się napić z tobą.
- To ja też idę – dodał szeroko uśmiechnięty Damon.
- Dobra, ale chodźmy już – gorączkowała się Bonnie.
         Na szczęście Jessica jeszcze siedziała przy barze. Czarownica ruszyła szybkim krokiem w stronę baru. Udało się. Zajęła koło niej wolne miejsce niechcący się o nią ocierając.
- Proszę dwa drinki – powiedziała Bonnie, kiedy już siedziała.
- Bonnie? – zapytała Jessica.
- Tak. Ty jesteś Jessica?
- Yhym. Ty jesteś koleżanką Kola?
- Tylko znajomą – dodała.
         Bonnie już wiedziała, czy Jessica jest czarownicą czy nie.
- Tu jest jeszcze Caroline – wtrącił się Damon. – I ja.
- Ciebie zauważyłam, Caroline. Damona też.
- Jessica, jak się ze mną tańczyło?
- Świetnie – odparła zadowolona.
- Widzisz Bonnie? Musisz ze mną zatańczyć.
- Może później.
         Barman podał drinki. Czarownica, podała jednego Caroline.
- Jeszcze dla mnie – skierował się do chłopaka.
- Zaraz będzie – odparł znudzony.
         Bonnie wzięła łyka swojego drinka.
- Już się napiłaś, chodź zatańczymy.
- A ty chyba naćpałeś – odparła Bonnie. – Od kiedy chcesz ze mną tańczyć?
- Hmm… Od teraz. Dużo już wypiłem. Chyba ze wszystkimi dziewczynami dzisiaj zatańczę.
- No to weź jakąś dziewczynę z parkietu lub jakąś siedzącą przy stoliku.
- No nie wiem… Dobra. Caroline, chodź.
- Co?! – zapytała kpiąco, prawie wypluwając drinka, którego wypiła.
- To co słyszałaś. Chodź ze mną zatańcz. Później wrócimy tutaj i wezmę Bonnie.
- O rany… Niech będzie, ale jedna piosenka.
- Pański drink – dodał barman.
- Mogę za ciebie wypić? – zapytała Caroline.
- Wypij i idziemy na parkiet.
         Forbes szybko wypiła całą zawartość szklanki i poszła z Damonem. Bonnie i Jessica zostały same.
- Zostałyśmy same. Skąd jesteś? – zaczęła Jessica.
- Z Mystic Falls, a ty?
- Z Florydy.
- Serio? Zawsze chciałam tam pojechać, może kiedyś…

- Może ci się uda.
- Mało prawdopodobne. A co cię sprowadza do Mystic Falls?
- Ciekawość. Słyszałam, że dzieją się tutaj różne rzeczy.
- Działy się. Teraz już nie ma takich przypadków – stwierdziła Bonnie., wypijając resztę swojego drinka.
- Może przyjechałam za późno… Trudno, ale nawet spodobało mi się tu.
- Może… Uczysz się? A może rzuciłaś szkołę?
- Uczę się jeszcze. Teraz idę na studia.
- To podobnie jak ja i reszta.
- Damon też?
- On?! Nie. On i szkoła… to w ogóle coś innego. On woli siedzieć w domu i pić whisky.
- Ehh… Ja nie znam was tak długo.
- Rzeczywiście.
         Zamilkły. Patrzyły na tańczących ludzi. Elena nadal tańczyła ze Stefanem, a Damon tańczył z Caroline, która najwyraźniej świetnie się bawiła. Katherine i Kol i Katherine właśnie schodzili z parkietu, więc Bonnie postanowiła podejść do nich.
- Pójdę porozmawiać z Kolem i Katherine. Zaraz wrócę.
- Czekam.
         Czarownica ruszyła w stronę pary. Na jej szczęście Damon nagle nie stanął przed nią i nie zaprosił do tańca. Zaczęła, gdy tylko pierwotny razem z Kath obrócili głowy w jej stronę.
- Muszę wam coś powiedzieć.
- Co?
- Jessica jest czarownicą.
- No dobra… To mnie zaskoczyło, ale co z tego? – zapytała leniwie Pierce.
- No to z tego, że ona chyba wie, że jest czarownicą  i wie kim jesteście.
- Serio?
- No. Poczułam energię, kiedy się otarłam o nią.
- Klaus mnie przed nią ostrzegł – usłyszeli głos Caroline.
         Bonnie energicznie się odwróciła i ujrzała swoje dwie przyjaciółki oraz braci Salvatore. Wychyliła się, by zobaczyć czy Jessica nadal siedzi przy barze. Była tam i przyglądała się im.
- Klaus?
- Tak. Napisał mi w liście, że do Mystic Falls wprowadziła się jeszcze jedna czarownica. O ile dobrze pamięta, ma na imię Jessica. Z tego co, słyszał jest doświadczona i nie przepada za wampirami. Więc trzeba na nią uważać.
- Mamy Bonnie. Na pewno jest lepsza – dodał Damon.
         Czarownica spojrzała na niego ostro.
- Ona pewnie też już wie, że jestem czarownicą. Jednak przy dotknięciu nie wyczuwamy ile mocy ma ta czarownica. To by było za łatwe.
- Ale możliwe, że jesteś silniejsza niż ona, tak? – zapytał Stefan.
- Możliwe. Przecież pomagały jej dusze czarownic – wtrąciła się Caroline.

