poniedziałek, 14 października 2013

ROZDZIAŁ XXI



- Co tutaj robisz? – zapytał Kol, gdy Klaus go wyminął i wszedł do środka.
- Przyjemnie tu masz – odparł ignorując jego pytanie.
- Jak już, to mamy – wtrąciła Kath wstając.
         Klaus stał naprzeciw niej. Uśmiechnął się przybliżył twarz do jej twarzy i po chwili już go nie było. Katherine się odwróciła w stronę kanapy. Już na niej siedział.
- Nie da się ciebie zaskoczyć, Katherine.
- Zgadza się. Po co tu przyszedłeś? – wznowiła pytanie.
- Następna… Chciałem porozmawiać.
- O czym? – zapytał Kol wchodząc do salonu.
- O Jessice.
- Skąd o niej… - przerwał. – Kim ona jest?
         Klaus pokręcił głową. Spojrzał najpierw na Kola, a później na Kath.
 - Chyba się dowiedzieliście – jego oczy patrzyły teraz na półkę, leżącą na podłodze.
- Czarownica, tak to już wiemy. Ale kim jest dokładniej?
- Wiem sporo, ale nie wszystko. Zauważyłeś, że się nie boi pierwotnych, tak?
- Tak, nie słuchała nas. – Kol zamyślił się i dodał. – Klaus, o co tu do cholery chodzi?
- Wiem, że to jakaś silna czarownica.
- Ona nie jest silna, ona jest pomysłowa i wykorzystuje swoją moc w odpowiedni sposób – wtrąciła Kath.
- Kath, co czułaś jak wiesz, co ci zrobiła?
- Co Jessica jej zrobiła?
- Ohh muszę to opowiedzieć?
- Tak – powiedział Klaus.
- Bonnie najpierw przygniotła ją do ściany i ona później upadła. Następnie skierowała na mnie swój wzrok i powiedziała jakieś zaklęcie. Wykorzystała, że ją ugryzłam. Chociaż sama się na to zgodziła. Miała w sobie wtedy werbenę, ale jej nie czułam dopiero, gdy wymówiła zaklęcie, to poczułam w żołądku coś parzącego, jakbym przed chwilą miałam wypić werbenę tylko nie mogłam jej wypluć.Czy coś takiego...
- Piłaś z niej?
- Znaczy byłam spragniona i ona sama zaproponowała, że się mogę napić. Wykorzystałam okazję… Po, co ja w ogóle się tłumaczę – przewróciła oczami.
- Dobra… Kol, a ty coś o niej wiesz?
- Wiem, że nie jest prawdziwą czarownicą.
- Jak to?
- Dowiedziałem się razem z Elijah, że jedna z czarownic obdarzyła ją swoją mocą i zyskała umiejętności.
         Klaus otwarł szeroko oczy.
- Elijah też jest w to zamieszany?
- On spotkał ją pierwszy, nie licząc ciebie. Właśnie ty widziałeś ją pierwszy, jak przebiegło wasze spotkanie?
- Spokojnie, choć już miała dużo wiedzy. Ona udają tylko taką osobę, która mało wie.
- Co dalej, powiedziała ci, że jest czarownicą?
- Spotkaliśmy się w barze, w Nowym Orleanie. Po chwili sam zauważyłem, że jest czarownicą. Dziwnie się zachowywała. Skupiała wzrok na mnie, ale udawałem, że nic nie widzę – wziął głęboki wdech i powiedział. – Macie może krew? Jestem trochę głodny. Podałabyś mi Katherine?
         Kath chciała już coś powiedzieć, ale przerwał jej Kol.
- Ja pójdę.
         Wyszedł z salonu i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i wyjął trzy woreczki z krwią. Wrócił i podał jeden woreczek Katherine, a drugi Niklausowi. Trzeci wziął dla siebie. Wziął Kath za rękę i usiadł na fotelu, ona na jego kolanach.
- Co było dalej?
- W końcu spytałem się, dlaczego mi się tak przygląda. Nie odpowiedziała nic, tylko wyciągnęła rękę po szklankę, a ona sama się przysunęła – Niklaus napił się krwi.
- Podobnie jak u nas, ale my wiedziałyśmy, że ona jest czarownicą… - dodała Pierce spuszczając głowę.
- Caroline wam powiedziała?
- Tak i nie. Wiedzieliśmy też to od Bonnie, bo chciała się dowiedzieć, czy Jessica jest czarownicą. Potwierdziło się.
- Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? – zapytał poirytowany Kol.
- Nie wiem. Może chciałem, żebyście mieli jakieś zajęcie – mówiąc te słowa, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Mamy zajęcia. Siebie – stwierdziła Kath.
- Zapomniałem… Dobra. Ja już wychodzę, nie będę wam przeszkadzał w waszych zajęciach – Klaus powoli wstał i poklepał Kola po ramieniu.
- Uważaj na Jessice, a raczej na siebie. Jessica może być silna. Do zobaczenia – powiedział i zniknął.
- Wrócił – oznajmiła Katherine.
         Pierwotny tylko pokiwał głową… Pociągnął łyka krwi z woreczka. Kath położyła głowę na jego ramieniu.
- Damy radę… jeśli coś się stanie.
         Zamknęła oczy. Jej usta złożyły się w prostą kreskę. Rozluźniły się dopiero wtedy, gdy Kol złożył jej pocałunek. Był krótki, ale znaczący.
- Dziękuję – dodała, ale nie było to w jej stylu.
- Za co? – Kol wyglądał na zdziwionego.
         Pierce nadal miała zamknięte oczy.
- Za to, że jesteś… - otwarła oczy. Był w nich smutek.
         Zamilkli. Katherine wstała.
- Idę się zdrzemnąć. Jestem zmęczona tym dniem.
- Ja się pójdę przejść.
- Dobrze.
         Ruszyła w stronę sypialni. Kol natomiast założył buty i kurtkę, gdyż na dworze było chłodniej niż wcześniej. Wyszedł, lecz przed tym pocałował swoją ukochaną w czoło.
         Szedł wolno. Ręce włożył do kieszeni od spodni. Wiatr muskał jego twarz. Nie wiedział, gdzie idzie, a może wiedział? Przyśpieszył kroku, gdy usłyszał, że ktoś go śledzi. Po chwili zatrzymał się i odwrócił. Uświadomił sobie, że zostawił swoją ukochaną samą w domu. Szybko pobiegł wampirzym krokiem do domu. Nie wiedział, czego się spodziewać. Kiedy zobaczył uchylone drzwi od domku, wkroczył do środka pewnym krokiem. Wszedł do sypialni, której zostawił Kath. Nie była tam sama. Był ktoś jeszcze.
         Zauważył, że to kobieta. Miała blond włosy.