- Jeszcze nic nie zrobiła, a my już szykujemy na nią Bonnie – powiedział Kol.

_________________________


Chyba zawsze będę pisała: Mam nadzieję, że się podoba ;) 
Nie jest to najdłuższe ani najkrótsze ;) 
Nie miałam weny... 
Pozdrawiam ;**

niedziela, 4 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ XVI

         Pierwszych osób nie znali, dopiero koło godziny dziewiętnastej dziesięć zauważyli wchodzących braci Salvatore. Stefanowi towarzyszyła Elena. Cała trójka podeszła do Kola i Katherine.
- Fajna sukienka – powiedział Damon do Kath.
         Elena miała na sobie czerwoną bluzkę, ciemne spodnie oraz buty na małym obcasie. Nie wyglądała najgorzej ani najlepiej.
         Nagle do środka weszła jakaś dziewczyna. Nie znał jej ani Stefan ani Damon, nawet Kol i sobowtóry. Co było najdziwniejsze, a zarazem najśmieszniejsze? Miała tą samą sukienkę, co Katherine. Jak tylko to wampirzyca to zobaczyła, postanowiła, że właśnie ją dzisiaj zabije.
         Podeszła do niej. Dziewczyna miała proste, blond włosy, podobne buty do Eleny oraz piękny naszyjnik.
- Fajna sukienka – oznajmiła uśmiechnięta Katherine.
- Oh… Dzięki. Ty też masz fajną sukienkę.
- Masz szczęście, że mam dobry humor, bo inaczej obraziłabym się na ciebie.
- Z jakiej racji miałabyś się na mnie obrazić?
- Hmm… No wiesz ja z moim chłopakiem zorganizowaliśmy tą imprezę.
- Ah… Naprawdę przepraszam.
- Przeprosisz później. Jestem Katherine.
- Jessica -  podały sobie dłonie.
- Chodź, dołącz do nas.
- Niech będzie.
         Ruszyli w stronę Eleny, braci i Kola.
- To jest Jessica. Jessica to jest Kol, Damon, Stefan i Elena.
- Hej – powiedzieli chórkiem.
- Miło was poznać.
         Jessica spojrzała podejrzanie na Elenę. Damon to zauważył i dodał:
- Elena i Katherine to siostry bliźniaczki.
         Obie spojrzały na niego ostro, a  Kol ze Stefanem prawie wybuchli śmiechem. Siostry bliźniaczki… Co za pomysł.
- Aha. Właśnie zauważyłam podobieństwo. Te oczy…
- Nie mów nikomu – szepnęła jej do ucha Kath.
- Nie ma sprawy.
- Dzięki.
         W barze było już sporo ludzi. Dziewczyny najczęściej miały na sobie sukienki, ale znalazły się takie, co ubrały spodnie i jakąś bluzkę. Chłopacy natomiast mieli na sobie koszule i czyste spodnie.
         Parę minut później do Mystic Grilla weszli Matt, Bonnie oraz Caroline. Gdy zobaczyli swoich znajomych podeszli do nich. Przywitała się z nimi Elena.
         Kol podszedł do Dj-a.
- Masz może mikrofon? – zapytał.
- Tak. Muszę mieć.
- Daj mi na chwilę, chcę przywitać gości.
         DJ bez wahania podał mu mikrofon. Pierwotny zaczął mówić.
- Yhym – chrząknął, żeby zwrócić na siebie uwagę. Wszyscy odwrócili się w jego stronę. – Chciałem przywitać wszystkich obecnych. Nie wiecie kim jestem, więc się przedstawię. Jestem Kol. Kol Mikaelson. Zapamiętajcie mnie. DJ puści zaraz muzykę, mam nadzieję, że będziecie się świetnie bawić!
         Ludzie zaczęli klaskać. Kol wrócił do ukochanej.
- Mikaelson… Kojarzę to nazwisko – mamrotała coś pod nosem Jessica. – Kol, masz rodzeństwo?
- Tak.
- A Elijah to twój brat?
- Tak, znasz go? – zapytał zdziwiony, kiedy DJ puścił muzykę.
         Elena odciągnęła Stefana od reszty. Bonnie, Matt i Caroline także odeszła. Nie chcieli brać udziału w dyskusji. Zostali tylko Kol, Kath, Damon i Jessica.
- Tak. Poznaliśmy się w takiej jednej knajpce. Sympatyczny, ale dumny.
- Cały Elijah.
- To tyle? – wtrącił się Damon.
- Damon jest ciekawski – stwierdziła Kath.
- Zauważyłam, ale odpowiem. Spotykamy się raz w tygodniu.
- A kiedy się poznaliście?
- Dwa miesiące temu. To był przypadek.
- Opowiesz nam przy stoliku. Niech każdy weźmie po drinku – zaproponował Kol.
- Świetny pomysł.
         Wszyscy poszli usiąść do któregoś z wolnych stolików. Było ich sporo, bo większość osób szalała na parkiecie przy rytmicznej muzyce. Usiedli przy oknie.
- No to jak się poznaliście? – zapytał Damon.
- Jak już mówiłam to był przypadek. Poznaliśmy się w knajpie, w której pracuję. Jestem tam kelnerką. Podeszłam do stolika, przy którym siedział Elijah. Zdziwiłam się, bo był sam. Do nas nikt nie przychodzi sam. Spytałam się mu, co by zamówił. Był tam pierwszy raz i spytał się, co mu mogę polecić. Odpowiedziałam, że wszystko jest dobre. Podałam mu wtedy menu. I powiedziałam, że przyjdę za chwilę. On powiedział, że już wie, co chce…
- I potem powiedział, że chce z tobą porozmawiać – przerwał jej Damon.
- Skąd wiedziałeś?
- Zgadywałem.
- Co było później? – zapytała Katherine.
- Powiedziałam mu, że jestem w pracy. On zaproponował, żebyśmy się wymienili numerami telefonu. Zgodziłam się. I tak jestem wolna.
- Aha. A o czym tak rozmawialiście?
- Hmm… Tego nie musicie wiedzieć.
- Niech będzie.
- No powiedz – nalegał Damon.
- Ale jesteś ciekawski – oznajmiła Jessica. – Nie powiem , obiecałam Elijah.
- No dobra, odpuszczam – odparł Damon.
- No w końcu. No to ja z Kath pójdę zatańczyć.
- Chodźmy – dodała.
- A ty zatańczysz ze mną, Jessica? – zapytał Damon.
- Z chęcią.
         Każdy napił się drinka i wstali. Poszli na parkiet. Kath powiedziała do Kola.
- A chciałam zabić tą Jessica. No trudno, znajdę sobie kogoś innego.