- Jessica – powiedział.
         Ona się odwróciła i uśmiechnęła podstępnie.
- Odsuń się od niej! Zostaw ją!
- Nie – uśmiech z jej twarzy znikł. W jej oczach pojawił się ogień, wola walki. – Potrzebna mi jest ona.
- Do czego?
- Do zniszczenia was – rzekła spokojnie.
         Kol chciał się na nią rzucić, ale nie mógł. Jessica musiała rzucić na niego zaklęcie. Dziwne było to, że Katherine nadal spała.
- Co jej zrobiłaś?!
- To, co powinnam wcześniej zrobić. Rzuciłam na nią zaklęcie. Robi tylko to, co jej każę. Kazałam jej leżeć. Kath wstań proszę.    
         Katherine posłusznie wstała. Jej twarz wyrażała złość, a zarazem smutek. Spuściła głowę.
- Nie może też nic powiedzieć. I zapamiętajcie, nie jestem czarownicą. Jestem wiedźmą.
- Wiedźmą?! Po co ci Kath? Zostaw ją!
         Pierwotny krzyczał na nią. Próbował się dostać do ukochanej, ale dzieliła ich niewidzialna ściana.
- Już mówiłam Kath mi pomoże w zabiciu was – pierwotnych.
- Po co to robisz?!
- Nie przepadam za wampirami… Możesz jeszcze przekazać swojemu braciszkowi, że przepraszam, za ostatnie. Klausowi oczywiście – wszystko mówiła z takim spokojem.
         Kol był wściekły, najchętniej, zabiłby ją bez mniejszego wahania. Krzyczał tylko:
- Pożałujesz tego!
- Wątpię – powiedziała i zmarszczyła brwi. Mamrotała coś pod nosem.
         Nagle w sypialni urwał się wiatr niewiadomo skąd. Pierwotny zawisł w powietrzu.
- Nigdy nie groź czarownicom i wiedźmom. Pozdrów Bonnie, polubiłam ją – uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę w stronę Kola.
         Wtedy wampir uderzył o ścianę i spadł na podłogę.
- Do zobaczenia – Jessica poprawiła włosy i dodała. – Katherine chodź za mną. Zabawimy się.
         Kol przez parę chwil leżał ledwo przytomny. Kiedy zrozumiał co się stało błyskawicznie ruszył poszukać Klausa. Wiedział, że Jessica też się nim zabawiła. Niklaus przecież jeszcze był u nich. Musiało to się stać, między wyjściem hybrydy a przybyciem Kola.Szybka była.
         Klausa znalazł w starym domu Mikaelsonów. Nie powinno się go nazywać starym, gdyż mieszkało w nich Elijah, Rebekah i Klaus.
Siedział w salonie przebierając bluzkę.
- Kogo moje piękne oczy widzą? Kol. Co cię tu sprowadza?
- Widzę, że poplamiłeś i podziurawiłeś bluzkę. Przypadek, że też ucierpiałem?
- No nie wiem.
- Co ci zrobiła Jessica? – zapytał.
- Jak widzę nie tylko mi – dodał. – Mi wbiła kołek w brzuch. Nie miałem, jak jej zabić. Między nami była „ściana”. A ty jak ucierpiałeś?
- Porwała Katherine – powiedział. – I rzuciła mnie na ścianę.
- Oh… Jak porwała Kath? Ona by się obroniła.
- Tak, gdyby nie to, że Jessica do wiedźma. Użyła zaklęć.
- Wiedźma? Będzie problem… Dobra sami sobie nie poradzimy. Trzeba znaleźć równie dobrą czarownicę lub wiedźmę – oznajmił.
- Z tym się zgadzam, ale gdzie kogoś znajdziemy?
         Zamyślili się.
- Myślisz o tym samym? – zapytał Klaus.
- Raczej tak. Do kogo najpierw?
- Do Caroline – rzekł.
- Ona nie jest czarownicą ani wiedźmą. Chodźmy do Bonnie.
- Bonnie nawet nas nie wysłucha. Caroline powiem, że potrzebujemy pomocy. Mogę jej powiedzieć, że pozwolę wrócić Tyler’owi już jutro. Co ty na to?
         Kol zmarszczył czoło, pokręcił głową i powiedział:
- Niech będzie. To chodźmy.
- Najpierw, mógłbyś się umyć… Trochę brudny jesteś na twarzy.
- Słucham?
- Krew. Uderzenie musiało być silne.
- Bo było – potwierdził.
         Kol ruszył do łazienki. Obejrzał się w lustrze. Rzeczywiście, był brudny od krwi, a raczej od zaschniętej krwi. Ślady miał na czole i nosie. Odkręcił, więc kran i umył swoją twarz. Wytarł się ręcznikiem wiszącym obok i wyszedł.
- Już? – zapytał gotowy Klaus.
- Jak widać – wzruszył ramionami.
- Pogodziłeś się już z Elijah? – odezwał się Kol, kiedy byli w drodze do domu Caroline.
- Jeszcze się z nim nie widziałem – oznajmił bez skruchy. – Dlaczego pytasz?
- Z czystej ciekawości.
         Przez resztę drogi szli w milczeniu. Klaus zapukał do drzwi. Otworzyła mu Caroline.
- Klaus? Nie spodziewałam się ciebie, a Kola w ogóle.
- Domyślam się. Mamy sprawę dla ciebie.
         Caroline spojrzała na Kola podejrzliwie. Po chwili powiedziała tylko:
- Mam nadzieję, że nie będziecie mnie prześladować.
- Nie mam zamiaru.
- Niestety ja nie mogę cię zaprosić. Mamo! Zaproś!
- A kogo?! – odpowiedział głos pani szeryf ze środka.
- Kola Mikaelsona!
- Jego? Nie ma mowy!
- Słyszałem to! – dołączył się Kol.
         Nagle pani szeryf znalazła się przy Caroline.
- Co oni od ciebie chcą?
- Mają do mnie jakąś sprawę. W drzwiach nie jest wygodnie rozmawiać.
- No tak – spojrzała na Kola podobnie, jak wcześniej Caroline. – Caroline co ja mam zrobić?
- Zaprosić mnie.
- Obiecuj, że nie skrzywdzisz, żadnej bliskiej osoby bliskiej mi i mojej córce.
         Kol westchnął.
- Obiecuję.
- I mojej mamy też – dodała szybko Caroline.
         Klaus uśmiechnął się szeroko.
- No obiecuję – odparł kładąc prawą rękę na piersi.
- Niech będzie. Wejdź.
- Dziękuję – dodał.
         Pierwotni weszli do środka.
- Chodźcie do mojego pokoju. Jesteście może głodni?
- Ja trochę – powiedział Kol.
- Ja też bym nie pogardził.
         Caroline zaprowadziła ich do swojego pokoju, a sama poszła do kuchni przygotować napoje dla nieproszonych gości.
- Skromny pokój. Przyjemnie tu, nawet –Kol.