- Wynagrodzę ci to jakoś. Nie wiedziałem, że Elijah chodzi do knajp. Chyba, że u niej knajpka to restauracja.

_____________________________________________




Nie pierwszy i nie ostatni raz was przepraszam, że jest krótkie.
Mam jak zawsze nadzieję, że się podoba. 
Znowu nie wiem, co napisać... Jak chcecie coś wiedzieć, pytajcie w komentarzach. 
Następny rozdział o Klausie i Katherine będzie... hmmm nie wiem :D Poinformuję was :)  

wtorek, 30 lipca 2013

ROZDZIAŁ XV

Rozdział XV

- O.. Kol i Katherine – przywitał ich Stefan.
- Stefan – powiedział uśmiechnięty pierwotny. – Jest twój brat albo ktokolwiek?
- Damon śpi… Chyba był zmęczony. Tylko my jesteśmy.
- Nie śpię już – oznajmił znajomy głos. Zza drzwi pomieszczenia naprzeciw wyszedł Damon.
- Damonie, trochę świecisz… - dodała Katherine. – Spociłeś się?
- Yh… Może trochę. Ostatnio mam koszmary, jak nigdy.
- Ty i koszmary? – zapytał jego brat, patrząc na Kola.
         Jednak Kol cały czas na twarzy miał uśmiech.
- Nie przyszliśmy rozmawiać o Damonie. Chcieliśmy was zaprosić na imprezę. Jest w Mystic Grillu. Będzie pełno ludzi. Przyjdziecie?
- Zo… - Stefan nie dokończył, bo Damon mu przerwał.
- Pewnie.
- O 19 już bądźcie.
- Nie ma sprawy – odparł zadowolony Damon.
         Kol i Kath wyszli z domu bez słowa. Postanowili jeszcze odwiedzić Elenę i Caroline, chociaż wiedzieli, że one za nimi nie przepadają.
- To do której najpierw?
- Do Caroline.
- Jak się nie zgodzi, zawsze możesz ją zahipnotyzować.
- Racja.
         Szli prosto przed siebie, trzymając się za ręce. Wyglądało to słodko. Kiedy doszli do domu Forbes, Katherine zapukała do drzwi. Otworzyła jej Caroline. Kiedy zobaczyła nieproszonych gości, chciała zatrzasnąć im drzwi przed nosem.
         Kol to przewidział i wstawił nogę, żeby tego nie zrobiła. Było to trochę trudne, gdyż nie byli zaproszeni. Mieszkała tam w końcu pani szeryf, która jest człowiekiem.
- Czego chcecie? – zapytała ostro, nie patrząc na nich.
- Chcieliśmy cię zaprosić na imprezę w Mystic Grillu.
- Caroline, kto to?! – usłyszeli wszystkim znajomy głos. Była to Elena, która po chwili ukazała się w drzwiach razem ze swoją przyjaciółką.
- Zapraszają nas na imprezę.
- Na imprezę? – zdziwiła się Elena.
- Tak. Moglibyście się wybrać. Pewnie będzie pełno waszych znajomych. Damona i Stefana już zaprosiliśmy – Kol spojrzał na Elenę.
- Choć Stefan nie miał zbytniej ochoty się wybrać – dodała Kath.
- Możecie zabrać tą waszą czarownicę.
- A skąd wiesz, że przyjdziemy? – zapytała Caroline.
- Elena pójdzie ze Stefanem. A ty nie będziesz chciała zostać sama w domu.
         Obie dziewczyny otwarły szeroko oczy, ale próbowały zachować twarz pokerzysty.
- To co? Przyjdziecie?
- Zastanowimy się – odparła Elena, zamykając im drzwi przed nosem, ale tym razem skutecznie.
         Kol i Katherine wzruszyli ramionami i poszli do swojego domku. Zegar wybił godzinę siedemnastą.
- Ja pójdę już się uszykować. W końcu musimy być tam wcześniej.
- O osiemnastej dwadzieścia musimy najpóźniej wyjść.
- Zdążymy – oznajmiła zadowolona Kath. – Jak myślisz proste włosy?
- W kręconych ci lepiej.
- Dzięki. To sobie poprawię. Ty też się przebierz. Ubierz koszulę i jakieś inne spodnie.
- Niech będzie. Dla ciebie – objął ją w pasie i pocałował w usta.
- Dziękuję.
         Z ich twarzy nie znikał uśmiech. Wyrwała się z jego objęć i poszła do pokoju. Musiała się przebrać, umalować i uczesać włosy.
         Kol nie miał problemu z ubiorem. Miał na sobie granatową koszulę zapinaną na guziki oraz zwykłe spodnie. Buty miał takie same jak wcześniej.