__________________


 Przepraszam, że tak późno dodaję, ale mam bardzo dużo nauki i mało czasu.
Mam nadzieję (jak zwykle) że rozdział się wam podoba :] Pewnie nie jest najciekawszy, ale próbuję. 
Po prostu wysiadam psychicznie... ;c 
Dziękuję za wcześniejsze wasze opinie ;* 
Pozdrawiam ;]

piątek, 27 września 2013

ROZDZIAŁ XX



- Jak się czujesz?
- Dobrze, dzięki…
- No to na czym skończyłyśmy? – wtrąciła się Katherine.
- Mówiłyście, że jest lekarstwo na ugryzienie wilkołaka…
- Tak, ale nie ufamy ci jeszcze do końca.
- No tak…
- To może najpierw pokażesz nam, co umiesz? – zapytała Kath.
- Tutaj? – zapytała oburzona Jessica. – Wolałabym gdzieś indziej…
         Jej oczy są niebieskie i widać w nich przerażenie. Bała się, ale czego?


- Nie. Może u mnie? Kola nie ma w domu, możemy iść – zaproponowała.
- Mówicie poważnie? – zapytała Caroline. Czyżby też się przestraszyła?
- Wyglądacie, jakbyście się bały – dodała Kath, wstając. – Dalej, chodźcie.
- Ja się nie boję. Po prostu dziwię się, że ty nas zapraszasz – w głosie Caroline było można usłyszeć niepokój.
- Nie potrzebujecie zaproszenia, w ogóle, jestem wszędzie, gdzie się coś dzieje – uśmiechnęła się szeroko, zadowolona ze swojej wypowiedzi.
- Nie ugryzę…
         Dziewczyny spojrzały po kolei na siebie i pokiwały głowami.
- No dobra – odparła Bonnie.
         Wszystkie wstały i wyszły. Na zewnątrz czuć było lekki wiaterek. Było przyjemnie, chociaż słońce nadal grzało. Szły spacerkiem, chociaż było widać, że Kath chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. Po dziesięciu minutach stały już przed drzwiami domu Katherine i Kola.
- Więc tutaj mieszkasz – szepnęła Elena.
- Yhym. Skromny, jak na mnie, wiem, ale… - nie dokończyła.
- Nie jest źle – dodała Caroline.
         Kath wyciągnęła klucze z torebki i o włożyła jeden z nich do zamka. Przekręciła go dwa razy i otworzyła drzwi.
- Wejdźcie – zaprosiła je.
         Gdy weszły do środka, Pierce zaprowadziła je do salonu.
- Chcecie coś do picia? Mam krew, whisky i inne napoje – oznajmiła, wchodząc do kuchni.
- Krew? – zapytała przerażona Jessica.
- Co w tym dziwnego, przecież jestem wampirzycą, Kol też.
- No tak… Prawie zapomniałam, że istnieją wampiry, wilkołaki i inne stworzenia nadprzyrodzone.
         Na te słowa Katherine uśmiechnęła się podstępnie.
Jessica
- Ja poproszę krew – wtrąciła się Caroline.
- Ja sok – dodała Elena.
- Dobra… Jessica, Bonnie?
- Ja, dziękuję – odparła nieufna czarownica.
- To ja wezmę sok.
- Mam tylko jabłkowy. Może być?
         Jessica i Elena pokiwały twierdząco głowami. Kath wyciągnęła cztery kubki. Do dwóch nalała sok jabłkowy, a do reszty krew z woreczka, który wcześniej wyciągnęła z lodówki. Kiedy już wszystkim nalała, wzięła po dwa kubki w jedną rękę i zaniosła do salonu. Położyła na stół, przy który wszyscy oprócz niej siedzieli.
- To, co nam pokażesz? – zapytała ciekawska Pierce.
- Niech pokaże, to co umie. Bez oszustw.
- Ja umiem grać czysto. Tylko Bonnie, ty też coś później pokażesz.
- To może bitwa czarownic? – zaproponowała brunetka chwytając kubek z krwią.
- Katherine! – krzyknęła Elena, która do tej pory milczała.
- Elena, wiem, że chcesz mnie chronić, ale umiem siebie obronić.
- I tak Bonnie, by wygrała – dodała Caroline, pewna siebie.
- Co to za pewność? – zapytała się oburzona Jessica.
- Bonnie ma większe doświadczenie – Caroline nie dała za wygraną.
- A skąd wiesz, jakie ja mam? Przecież mnie nie znasz.
- Dziewczyny przestańcie! – przerwała Bonnie.
         Zapadła cisza.
- A było tak ciekawie – szepnęła do siebie Katherine.
- Ja jestem za bitwą – oznajmiła, nadal zdenerwowana Jessica.
- A ja nie. To jest bezsensowne.
- Mi się nie wydaję – oznajmiła, a następnie wymamrotała coś pod nosem, jakieś słowa, których nikt prawie nie rozumie. Było to zaklęcie.
                   Jessica miała zamknięte oczy, a ręku wykonała gest w stronę stołu. Blondynka wstała i odsunęła się. Nagle stół ruszył w stronę Eleny, Caroline i Bonnie. Katherine  już dawno stała, bo wiedziała, że coś się wydarzy.
         Caroline szybko chwyciła Elenę i wyszła zza stołu wampirzym tempem. Wiedziała, że to jej wina, ale też wiedziała, że Bonnie sobie poradzi. Miała rację.
         Bonnie w ostatniej chwili zrobiła podobny ruch, jak Jessica, a stół się zatrzymał.
- Tylko na tyle cię stać – zapytała się ciemnowłosa czarownica i ledwo, co okręciła rękę patrząc na Jessicę, a przeciwniczka już była przygnieciona do ściany.
         Oczy blondynki paliły się ze złości. Zaczęła się śmiać histerycznie i wymówiła jakieś inne zaklęcie. Wtedy Elena zawisła w powietrzu.
- Niezła jest – powiedziała Kath do Bonnie.
- I tak mało.
         Bonnie opuściła rękę i Jessica spadła na półkę. Elena także spadła, ale Caroline zdążyła ją złapać.
- Jeśli to była cała twoja moc, to przykro mi… - skierowała się do Jessici.
- Mam jeszcze asa w rękawie – szepnęła i popatrzyła na Katherine.
         Wampirzyca chwyciła się za gardło, później za brzuch.
- Coś ty zrobiła?  - zapytała z niedowierzaniem Bonnie.
- Tajemnica.
         Bonnie wiedziała, że to nie jest czar, który ona wykonuje na wampirach. Było to coś innego.