         Katherine wyszła z pokoju o za dziesięć osiemnasta. Trochę czasu poświęciła, ale opłacało się. Loków miała mnóstwo. Były one rozpuszczone i opadały na jej plecy. Jeden z kosmyków opadał jej na policzek. Rzęsy pomalowała czarnym tuszem. Kolor cieni do powiek był ledwie zauważalny. Policzkom dodała trochę pomarańczy, przechodzący w czerwień. Usta były czerwone, co dodawało jej charakteru. Na sobie miała imprezową sukienkę. Była ona krótka i czarno-złota. Nie była na ramiażkach, lecz na zamek. Podkreślała jej atuty. Na nogi założyła buty na obcasie, niższym niż na co dzień. Były koloru czarnego z krótkimi ćwiekami przy zapięciu. Każdy facet obejrzałby się za nią.
- O cholera… Mogłem im powiedzieć, żeby się ubrali hmm… jak to powiedzieć.
- W stylu Katherine Pierce – przerwała mu.
- Dokładnie. Wyglądasz niesamowicie.
- Wiem, ale dzięki. Ty też nieźle. Koszula okej. Spodnie nie są złe, ale przebierz je. Załóż jakieś ciemne spodnie, a nie takie jasne.
- Oh.. Musisz iść kiedyś ze mną na zakupy.
- Zgadzam się z tym – powiedziała uśmiechnięta. – Tu ty idź przebrać te spodnie, a ja poszukam jeszcze kolczyków, bransoletek i jakieś torebki.
- Dobra – odparł i wszedł do pokoju.- Katherine!
- Ops… Posprzątam to jak wrócimy! Przepraszam – mówiła.
         W pokoju, w którym się przebierali był bałagan. Na łóżku leżało chyba z dziesięć sukienek, a na podłodze z pięć par butów.
- Mam nadzieję! – odparł, po czym westchnął.
         Kath zakładała kolczyki. Były one dość długie ze złota. Na nadgarstkach wisiały już bransoletki. Były one dopasowane kolorystycznie. Pierce postanowiła jeszcze dodać pierścionki.
         Była już gotowa do wyjścia. Wybiła osiemnasta. Kol wyszedł z pokoju.
- Mogą być? – miał na sobie ciemne spodnie. Pasowały one i do jego koszuli i do ubioru Katherine.
- Idealne – powiedziała i obejrzała go dokładnie.
         Podeszła do niego i pocałowała go. On odwzajemnił pocałunek i objęli się. Kath oderwała się w końcu od niego i popatrzała mu w oczy. On też na nią patrzył.
- Możemy już iść – powiedział Kol.
Ukochana tylko pokiwała twierdząco głową. Pierwotny podał jej ramię, jak dżentelmen.
- Możemy iść dzisiaj za rękę? – zapytała.
- Pewnie. Jak tylko chcesz.
         Wyszli. Szli spacerkiem trzymając się za rękę. Było to słodkie. Było jeszcze dość jasno. Kiedy przechodzili koło jakiś ludzi, najczęściej koło młodych chłopaków, słyszeli gwizdy lub komplementy na temat Katherine. Jednak Kol też o sobie słyszał, gdy przechodzili obok dziewczyn . Jedna szeptała do drugiej: „ zobacz jakie ciacho idzie, ona ma szczęście”. Oczywiście śmiertelnik by tego nie słyszał.
         W końcu doszli do Mystic Grillu. Gdy weszli do środka, zauważyli na stołach szklanki i kieliszki. Były chyba dwie lub trzy kule dyskotekowe. Było tego mnóstwo. DJ, którego pewnie zamówił barman właśnie się rozkładał.
- Dobry wieczór – zaczął. – Państwo zamawialiście imprezę?
- Tak.
- Jaką muzykę chcecie?
- Hmm… Kochanie jak myślisz?
- Może pan nam wybierze… - zaproponowała.
- Nie ma sprawy – odparł DJ. – Mówcie mi Harry.
- Jestem Kol, a to moja dziewczyna Katherine – podeszli do niego i się przywitali.
- Mam pytanie… Kiedy zapłacicie?
- Nie potrzebujesz od nas pieniędzy – hipnotyzował Kol.
- E tam… Nie potrzebuję pieniędzy.
- No to dobrze, jesteśmy umówieni.
         Kol i Katherine odeszli od DJ –a. Usiedli przy barze, przy którym stał już barman.
- O, już jesteście – powiedział niezbyt ucieszony.
- Jak masz na imię? – zapytała Pierce.
- Peter. - był on przystojnym blondynem ubranym w białą koszulę i dżinsy. 


- Ja jestem Katherine. Czemu nas tak nie nawiedzisz?
- Nie nienawidzę was. Po prostu nie ufam twojemu chłopakowi.
- A mi ufasz?
- Hmm… Nie znam cię, ale mogę ci zaufać – mówił, nie tracąc ostrożności.
         Kol nie chciał przeszkadzać ukochanej i poszedł jeszcze porozmawiać z DJ –Em.
- Co mam zrobić, żebyś mi zaufał?
- No nie wiem. O tobie wiem tylko tyle, że jesteś Katherine. Ile masz lat?
- O kobiety się takie rzeczy nie pyta, ale mogę mieć tyle, ile chcesz. Jestem z Mystic Falls, ale wyprowadziłam się z rodzicami, kiedy miałam 2 lata. Wróciłam tutaj. Moi rodzice zginęli 3 lata temu w wypadku. Jestem jedynaczką. Już coś o mnie wiesz. Teraz ty o sobie coś powiedz.
- Okej – powiedział nie dowierzając w to, co przed chwilą usłyszał. – Hmm… Ja urodziłem się w Los Angeles. Przyjechałem tutaj, bo chciałem znaleźć mojego ojca, który zostawił mnie i moją mamę, kiedy jeszcze byłem dzieckiem. Też jestem jedynakiem. Moja matka nadal jest w Los Angeles. Wiesz co? Ostatnio myślałem o tym, że jestem sam. Nie znam tutaj nikogo, prócz Matta, z pracy i teraz ciebie.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia. Rzuciłem szkołę, choć dobrze się uczyłem. A ty?
- Ja też rzuciłam szkołę. A kiedy się tutaj przeprowadziłeś? Bo o ile się nie mylę, pierwszy raz widziałam cię tutaj dwa miesiące temu.
- Właśnie, bo dwa miesiące temu zacząłem tu pracować, ale przeprowadziłem się prawie trzy miesiące temu.
- Ja mieszkam już tutaj od roku, ale parę razy byłam tutaj. Chcesz coś wiedzieć?
- Co?
- Mogę ci powiedzieć, że od pierwszej wizyty tutaj, kiedy cię zobaczyłam, nie mogę cię zapomnieć. Śniłeś mi się wczoraj – mówiła mu to, kładąc dłoń na jego dłoni, podobnie jak Ericowi. – Nie zrozum mnie źle… Chcę kogoś nowego poznać. W śnie byliśmy przyjaciółmi. I tak mogłoby być w rzeczywistości. Ja jestem zajęta – głową wskazała Kola, który nadal rozmawiał z DJ –Em. – To co, spotkamy się jeszcze? A może potańczymy dzisiaj razem?
- Dzisiaj pracuję – powiedział zaskoczony – może innym razem. Dasz mi swój numer?
- Pewnie.
         Katherine podała numer Peterowi i podeszła do Kola. Szepnęła mu do ucha:
- Barmana nie zjem, może się przydać. Jeszcze nie wiem do czego.

         Kol spojrzał na nią dziwnie, ale później skinął głową. Do baru schodzili się goście. 

______________________________________________



Hejka ;** 
Po pierwsze chciałam przeprosić, że tak długo nic nie dodawałam, ale miałam wirusa i nie mogłam nawet wejść na internet... Dopiero wczoraj wieczorem, przyszedł znajomy moich rodziców i wszystko usunął. Musiałam więc uporządkować moje rzeczy... Bardzo przepraszam.
Po drugie przepraszam, że nie dodawałam komentarzy, ale ostatnio nie mogłam ich dodawać, nawet nie wiem dlaczego ;c 
Po trzecie mam nadzieję, że mi wybaczycie ;*
I po czwarte mam nadzieję, że się podoba ;] 

niedziela, 21 lipca 2013

ROZDZIAŁ XIV

Mam nadzieję, że się będzie podobać :)    