- Kath, jak się czujesz? – zapytała Caroline bez troski w głosie.
- Werbena… - wymamrotała.
         Wszyscy nagle zrozumieli, co Jessica mogła zrobić Kath. Mogła zaczarować samą siebie. Miała w sobie werbenę, której „nie miała”. Pierce piła jej krew. Nie czuła werbeny. Teraz czuję ją, jakby dopiero teraz wypiła krew wymieszaną z werbeną.
         Wtedy niespodziewanie do domu wszedł Kol. Był uśmiechnięty, jednak kiedy zobaczył swoją ukochaną leżącą na ziemi i zwijającą się z bólu, jego wyraz twarzy zmienił się.  Podbiegł do niej i zaczął krzyczeć:
- Kto to zrobił!?
         Wszyscy spojrzeli na Jessicę, która leżała na podłodze, patrząc na Kath i Kola.
- Pożałujesz tego! – pierwotny szybko podszedł do blondynki, wziął ją za gardło i przygniótł ją do tej samej ściany, co Bonnie wcześniej.
         Druga czarownica przybliżyła się do Kath i wymówiła zaklęcie.
- Bonnie zrób coś! – krzyknął Kol.
- Nie mogę, jej pomóc, tylko ona może – odparła wskazując Jessicę.
         Pierwotny nie puścił jej jeszcze, już chciał ją zabić, ale przeszkodził mu w tym, jego brat – Elijah.
- Mieliśmy umowę, bracie.
- Zobacz, co zrobiła Katherine.
         Oboje spojrzeli na Kath. Wciąż zwijała się z bólu.
- Jessica, zrób coś, bo Kol cię zabije.
         Kol puścił ją i wskazał Pierce.
- Pomóż jej.
         Blondynka przewróciła oczami i powiedziała zaklęcie. Po chwili Kath tylko szybko oddychała. Kol podbiegł do ukochanej i wziął ją w objęcia.
         Położył ją na kanapie i przysiadł się koło niej.
- Co tutaj się działo do cholery!?
- Jessica chciała urządzić bitwę czarownic. Zaczęła. Ja nie chciałam, ale musiałam się obronić.
- A Katherine?
- Ona nic nie zrobiła. A Jessica chciała wykorzystać to, że twoja dziewczyna karmiła się nią.
- Karmiłaś się Jessicą?! – zapytał z oburzeniem Elijah.
- Sama chciałam – oznajmiła uśmiechnięta blondynka.
- Czemu mnie nie słuchasz?
- Niech się zastanowię… Po co? Nie jesteś moim ojcem.
- Możecie mi wytłumaczyć, o co tutaj do cholery chodzi? – zapytała się Katherine.
- Później ci wytłumaczę, o co chodzi.
- Zawarliśmy umowę, Kol.
- Nie widzisz, do czego już doszło, Elijah?
- Rób, co chcesz. A ty – skierował się do Jessici. – Uważaj, co robisz.
- Lepiej będzie, jak już pójdziemy – powiedziała Elena.
- Racja – dodała Bonnie.
         Wyszły bez pożegnania. No tak. Przecież nie lubiły Kath, a Kola nie znali tak dokładnie jak ona.
- Zostaliśmy sami. Powiesz mi, o co chodzi?
- Najpierw napij się. Nie za dobrze wyglądasz – Kol sięgnął po kubek i podał ukochanej.
- Kol. To jest sok jabłkowy – powiedziała, po czym uśmiechnęła się szeroko.
- Oops.
         Kiedy sięgnął po następny kubek, upewnił się, czy jest w nim krew. Była.
- Proszę.
- Dzięki. Wiesz, co?
- Hmm?
- Wkurzyła mnie ta Jessica. Następna suka.
- Z tym się z tobą zgadzam. Nie miała prawa cię skrzywdzić.
- Dobrze, że przyszedłeś. Pomogłeś mi. Nie wiedziałam, że Jessica umie aż tak czarować.
- Ja też nie. Na początku myślałem, że to Bonnie, ale zobaczyłem, jak na ciebie patrzy.
- Jak?
- Na pewno cię nie żałowała, ale patrzyła tak krzywo, jakby nie mogła nic zrobić. Może myślała po prostu, jak Jessica to zrobiła.
- Pewnie się cieszyła, jak cierpiałam. Sama lubię zadawać ból komuś, tylko że ja jestem wampirem.
- Wróćmy później do tego tematu, dobrze? – zapytał Kol, gładząc policzko swoją dłonią.
- Niech będzie. Teraz mi powiedz, co tutaj robił Elijah i o jaką umowę chodzi.
         Kol westchnął i zaczął:
- W tej umowie chodziło o to, żeby wypróbować Jessicę jako czarownicę.
- Ona jest czarownicą – dodała Kath.
- No, nie do końca. Dokładniej to jedna z czarownic obdarzyła ją mocą, jak była mała. To spowodowało, że umie używać zaklęć.
- I co?
- Mieliśmy ją chronić i zawrzeć z nią sojusz. Wiesz Bonnie za nami nie przepada, a Jessica byłaby dobrą czarownicą, jakbyśmy ją potrenowali.
- O co konkretnie chodzi?
- Potrzebujemy pomocy czarownic.
- Co się stało? – Katherine nie przestawała zadawać pytań.
- Nie wiem, jak to powiedzieć…
- Prosto z mostu.
- Esther chce cię zabić.
- Esther?! Przecież ona nie żyje!
- Właśnie o to chodzi, że ktoś ją ożywił.
- Cholera! Już wiem po kim masz chęć zemsty.
- No tak… Zabiłaś ją, a ona chce zabić ciebie.
- Czyli po prostu umowa mówiła o tym, żeby mnie chronić?
- Mniej więcej. Mieliśmy jakoś nauczyć czarów Jessicę, żeby chroniła ciebie, a my byśmy ją zamienili w wampira. Taka była umowa, ale chyba ją zerwałem. Jak widziałem, że cierpisz przez Jessicę…
- Rozumiem… Na twoim miejscu zrobiłabym to samo. Poradzimy sobie… A dlaczego Elijah tak się oburzył, jak usłyszał, że karmiłam się nią.
- Ponieważ powiedział Jessice, że ty o wszystkim wiesz. Ona pomyślała, że w końcu ją zabijesz, więc ona tobie zrobiła krzywdę.
         Zamilkli. W końcu Kol wziął Katherine w swoje ramiona i pozwolił jej zasnąć. On także po chwili zasnął.
         Obudzili się niemal równocześnie, równocześnie to przez dzwonek do drzwi.
- Kol, otwórz ty – powiedziała wstając i poprawiając włosy.
- Okej.
         Pierwotny wstał i poszedł otworzyć drzwi. Był to Klaus.
- Witaj Kol.
- Klaus. 