Rozdział XIV 

         Katherine dobrze wiedziała, że się będą nim karmić. Nie było jej go ani trochę żal. Dopiero po niecałych 10 minutach otrzymali śniadanie. Przyniósł je ten sam chłopak.
- Dziękuję – podziękowała Kath, kiedy kelner położył talerz z jajecznicą i świeżym chlebem  przed nią.
- Nie ma za co – odparł uśmiechnięty chłopak.
         Odszedł, a ona zaczęła:
- Nie będziesz się gniewał, jak z nim trochę poflirtuję?
         Kol wytrzeszczył oczy. Nie wiedział co powiedzieć.
- Chcę się pobawić nim…
         Pierwotnemu zmienił się wyraz twarzy. Była na niej ulga. W odpowiedzi pokiwał twierdząco głową, gdyż przeżuwał pierwszy kęs chleba. Jedli w milczeniu. Pierce nie zjadła tylko małej skibki chleba, a Kol natomiast zjadł wszystko. Uśmiechnęli się do siebie, a po chwili podszedł kelner. Oczywiście ten sam.
         Kiedy chłopak chciał zabrać talerz Katherine ona położyła dłoń na jego dłoni. On spojrzał na nią zaskoczony.
- Ma pan piękne oczy.
         Chłopak był zagubiony. Spojrzał pośpiesznie na Kola, lecz ten wziął gazetę, leżącą na stole.
- Dziękuję, proszę mi mówić Eric – podał jej dłoń.
- Katherine – także podała dłoń.
         Kiedy już puścili swoje dłonie, chłopak dodał:
- Pani też ma piękne oczy.
- Dziękuję – powiedziała uśmiechnięta.
- Nie chcę się narzucać… - powiedział, patrząc na Kola.
- Nie narzucasz się, to jest mój brat – szepnęła, chociaż wiedziała, że ukochany ją słyszy.
- A… Rozumiem.
- Zaprowadzi mnie pa… Zaprowadzisz mnie Eric do toalety? Jestem tutaj pierwszy raz – powiedziała udając niepewną.
- Nie ma sprawy.
- Dzięki.
         Kath wstała i poszła za Ericiem. Musieli ominął wszystkie ławki i zakręcić. Po prawej, od razu za zakrętem były drzwi. Weszli do pomieszczenia. Było to pomieszczenie, w którym były 2 zlewy oraz 2 kabiny.
- Dzięki – podziękowała znowu całując go w policzek.
         Pewnie liczył na coś więcej. Zamierzał już odejść, ale ona przyciągnęła go do siebie i pocałowała weszli do pierwszej kabiny i zamknęli się w niej.
- A jak twój brat nas nakryje?
- Kol? Nie… Wątpię, a w ogóle nie powinien się mieszać w moje sprawy – mówiła go całując.
         Gdy Eric ją całował ona powiedziała:
- Nie krzycz.
         On przytaknął, a Kath oderwała się od niego i przyległa, kiedy tylko poczuła, że kły jej się wydłużyły. Poczuła smak krwi, jednak po chwili musiała się oderwać, bo do pomieszczenia weszła jakaś osoba. Eric, patrzał na nią oszołomiony.   
- Katherine? – był to Kol.
- Tutaj – odezwała się otwierając drzwi.
- Już go próbowałaś… - powiedział Kol wchodząc do środka i zamykając drzwi za sobą. – Ty umiesz uwodzić.
- Jak widać.
         Katherine przywarła do niego, tak jak wcześniej do szyi. Kol uczynił podobnie  tylko ugryzł go z drugiej strony. Eric tylko cicho jęknął.
- Mam trochę krwi dla niego. Wcześniej się skaleczyłem… - mówił to wyciągając z kieszeni małą tubkę z jego krwią.
- Jeszcze troszkę.
         Eric był ledwo przytomny. Kath po chwili się od niego oderwała i powiedziała, oblizując wargi:
- Dobra daj mu krew i zahipnotyzuj go.
- Oki – teraz popatrzył w oczy chłopaka. – Wypij to.
         Kol przyłożył mu do ust pojemniczek i przechylił go. Eric na początku stawiał opór, ale po chwili już nie było całej zawartości. Kelner odetchnął. Pierwotny mówił dalej, patrząc mu w oczy. Eric także patrzył na niego.
- Nas tu nie było. Poślizgnąłeś się tutaj, kiedy przyszłej umyć ręce. Obudziłeś się z bólem głowy.
         Chłopak pokiwał głową, a po chwili Kola i Katherine tam nie było. Nie wiedział co mu się stało.
         Tymczasem para już opuściła knajpę, śmiejąc się.
- Szkoda, że nie widziałeś jego miny, kiedy go pocałowałam w policzek. Liczył na więcej.
- Heh…
- Później przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam w usta. Oczywiście on odwzajemnił pocałunek, wtedy weszłam z nim do kabiny, wziął mnie na ręce i dobierał się do mnie i zahipnotyzowałam go. Jakoś tak było. I zdążyłam go tylko ugryźć.
- Też zrobię tak z jedną kelnerką. Opłaca się. Wszystkich można omotać.
- No… Nawet łatwo… - westchnęli oboje. – Taką randką bym nie pogardziła. Chociaż mogłaby być podwójna.
- Podwójna?
- Pewnie. Ty byś przyprowadził jakąś dziwkę, a ja jakiegoś chłopaka. Poszlibyśmy do łazienki tak jak dzisiaj i mamy co pić.
- Ty masz pomysły.
- A kiedy będę mogła kogoś zabić? – zapytała smutnym, ale też słodkim głosem.
- Może na imprezie dzisiaj? Później by mówili, że za dużo ćpał.
- Może być, dzięki – powiedziała całując go w policzek.
- Tylko tyle? – zapytał zawiedziony.
- Wieczorem, w domu dostaniesz więcej – mrugnęła do niego, śmiejąc się.
- Nie zawiedź mnie.
- Nie bój się nie zawiodę.
- To chodźmy teraz do Mystic Grilla zamówimy imprezę i będziemy każdego zapraszać.
- Oki – dodała zadowolona.
         Kol podał jej ramię i poszli. Kiedy doszli na miejsce i byli w środku, podeszli do baru. Nie było Matta.
- Podać coś? – zapytał barman.
- Nie… Chcemy zarezerwować dzisiejszy wieczór.
- Jest wolny.
- To dobrze – odwrócił się w stronę ludzi, których nie było za wiele. – Dzisiaj wieczorem jest tutaj impreza! Przychodźcie, zapraszam wszystkich.
         Ludzie obrócili się do niego i słuchali uważnie.
- Zapraszajcie też swoich znajomych, każdego wpuszczą. Będzie piwo i inne alkohole!!
         Wszyscy zaczęli klaskać i krzyczeć takie słowa: „Przyjdę!” „Zaproszę wszystkich”, „Super” i wiele innych zwrotów.
         Pierwotny odwrócił się z powrotem w stronę baru. Barman mu się przyglądał podejrzliwie.
- Masz pan, tyle kasy? – zapytał.
- To jest na kosz firmy – hipnotyzował go. – Pracodawcy powiesz, że zapłaciliśmy.
         Przytaknął.
- Teraz chodźmy do Salvatorów, ich też zaprosimy – oznajmił Kol i wstał.
- Jesteś pewien? – zapytała Katherine, także wstając.
- Damon i tak nic nie pamięta.
- Pewnie tak – westchnęła i opuścili bar.
         Szli w milczeniu, trzymając się za rękę. Wyglądali jak para nastolatków, chociaż byli wampirami, które już sporo przeżyły. Na twarzach cały czas mieli uśmiechy.