__________

No w końcu skończyłam :D 
Mam nadzieję, że opłacało wam się tyle czekać na ten rozdział ;** 
Piszcie w komentarzach jak wam się podoba. Przyjmę wszelką krytykę. Jak będziecie mieli jakieś pomysły, czekam na propozycje <3 Co tutaj więcej pisać? ;)
Pozdrawiam wszystkich ;*

czwartek, 12 września 2013

ROZDZIAŁ XIX



- To zostałam sama – powiedziała do siebie.
         Po kilku minutach przypomniała sobie, że musi iść na zakupy z swoim sobowtórem, dwoma czarownicami i z wampirzycą, która ją wkurzała. Spojrzała odruchowo na zegarek. Była 9:45. Poszła do łazienki się przygotować. Wyszła uczesana, tak jak zwykle, ubrana w fioletową bluzkę na ramkach z dekoltem oraz czarne obcisłe dżinsy. Na szyi miała naszyjnik, a do wyjścia uszykowała świetną torebkę. Buty ubrała czarne, jak zawsze. Do tego bransoletka z lapis-lazuli, chroniąca ją przed słońcem. Ze starej torby wyciągnęła jeszcze portfel z pieniędzmi. Rzadko wydawała pieniądze, nie były jej albowiem potrzebne.
         Wyszła dziesięć minut przed czasem. Nie zamierzała tam dojść w wampirzym tempie, wręcz przeciwnie, chciała iść sobie spacerkiem. Gdy doszła na miejsce, była tylko Jessica. Szła jeszcze wolniej, jednak to nic nie dało, gdyż jak czarownica ją zauważyła, skierowała się w jej stronę. Spotkały się na chodniku, po drugiej stronie Grillu Baru.
- Hej, Katherine.
- Hej. Nie ma jeszcze dziewczyn?
- Nie, ale myślę, że zaraz powinny tu być – Jessica ubrała się w letnią sukienkę do kolan. Co prawda zbliżała się już jesień, ale ten dzień był wyjątkowo ciepły.
         W tej samej chwili zza rogu wyszły trzy przyjaciółki. Były to Bonnie, Elena i Caroline. Kiedy zobaczyły, że Jessica i Kath już na nie czekają przyśpieszyły kroku. Wszystkie trzy były ubrane letnio. Temperatura mogła przekraczać 20 stopni.
         Dziewczyny przywitały się słowem „cześć”. Postanowiły wejść najpierw do sklepu z butami. Tam ostatnio Kath z Caroline niefortunnie się spotkały. Kiedy wchodziły do tamtego sklepu, Pierce odruchowo spojrzała na Caroline. Blondynka także na nią spojrzała, ale później szybko odwróciła wzrok.
- Pomóc? – zapytał żeński głos.
         Nie była to ta sama sprzedawczyni, co ostatnio. Ta miała czarne włosy splecione w warkocz, duże zielone, kocie oczy oraz szczupły mały nosek. Prezentowała się świetnie. Uśmiechała się szeroko, jakby miała zaraz dostać wielki prezent.
- Ja potrzebowałabym jakiś butów na jesień. Może na korku. Przydałoby mi się parę centymetrów więcej – odparła Bonnie.
- Racja. Nie jest pani za wysoka… Zaraz coś dla pani znajdę. Jaki ma pani rozmiar?
- Trzydzieści osiem.
- Dobrze – powiedziała zbliżając się do nich. Obróciła się jednak w stronę butów wystawionych po lewej stronie czarownicy.
         Kath natomiast obróciła się w prawo i postanowiła sama poszukać butów. W jej ślady poszła Jessica, która obeszła pracownicę i ukucnęła obok niej, szukając butów w jej rozmiarze. Elena natomiast stała przy Bonnie.
- O… Znalazłam. Miałam zamiar sobie sama kupić, ale nie ma mojego rozmiaru. – oznajmiła, pokazując czarne buty na obcasie, które sięgały za kostkę i miały ćwieki z tyłu buta.
- Ile one kosztują? – zapytała.
- Są akurat po przecenie 90 zł.
- Jak teraz będą mi dobre, to biorę – dodała i wzięła buty z rąk sprzedawczyni.
         Na środku sklepu znajdowały się dwie pufy. Bonnie usiadła na jednej i przymierzała buty. Były jej idealne. Wstała i przeszła kilka kroków.
- Są świetne. Poproszę je – powiedziała zadowolona i znów założyła swoje stare buty.
- Już pakuję.
         Czarownica zapłaciła i wzięła nowo zakupione buty.
- Dla pani też coś poszukać?
- Nie, dziękuję… Butów mam wystarczająco dużo – odparła Elena.
- A dla pań?- skierowała pytanie do Kath i Jessica.
- Dla mnie mogą być te – powiedziała Jessica, pokazując buty na niskim korku.
- Dobrze. Poproszę 85 zł
- Już daję.
         Kath i Elena nie kupiły w tym sklepie nic. Chodziły po sklepach ciuchami, biżuterią i butami. Kiedy wyszły z ostatniego sklepu, każda z nich miała przynajmniej dwie torby. Caroline i Kath miały najwięcej, czyli po pięć. Jessica i Bonnie miały po trzy, a Elena miała dwie. Każde miały po jednej parze butów.
         W drodze powrotnej dużo rozmawiały:
- Znasz tutaj kogoś oprócz nas? – zapytała Bonnie.
- Oprócz Elijah i was? Na razie nie… Zamierzam to zmienić.
- Zapisałaś się do szkoły już? – zadała pytanie Elena.
- Przyjęli mnie. Może będę z wami w klasie?
- Myślałam, że teraz idziesz na studia.
- Miałam iść, ale się chcę dowiedzieć więcej. Chcę tutaj dłużej pobyć, a wyjeżdżając na studia, większość czasu będę za Mystic Falls. Chociaż jeden rok. A ty Katherine? Idziesz do szkoły?
- Ja? Nie – wykrzywiła się i dodała: - Ja chodziłam do innej szkoły w innym mieście. Miałam nauki o rok mniej niż Elena.
- Aaaa – powiedziała.
- Dużo wakacji nie zostało. Za tydzień do szkoły, wierzycie? – dodała Caroline.
- Rok nauki tutaj i później na studia… - wymamrotała Elena.
- Jak ten czas szybko mija… A skąd znacie Elijah? – zapytała Jessica.
- To brat mojego chłopaka. Znamy ich już dość długo. Znaczy ja o parę lat dłużej – oznajmiła Katherine. - Wspominał ci o Kolu?
- Tak… Wspominał mi też, że jego rodzice i jeden z braci zginęli w wypadku samochodowym. Jak on miał na imię? Na F.
- Finn – dokończyły równocześnie dziewczyny przechodząc przez park obok Mystic Grilla.
- Chodźmy do baru. Zjemy sobie coś – zaproponowała Bonnie.
- Niech będzie.
         Szły nadal spacerkiem w stronę baru, milczały jednak. Kiedy weszły do środka wybrały sobie miejsce, przy jednym ze stolików. Dzisiaj pracował tam Matt. Jak zwykle miał na sobie fartuch. Kiedy zobaczył dziewczyny podszedł do nich i zaczął:
- Hej, dziewczyny.
- O, Matt – przywitała się z nim Caroline wstając i przytulając go. – Jessica to jest Matt, mój przyjaciel, Matt to jest Jessica.
         Jessica wstała i podała mu rękę.
- Miło cię poznać – dodał Donovan, chwytając jej rękę.
         Kiedy już zamówiły napoje i jakiś drobny posiłek, Matt poszedł do baru i złożył zamówienie.
- Wracając do rodzeństwa Elijah mówił ci jeszcze imiona pozostałego rodzeństwa? – zapytała Katherine.
- Tak. Był Finn, Kol, Rebekah i Klaus. To wszyscy…
- Zgadza się – potwierdziła Caroline.
- Caroline wy skąd znacie Elijah resztę?
- Z… imprez i takie przypadkowe… - oznajmiła Elena.
         Jessica zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc.
- Po prostu niektórych poznaliśmy na imprezie, resztę przypadkowo.
- A Elijah mówił ci kiedy się  zdarzył ten wypadek? – zapytała Kath.
- Tak… Około roku temu…
         Wypadek był zmyślony, ale data nie. Około roku temu zabili Finna.
- Znaliście Finna?
- Tak.
         Zza baru właśnie wyszedł Matt z tacą na której mieściły się trzy talerze z przekąską, a jeden talerz niósł w drugiej ręce.
- Proszę. Picie zaraz przyniosę. A jakiś sok? – zapytał, jak zwykle spokojnie, dając każdemu talerz ze sztućcami.
- Ja poproszę sok – oznajmiła Jessica.
- Ja nie chcę, dzięki – powiedziała Kath.
- To trzy szklanki soku?
- Tak – odparła Caroline.
- To już idę…
         Matt ponownie poszedł zza bar i wyciągnął szklanki.
- Masz tutaj rodzinę?
- Nie… niestety. Przyjechałam sama, wynajęłam małe mieszkanko.
- Aha.
         Wzięły za sztućce i zaczęły jeść podaną przekąskę. Była to sałatka z kawałkami mięsa.
         Zapadła krępująca cisza, którą po chwili przerwał Matt przynosząc zamawiany wcześniej sok.
- Proszę.
- Dzięki – powiedziały wszystkie trzy równocześnie.
- Nie ma za co – odparł i odszedł.
         Jessica razem z Caroline i Eleną wyciągnęły dłonie po szklanki. Kiedy dłoń Jessica znajdowała się około 15 cm od szklanki, szklanka przesunęła się sama, trafiając w sam środek dłoni.
- Co to było? – zapytała Elena.
         Wszystkie dziewczyny miały przez chwilę oczy jak orbity, z wyjątkiem Jessica oczywiście. Ona spuściła głowę i wymamrotała tylko pod nosem:
- Cholera!
- Jessica, co ty zrobiłaś? – zapytała Bonnie, udając zdziwioną.
         Jessica zastanowiła się i zaczęła:
- Bonnie, przecież wiem kim jesteś i ty wiesz kim jestem. Caroline, Kath też wiem, kim jesteście. Jedyna Elena jest tutaj człowiekiem, no i Matt.
- Oh.. Od kiedy wiesz, że jesteś…
- Od pół roku.
- Elijah wie?
- Oczywiście. A Elena wie o was?
- Pewnie… To nasza przyjaciółka – stwierdziła Caroline.
- Moja nie… Skoro wszystko się wydaje, to mówię, że Elena nie jest moją siostrą bliźniaczką tylko moim sobowtórem – oznajmiła stanowczo Katherine.
- Tego bym się nie domyśliła… Ale i tak dużo wiem. Wilkołaki też istnieją, znam zresztą jednego.
- A ja mam chłopaka wilkołaka?
- Serio? Nie zagrozi ci? Jak ugryzie?
- Już ugryzł… Ale go kocham. Nie musisz jeszcze znać lekarstwa. Nie możemy ci wyjawić wszystkiego, nie wiemy jakie masz zamiary.
- Podziwiam cię za odwagę, a zamiarów w ogóle nie mam…
- Skąd mamy to wiedzieć? Przecież nie możemy ci tak od razu zaufać – dodała Elena.
- No racja – dodała Jessica. – Też bym nie zaufała tak od razu…
- Wiecie co? Nie chcę się wtrącać, ale jestem spragniona… ale nie chcę odpuścić tej rozmowy. Możemy to przesunąć na później?
- Nie – odparła Bonnie.
- Ze mnie możesz się napić. Nigdy tego nie doświadczyłam – powiedziała Jessica.
- Serio? A nie bierzesz werbeny?
- Nie…
- To chodź do łazienki. Bonnie chodź z nami.
- Chętnie – odparła.
         Bonnie chciała przypilnować, żeby Kath nie zabiła Jessica. A Kath myślała odwrotnie. Chciała, …żeby Bonnie poszła z nimi, bo bała się, że Jessica coś jej zrobi.
         Poszły we trójkę do łazienki. Razem weszły także do jednej kabiny. Była ona duża, więc bez problemu zmieściły się.
- Trochę może boleć, ale staraj się nie krzyczeć i mnie nie zabić.
- To ty nie próbuj mnie zabić.
- Ja po to tutaj jestem – odezwała się czarownica.
- Gotowa? – zapytała Kath.
- Zawsze.
- Szyja czy nadgarstek?
- Nadgarstek. – odparła.
- Ok.
         Jessica podała Kath nadgarstek. Kły Pierce wbiły się w żyły. Jessica tylko jęknęła, ale odczuwała ból. Ale nie tylko. Poczuła też coś innego. Lepszego. Czuła wszystko. Krew płynęła teraz do ust Katherine. Była ciepła i smaczna, jak dla wampira lub wampirzycy. Smakowała słodko.
         Już po krótkim czasie Kath oderwała się od nadgarstka i oblizała wargi od krwi. Z ranek ciekła jeszcze krew.
- Już? Fajne uczucie. Przynajmniej dla mnie. Boli, ale nie tak mocno.
- Masz dobrą krew – oznajmiła Kath.
- Dzięki – szepnęła. – Umyję jeszcze rękę. Jeszcze trochę krwi leci.
- Yhym.
         Bonnie stała w milczeniu. Nie lubiła na to patrzeć, ale musiała dla dobra Jessici, a może dla dobra Katherine? Sama tego nie wiedziała. Westchnęła i pierwsza wyszła z kabiny, za nią Jessica i Kath.
- Jak się ogólnie czujesz? – zapytała Bonnie.
- Nawet dobrze.
- Wiesz, my możemy zabić – dodała Katherine.
         Jessica popatrzała na obie i pokiwała głową.
- Wiem, ale mnie nie zabiłaś.
- Nawet, jakbym chciała, nie mogłabym, bo wtedy Bonnie by mi coś zrobiła. A z resztą, Kol by ją zabił… albo coś…
- Nie lubicie się? – zapytała zdziwiona, podkładając rękę pod wodę.
         Kiedy ją umyła podłożyła ręce pod suszarkę. Gdy krew już nie ciekła wyszły z łazienki. Jessica próbowała jakoś ukryć swoje dwie ranki od kłów Kath. Caroline i Elena czekały na nie. Rozmawiały o czymś.
- Już? – zapytały.
- Jak widać – odparła Jessica.
         Wszystkie trzy usiadły na swoich miejscach. Wcześniej zjadły swoją sałatkę, a Matt zdążył wziąć talerze i je umyć. 