         Kiedy już dotarli do domu Salvatorów, Kol zapukał w drzwi i wszedł razem z ukochaną. 

Zrobiłam filmik o Stelenie, jeszcze go nie dodałam na youtube... Na początek pokaże wam :) 




Czekam ponownie na wasze opinie i biorę się za pisanie następnego rozdziału o Klausie i Katherine :)

poniedziałek, 15 lipca 2013

ROZDZIAŁ XIII

Już dodaję :) Musiałam jeszcze dokończyć i jest :) 

Rozdział XIII



- O Damon… - powiedziała Caroline bez uśmiechu na twarzy.
- We własnej osobie – odparł unosząc głowę. – Czemu one tutaj są? – zawrócił się do brata.
- Ponieważ je zaprosiłem, a w ogóle Caroline chciała wziąć prysznic i tylko u nas we wodzie nie ma werbeny.
- A Elena?
- Już mówiłem. Zaprosiłem ją razem z Caroline.
- No dobra, dobra… To skoro łazienka jest już wolna, to pozwól bracie, że wezmę prysznic.
- Idź, idź – popędził go Stefan.
         Po chwili Damona już nie było w korytarzu. Elena i Caroline razem ze Stefanem usiedli na kanapie w salonie.
- Chcecie coś do picia? – zaproponował Stefcio.
- Masz może krew?
- Ja bym poprosiła wodę.
- Mam krew, zaraz wam przyniosę – oznajmił, wstając i ruszając najpierw w stronę piwniczki.
         Wrócił po niespełna minucie. W lewej ręce trzymał woreczek wypełniony krwią, a w prawej szklankę z źródlaną wodą.
- Proszę – powiedział podając krew i wodę. Sam, dla siebie wziął szklaneczkę i nalał sobie whisky.
         Zapadła krępująca cisza, którą przerwał Stefan.
- Może pójdziemy do Mystic Grilla? I tak nie mammy co robić.
- No spoko, chodźmy – odezwała się Elena, po czym wstała z kanapy razem z Stefanem i Caroline. Wyszli bez poinformowania Damona.