_____________________




No wreszcie skończyłam... Wiem, że długo czekaliście, bardzo przepraszam, ale teraz szkoła, dużo nauki i mało czasu... Jestem w drugiej gimnazjum, a już mam w przyszłym tygodni z 4 sprawdziany i 3 kartkówki :(
Dobra, a co sądzicie na temat tego rozdziału? Czekam na wasze komentarze ;** 

Chciałam się spytać, co sądzilibyście, gdybym zmieniła się z Rebeki na kogoś innego? Tak czy nie? Jeśli tak to kim bym była? ;] ;D

sobota, 24 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ XVIII

- No właśnie – dodała Bonnie. – Lepiej chodźmy do niej, bo zaraz będzie coś na was knuła.
- Bonnie ma racje – stwierdził pierwotny.
         „Chociaż jeden, co myśli” – pomyślała. Kol i Katherine wstali i ruszyli z resztą do Jessicy, która nadal siedziała przy barze. Cały czas przyglądała się grupce przy… znajomych.
- O… Miałaś tylko porozmawiać z Kolem i Katherine, a przyszli nie tylko oni.
- Tak… - Bonnie nie wiedziała, co powiedzieć.
- Przyszliśmy razem pogawędzić – przerwał jej Damon.
- Aaaa…
- Tylko jeszcze porwę Bonnie do tańca – dodał.
         Bonnie jęknęła, a potem dodała:
- Myślałam, że ci się odechciało tańczyć, a w ogóle nie umiem.
- To po co przyszłaś? – zapytał.
- Bo Elena i Caroline mnie poprosiły.
- Wiesz, że nie odpuszczę.
- Ja też.
- To weź kogoś innego. Na przykład tą dziewczynę, która siedzi przy tamtym stoliku – Bonnie wskazała młodą dziewczynę o ciemnych oczach i włosach. Miała na sobie sukienkę podobnej długości do sukienki Kath. – Siedzi sama.
- Tańczyłem z nią wcześniej – oznajmił. – Elena, ty zatańcz ze mną.
- Już z tobą tańczyłam – powiedziała szybko. Skłamała.
- Kiedy? – dopytywał się.
- Podać coś – zapytał barman.
- Drinki dla nas, Peter – oznajmiła Kath.
- Zaraz podam.
- Czekamy – dodała Pierce.
- To kiedy tańczyliśmy? Nie przypominam sobie.
- Bo jesteś pijany. Na początku tańczyliśmy – odparła Elena.
- Ja je… - ugryzł się w język i się poprawił. – Ja jestem pijany?
         Wcześniej zamierzał powiedzieć „Ja jestem wampirem, nie mogę być aż tak pijany”.
- Yhym – potwierdził Stefan.
- Bonnie nie masz wyboru – stwierdził łagodnie Damon. – Musisz ze mną zatańczyć.
         Czarownica, ledwo co się powstrzymała, żeby użyć magii. Spojrzała odruchowo na wyświetlacz telefonu. Była dokładnie 24:13.
         Peter podał każdemu po drinku. Katherine oczywiście na początku. Kiedy jej podawał uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki – odwzajemniła uśmiech.
- Nie ma sprawy.
         Kol patrzał a nich z iskierką ognia w oczach, chociaż wiedział, że Katherine go nie zdradzi. Nie mogła. Ona wiedziała, że Kol jest zawsze żądny zemsty.
- To co? – zapytał się ponownie Damon.
- Tylko wypijmy drinki. Tylko jeden taniec. Nic więcej.
- Okej. – zgodził się.
         Bonnie miała dość narzekania Damona i się zgodziła. Jessica chichotała, podobnie jak Stefan i reszta towarzystwa. Damon wypił błyskawicznie swojego drinka. Bonnie robiła to odwrotnie, przeciągała to. Katherine zaczęła rozmowę:
- Kiedy przyjechałaś do Mystic Falls?
- Parę miesięcy temu.
- Bonnie mówiła, że jesteś z Florydy.
- Tak… Może zostanę tu na stałe. Jeszcze się zastanawiam – Jessica zerknęła na Kola. „Czyżby się w nim zakochała?”- pomyślała Kath.
- Mam pytanie na temat mojego brata.
- Nie krępuj się – zachęciła go.
- Czy ty z nim tak na poważnie?
         Zamyśliła się. Nie wiedziała co powiedzieć albo po prostu nie chciała tego wyjawić.
- Hmm… Ujmę to tak: Na razie stanęliśmy na przyjaźni.
- To wy sobie gadajcie dalej, a ja z Bonnie idziemy zatańczyć – oznajmił Damon, gdy tylko zobaczył, że jej szklanka jest już pusta.
         Bonnie pokiwała głową i poszła ze starszym bratem Salvatore na parkiet. Reszta dalej prowadziła rozmowę.
- Lubisz chodzić na zakupy? – zapytała tym razem Elena.
- Pewnie.
- To może wybierzesz się ze mną jutro… znaczy już dzisiaj. – Było już po pierwszej.
- Heh… Spoko. A może Katherine i Caroline się z nami wybiorą?
- Mi pasuję – zgodziła się Caroline.
- A ja nie wiem… - dodała Pierce. Nie lubiła ani Caroline, a tym bardziej Eleny. Nie wiedziała, czy będzie z nią bezpieczna. Wtedy przypomniała sobie o Bonnie. – Dobra… Mogę iść. A może Bonnie pójdzie z nami. Pójdziemy wszystkie.
- To pójdziemy wszystkie – potwierdziła Jessica.
         W tym samym czasie Bonnie tańczyła z Damonem. Czarownica nie wyglądała na złą, ale też nie wyglądała na całkowicie zadowoloną. Musiała jednak przyznać, że Damon umie tańczyć. Bonnie też nie była najgorsza.
         Stefan cały czas obejmował Elenę. Najchętniej, wróciliby już do domu. Postanowili jednak jeszcze pobyć na tej imprezie.
         Parę osób wyszło już z baru, ale było to najwięcej pięć osób. Większość ludzi, którzy jeszcze byli siedzieli już przy stolikach. Byli już zmęczeni tańcem i śpiewaniem piosenek, które puszczał DJ. Impreza toczyła się dalej. Drinki były zamawiane cały czas.      
         Około godziny 3 w nocy, a może nad ranem ludzie zaczęli schodzić się do domu. Jessica zapytała się jeszcze Eleny:
- Jutro o jedenastej może być?
- Tak. Do zobaczenia.
- Pa – Jessica wyszła.
         Damon i Bonnie już dawno zeszli z parkietu. Przetańczyli około 4 piosenek, chociaż czarownica miała zamiar przetańczyć tylko jedną.
         Dwadzieścia minut później nie było już DJ-a, Stefana, Eleny, Caroline oraz Bonnie. Zostali tylko Damon, Katherine oraz Kol.
- Nie poszedłeś jeszcze? – zwrócił się Kol do Damona.
- Nie. Chciałem się o coś spytać.
- Słucham – odparł, siadając na krześle.
- Czy ty mnie zahipnotyzowałeś?
- Ja? Jakbym mógł to zrobić.
- No wiesz, pamiętam, że byłeś z Jeremy’m no i jak cię zauważyłem przy nim, wziąłem kij i cię walnąłem i to mocno.
- To nie było mocno, ale nie mógłbym cię zahipnotyzować. – wszystkiemu przysłuchiwała się Kath, która po chwili usiadła na kolanach swojego ukochanego.
- Kol tego nie zrobił, powiedziałby mi o tym, że chciałby się na tobie odegrać.
- A przesiadujecie w moim pokoju w nocy? – zapytał.
- W nocy mamy coś ciekawszego do robienia – uśmiechnął się szeroko.
- Nie jestem głupi.
- Nie uważam cię za głupiego – skłamał.
- Śnicie mi się od kilku dni. I to nie jesteście tacy mili. Torturujecie mnie w snach.
- Co? Może werbena? Podstawowa tortura, którą kiedyś stosowałem.
- Też.
- Ja bym postawiła na kołki – wtrąciła Katherine.
- Na pewno mnie nie zahipnotyzowałeś ani nie przychodzisz do pokoju?
- Na pewno – odparł Kol.
         Kol umiał kłamać, podobnie jak Kath. W tym byli podobni. To była jedna cecha z wielu, która ich łączyła.
- Nie umiem wam uwierzyć.
         Katherine skinęła głową, jakby chciała coś powiedzieć. Kol wiedział o co chodzi i powiedział.
- Przestaną ci się śnić koszmary – hipnotyzował. – Zapomnisz o nich.
- Zapomnę.
         Było już po wszystkim.
- Hmm… Co tu robię? Chyba już pójdę – odszedł.
- Do zobaczenia.
         Kiedy już zniknął sprzed oczu pary, Kath powiedziała:
- Zabawa z Damonem skończona.
- Tak. Zabawa z Damonem skończona.
         Pocałowali się namiętnie, po czym wyszli z baru i ruszyli do domu. Szli szybko. Gdy byli już w swojej sypialni poszli spać. Katherine musiała iść na zakupy, więc musiała się wyspać.
         Kiedy się obudziła, Kola nie było. Była tylko karteczka. Pisało na niej:

Droga Katherine
         W nocy, gdy tak słodko spałaś Elijah zadzwonił do mnie. Chciał się ze mną spotkać. Może chodzi o Jessice? Chcę się dowiedzieć, więc się zgodziłem. Wyszedłem około 6. Nie wiem, o której wrócę.
                                      Mam nadzieję, że będziesz się świetnie bawiła na                                                                            zakupach
                                                                  Twój Kol




_________________________

Jak zawsze mam nadzieję, że się podoba :D 
Pytanie nie na temat: Cieszycie się, że idziecie do szkoły? 
Pozdrawiam wszystkich czytelników ;*
Przepraszam, że nie ma zdj. ale nie mogłam dodać ;cc

środa, 14 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ XVII

- Później zapytamy się o nazwę tej knajpki.
- Niech będzie – odparł Kol. – To kogo zabijesz dzisiaj? Tego barmana?
- Nie… Może następnym razem. Dzisiaj, jakąś przypadkową osobę.
- Jak sobie życzysz.
         Tańczyli z uśmiechem na twarzy. Patrzyli na siebie i na innych. Byli zadowoleni, że mają siebie.
         Damon także się świetnie bawił. Opowiadał Jessice jakieś żarty, z których oboje się śmiali. Stefan tańczył z Eleną. Też byli szczęśliwi. Caroline i Bonnie popijały drinki przy jednym ze stolików. Caroline postanowiła wyznać coś swojej przyjaciółce.  
- Pamiętasz, jak opowiadałam ci o moim spotkaniu z Klausem?
- Tak.
- Wtedy nie wspomniałam ci, że zostawił mi list.
- List?
- Tak. Ty jesteś pierwszą osobą, której to mówię.
- A Elena?
- Nie mówiłam jej… Powiedziałabym jej to teraz, jakby nie tańczyła ze Stefanem, ale nie chcę jej przeszkadzać. Wyjdźmy na zewnątrz.
- Okej.
         Wyszły na zewnątrz przeciskając się przez tańczących ludzi. Gdy już były na zewnątrz, westchnęły. Caroline zaczęła:
- Na pewno chcesz mi powiedzieć, co było w tym liście? – zapytała Bonnie.
- Sama przeczytasz. Ja nie wiem, czy w pobliżu nie ma jakiegoś wampira.
- Niech będzie.
         Caroline wyciągnęła z torebki złożony na pół kawałek papieru. Podała go przyjaciółce. Ona wzięła list i rozłożyła. Pisało tam:

Droga Caroline!
Wiem, że szybko mi nie wybaczysz… Żeby to stało się jak najszybciej, Tyler będzie mógł wrócić, pod jednym warunkiem: musisz mi obiecać, że wybaczysz mi resztę moich błędów. Jeśli i tak się stanie, może wrócić już za tydzień.
Chcę Cię także powiadomić, że do Mystic Falls wprowadziła się jeszcze jedna czarownica. O ile dobrze pamiętam, ma na imię Jessica. Z tego co, słyszałem jest doświadczona i nie przepada za wampirami. Piszę to, gdyż wyjeżdżam na dwa dni i nie mogę cię ochronić przed nią.
O czarownicy powiadom moje rodzeństwo oraz swoich przyjaciół. Bonnie także. 
Jeśli jesteś zainteresowana pierwszą propozycją zadzwoń lub napisz do mnie.