- Co teraz porobimy? – zapytała Katherine.
- Hmm… Zaraz się pocałujemy namiętnie, a później zapraszam cię na śniadanie.
- Pomysł dobry – odparła uśmiechnięta. – Zobaczymy jakie będzie wykonanie.
         Wtedy Kath odwróciła się do niego twarzą i przybliżyła się do niego. Ich wargi złączyły się. Teraz były jednością. Po tym namiętnym pocałunku przytulili się i odetchnęli.
- Mamy dla siebie wieczność – westchnęła zadowolona Katherine. – O ile nikt mnie nie przebije kołkiem – dodała ze smutkiem w głosie.
- Nie pozwolę na to – odpowiedział z powagą. – Będę się tobą opiekował.
- Nie dasz rady, wiesz o tym, ale każda chwila, spędzona z tobą jest dla mnie za krótka. Mam nadzieję, że kiedy będę umierała, to ty będziesz przy mnie.
- Nie dojdzie do tego.
- A jeśli tak?
- Spróbuję cię uratować. Zrobię wszystko, co będę mógł.
- Nawet poświęcisz życie? – zapytała patrząc mu prosto w jego brązowe, piękne oczy.
- Poświęcę, chociaż mnie się tak łatwo nie da zabić. Chyba, że mają kołek z tego dęba. Nawet wtedy się poświęcę. Rozumiesz? – wziął jej twarz w swoje dłonie. Zasłaniały połowę twarzy.
- Ale po co mi życie bez ciebie? – westchnęła ponownie. – Po co? I tak prędzej czy później mnie zabiją.
- Znajdziesz sobie kogoś innego. Przecież jest tyle mężczyzn.
- Wiesz, że tylko ciebie kocham! Nigdy nie będę kogoś kochała tak jak ciebie – powiedziała zdejmując jego dłonie z twarzy i trzymając je w swoich dłoniach. Zabiłabym się, gdyby ciebie nie było.
- Nie!
- Życie bez ciebie nie miałoby sensu – dodała spuszczając głowę. Chciała, żeby nie widział jej łzy spływającej po jej policzku.
- Nie płacz – poprosił łagodnie i ciepło.
- Dobrze – zgodziła się, pociągając nosem. – Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie nic się nie stanie, co zagroziłoby nam – powiedziała uśmiechając się lekko.
- Miejmy nadzieję – powtórzył Kol, a po chwili pocałował ją ostrożnie i delikatnie w usta. Oderwał je i powiedział: - Katherine, moja ukochana, zawsze będę cię kochał.
- Ja ciebie też, Kol – i powtórzyli pocałunek.
         Kiedy już byli ubrani, ktoś zapukał do drzwi. Kol poszedł je otworzyć. W drzwiach stał Niklaus.
- Klaus? Co ty tutaj robisz? – zapytał zdziwiony Kol.
- Chciałem porozmawiać. Sprawy rodzinne. Masz czas?
- Nie za bardzo… Może przyjdziesz wieczorem na imprezę do Mystic Grilla? Wtedy pogadamy, bo teraz nie mogę, ponieważ …
- O… Klaus – powiedziała także zaskoczona Katherine.
- Katerina – spojrzał na nią.
         Zarumieniła się.
- To wieczorem na imprezie pogadamy… Nie będę wam przeszkadzał. Do zobaczenia – pożegnał się, odwrócił się do nich plecami i zniknął.
- Co chciał – zapytała, gdy byli z powrotem w salonie.
- Porozmawiać. Niby sprawy rodzinne, ale nie chciałem, żebyś czekała – odparł, uśmiechając się szeroko.
- Dzięki. Na imprezie pogadacie?
- Tak, bo uznałem, że tam będziesz miała się z kim bawić lub pogadać.
- No dobra… To gdzie idziemy na śniadanie? 
- Hmm… Do knajpki na końcu Mystic Falls. Podają tam wyśmienitą jajecznicę. Lubisz ją, prawda? – zapytał niepewnie.
- Pewnie, ale rzadko mam okazje ją zjeść.
- No to w końcu będziesz miała okazje – powiedział całując ją w policzek i przykładając usta do uch, szepcząc:- Później poczęstujemy się kelnerem – na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
         Katherine w odpowiedzi tylko się uśmiechnęła. Ubrali tylko kurtki, oczywiście czarne i wyszli. Na początku szli wolno, ale gdy już nie widzieli twarzy ludzi zaczęli biec wampirzym tempem, trzymając się cały czas za rękę, jak zakochana para ludzi. Jak widać wampiry też coś czują, chyba że wyłączą człowieczeństwo.
         Dotarli już do parku. Kol zaczął rozmowę:
- Tu za parkiem jest ta knajpka. Jest koło małego lasu.
- Nigdy tu nie byłam, żyję już sporo lat – zażartowała nieśmiało.
- No widzisz. Ze mną zwiedzisz cały świat, chociaż nie….
- Dlaczego? – zapytała trochę zawiedziona, co było słychać w jej głosie.
- Bo ty jesteś dla mnie całym światem – szepnął jej do ucha, podobnie jak wcześniej, ale cieplej.
         Zarumieniła się i spuściła głowę. Wiedziała, że on ją naprawdę kocha. Wierzyła w to.
- Ty dla mnie też – dodała, kiedy podniosła głowę.
- Chodźmy już, pewnie jesteś głodna.
-Tak…
- To jest ta knajpka, może ją zapamiętasz – powiedział, wskazując małą, drewnianą „chatkę” Drzwi były dość wielkie, a nad nimi znajdował się napis „Przy lesie”
- Pewnie tak.
         Weszli do środka. Knajpa była dość dużo, choć z zewnątrz wygląda na małą. Było tam jasno, gdyż, przez okna wpadały już jasne promienie słońca. Ruch był niewielki. Było zaledwie 5 osób. Nie przejmując się ludźmi Kol i Kath podeszli do stolika przy oknie. Katerina rozglądała się po pomieszczeniu, a pierwotny przyglądał się jej z zaciekawieniem. Ona zauważyła to dopiero po minucie.
- Jestem aż taka ciekawa?
- Ciekawa i piękna – stwierdził.
- Dziękuję. A ty jesteś hmm… tajemniczy i przystojny – dodała wywracając oczami.  
- Dzięki.
         Podszedł do nich niski kelner z notesikiem i długopisem. Był ubrany w dżinsy i niebieską, obcisła bluzkę, który zasłaniał biały fartuch z kieszonką.
- Co podać? – zapytał uprzejmie, aż żal było się później nim karmić.
- Dwa razy jajecznicę poprosimy – odparł Kol cały czas wpatrzony w Katherine.
- Zaraz podam.
- Poczekamy.
- To po śniadaniu  się napijemy?

- Tak, z tego kelnera. 


Jak zwykle mam nadzieję, że się podoba, proszę każdą osobę o komentarz i swoją opinię :) Pozdrawiam wszystkich ;*