                                                                           Klaus

- Hmm… - westchnęła zamyślona Bonnie.
- Co o tym myślisz? Wybaczyć mu i pozwolić, żeby Tyler wrócił? Oh, jakbym chciała, żeby wrócił… tylko nie wiem, czy umiem wybaczyć…
- Bardzo chcesz powrotu Tylera, prawda? Ja nie mogę zadecydować za ciebie.
         Po policzku Caroline spłynęła łza. Bonnie uśmiechnęła się.
- Wiem… Chyba wybaczę… dla Tylera.
- Dobra… Później się zastanowisz, może Elena ci pomoże. A, co sądzisz o niej?
- Myślę, że może to być ta sama. Umiesz rozpoznać czarownicę?
- Tylko za pomocą dotyku umiem.
- No to spróbujemy… - dodała Caroline. – A później powiadomimy resztę.
- Okej. Chodźmy – powiedziała, oddając list.
- Ja jeszcze pójdę do łazienki.
         Kiedy schowała już list, wróciły do środka. Szukały Jessice. Była przy barze. Bonnie postanowiła usiąść koło niej i niechcący się o nią otrzeć. Miała przystąpić do planu, kiedy nagle przed nią stanął Damon.
- Zatańczysz? – zapytał wyciągając rękę.
         DJ nie puścił jeszcze tej samej piosenki. Musiał ich mieć bardzo dużo. Miał też sporo przerobionej muzyki.
- Nie teraz.
- A kiedy? Jutro?
- A może w ogóle? – drażniła go.
- Najlepiej teraz.
- Muszę się napić. Idę po drinka. Okej. Tylko napiję się i przyjdę. – odparła. – I będę miała to za sobą – dodała pod nosem.
- Nie będziesz żałowała.
- No nie wiem – wtrąciła się Caroline, która stała już za plecami Damona. On jednak się nie odwrócił. – Chodź Bonnie. Pójdę się napić z tobą.
- To ja też idę – dodał szeroko uśmiechnięty Damon.
- Dobra, ale chodźmy już – gorączkowała się Bonnie.
         Na szczęście Jessica jeszcze siedziała przy barze. Czarownica ruszyła szybkim krokiem w stronę baru. Udało się. Zajęła koło niej wolne miejsce niechcący się o nią ocierając.
- Proszę dwa drinki – powiedziała Bonnie, kiedy już siedziała.
- Bonnie? – zapytała Jessica.
- Tak. Ty jesteś Jessica?
- Yhym. Ty jesteś koleżanką Kola?
- Tylko znajomą – dodała.
         Bonnie już wiedziała, czy Jessica jest czarownicą czy nie.
- Tu jest jeszcze Caroline – wtrącił się Damon. – I ja.
- Ciebie zauważyłam, Caroline. Damona też.
- Jessica, jak się ze mną tańczyło?
- Świetnie – odparła zadowolona.
- Widzisz Bonnie? Musisz ze mną zatańczyć.
- Może później.
         Barman podał drinki. Czarownica, podała jednego Caroline.
- Jeszcze dla mnie – skierował się do chłopaka.
- Zaraz będzie – odparł znudzony.
         Bonnie wzięła łyka swojego drinka.
- Już się napiłaś, chodź zatańczymy.
- A ty chyba naćpałeś – odparła Bonnie. – Od kiedy chcesz ze mną tańczyć?
- Hmm… Od teraz. Dużo już wypiłem. Chyba ze wszystkimi dziewczynami dzisiaj zatańczę.
- No to weź jakąś dziewczynę z parkietu lub jakąś siedzącą przy stoliku.
- No nie wiem… Dobra. Caroline, chodź.
- Co?! – zapytała kpiąco, prawie wypluwając drinka, którego wypiła.
- To co słyszałaś. Chodź ze mną zatańcz. Później wrócimy tutaj i wezmę Bonnie.
- O rany… Niech będzie, ale jedna piosenka.
- Pański drink – dodał barman.
- Mogę za ciebie wypić? – zapytała Caroline.
- Wypij i idziemy na parkiet.
         Forbes szybko wypiła całą zawartość szklanki i poszła z Damonem. Bonnie i Jessica zostały same.
- Zostałyśmy same. Skąd jesteś? – zaczęła Jessica.
- Z Mystic Falls, a ty?
- Z Florydy.
- Serio? Zawsze chciałam tam pojechać, może kiedyś…

- Może ci się uda.
- Mało prawdopodobne. A co cię sprowadza do Mystic Falls?
- Ciekawość. Słyszałam, że dzieją się tutaj różne rzeczy.
- Działy się. Teraz już nie ma takich przypadków – stwierdziła Bonnie., wypijając resztę swojego drinka.
- Może przyjechałam za późno… Trudno, ale nawet spodobało mi się tu.
- Może… Uczysz się? A może rzuciłaś szkołę?
- Uczę się jeszcze. Teraz idę na studia.
- To podobnie jak ja i reszta.
- Damon też?
- On?! Nie. On i szkoła… to w ogóle coś innego. On woli siedzieć w domu i pić whisky.
- Ehh… Ja nie znam was tak długo.
- Rzeczywiście.
         Zamilkły. Patrzyły na tańczących ludzi. Elena nadal tańczyła ze Stefanem, a Damon tańczył z Caroline, która najwyraźniej świetnie się bawiła. Katherine i Kol i Katherine właśnie schodzili z parkietu, więc Bonnie postanowiła podejść do nich.
- Pójdę porozmawiać z Kolem i Katherine. Zaraz wrócę.
- Czekam.
         Czarownica ruszyła w stronę pary. Na jej szczęście Damon nagle nie stanął przed nią i nie zaprosił do tańca. Zaczęła, gdy tylko pierwotny razem z Kath obrócili głowy w jej stronę.
- Muszę wam coś powiedzieć.
- Co?
- Jessica jest czarownicą.
- No dobra… To mnie zaskoczyło, ale co z tego? – zapytała leniwie Pierce.
- No to z tego, że ona chyba wie, że jest czarownicą  i wie kim jesteście.
- Serio?
- No. Poczułam energię, kiedy się otarłam o nią.
- Klaus mnie przed nią ostrzegł – usłyszeli głos Caroline.
         Bonnie energicznie się odwróciła i ujrzała swoje dwie przyjaciółki oraz braci Salvatore. Wychyliła się, by zobaczyć czy Jessica nadal siedzi przy barze. Była tam i przyglądała się im.
- Klaus?
- Tak. Napisał mi w liście, że do Mystic Falls wprowadziła się jeszcze jedna czarownica. O ile dobrze pamięta, ma na imię Jessica. Z tego co, słyszał jest doświadczona i nie przepada za wampirami. Więc trzeba na nią uważać.
- Mamy Bonnie. Na pewno jest lepsza – dodał Damon.
         Czarownica spojrzała na niego ostro.
- Ona pewnie też już wie, że jestem czarownicą. Jednak przy dotknięciu nie wyczuwamy ile mocy ma ta czarownica. To by było za łatwe.
- Ale możliwe, że jesteś silniejsza niż ona, tak? – zapytał Stefan.
- Możliwe. Przecież pomagały jej dusze czarownic – wtrąciła się Caroline.

- Jeszcze nic nie zrobiła, a my już szykujemy na nią Bonnie – powiedział Kol.

_________________________


Chyba zawsze będę pisała: Mam nadzieję, że się podoba ;) 
Nie jest to najdłuższe ani najkrótsze ;) 
Nie miałam weny... 
Pozdrawiam ;**