środa, 30 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ XXVII



- Nigdy nie pomyślałam o tym, że mogłoby się to zdarzyć – przyznała.
- Ja też. Ale nie żałuję tego. Od jakiegoś czasu coś mnie do ciebie ciągnie. Od jakiegoś czasu, czuję się przy tobie swobodnie – szepnął i przejechał opuszkami placów po jej policzku.
         Bonnie wydawała się zamyślona. Musiała przestudiować każde słowo, wypowiedziane przez Klausa, by zrozumieć całość. Co miała o tym wszystkim myśleć? Ostatnia noc była jednorazowa? Co czuła do pierwotnego?
- Spróbujemy – oświadczyła w końcu.
- Spróbujemy – potwierdził i pocałował ją w czoło.
         Bonnie czuła się dziwnie. Nie znała takiego Klausa: opiekuńczego, kochającego i dającego szansę. Znała go jako okrutnego, bezlitosnego oraz nie mającego uczuć potwora.
- Powinniśmy się ubrać – dodał pierwotny. – Mamy szczęście, że do tego pokoju jest przydzielona łazienka.
- Tak? Pozwolisz, że pójdę pierwsza? – zapytała, patrząc na niego.
- Już myślałem, że weźmiemy wspólny prysznic – powiedział smutno.
         Czarownica zaniemówiła. Może i spędzili noc razem, ale żeby na następny dzień brać prysznic razem?
- Nie ma mowy – odparła w końcu. – Nie dzisiaj – dodała po chwili zamyślenia.
- Dobra…
- Mógłbyś się odwrócić. Chciałabym…
- Przecież cię widziałem! – głos Klausa nie był surowy. Raczej trochę rozbawiony.
- Wiem, ale proszę cię o to.
         Hybryda posłusznie przewróciła się na drugi bok, pozwalając Bonnie się okryć. Sięgnęła po jedną pościel, owijając się nią. Wstała i wyciągnęła z walizki kosmetyczkę i ubrania, które zamierzała dzisiaj na siebie włożyć.
- Wyjdę za piętnaście minut – powiedziała i znikła za drzwiami.
- Nie musisz się śpieszyć – wymamrotał uśmiechnięty Klaus.

* * * * *
         Gdy Katherine się obudziła, nadal leżała w objęciach ukochanego. Spojrzała na niego spod przymrużonych oczu i uśmiechnęła się. Kol nie spał. Już od dłuższego czasu się jej przyglądał i nie ukrywał tego. Czy wszyscy Mikaelsonowie lubią przyglądać się swoim dziewczynom, kiedy te śpią?
- Czemu się tak na mnie gapisz?
- Obserwuję.
- Dlaczego?
- Bo jesteś piękna? – pocałował ją w czubek głowy.
- Co za miły komplement od rana – oznajmiła. – Trzeba wstawać – dodała, siadając. – Muszę się odświeżyć. Powiedz mi, że mamy pokój z łazienką.
- Niestety nie. Klaus z Bonnie tylko mają.
- Ohh… Trudno, pójdę do łazienki na dole. Nie mam zamiaru zastać Caroline i czekać na swoją kolej.
         Katherine wstała i założyła na bose stopy buty. Sięgnęła do walizki po jakieś rzeczy i kosmetyczkę. Wyszła na korytarz i zeszła na dół. Szybko znalazła łazienkę. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Odprężyła się. Krople ciepłej wody spływały jej po ciele. Nałożyła na włosy szampon i wyczyściła je dokładnie. Następnie sięgnęła po żel pod prysznic i umyła każdy skrawek swojego ciała.
         Kiedy była już ubrana, uświadomiła sobie, że nie wzięła do łazienki ze sobą suszarki do włosów. Przeklęła pod nosem, zabrała ze sobą rzeczy i wróciła do pokoju. Nie zastała w nim Kola, więc pewnie był w łazience na piętrze. Wygrzebała z torby suszarkę, szczotkę i poszła do łazienki. Tym razem na górę. Zastała w niej Caroline, która stała przed lustrem i się malowała. Słyszała wodę cieknącą z prysznica. Wiedziała, że to Kol.
- Hm… Hej – zaczęła Caroline nerwowo.
- Hej. Pozwolisz, że narobię trochę hałasu – pokazała jej suszarkę.
- Jasne. Ja już narobiłam – uśmiechnęła się krzywo i kontynuowała malowanie oczu.
         Pierce podłączyła suszarkę pod prąd i włączyła na pełną moc. Hałasu robiła, ale w ten sposób szybciej wysuszy włosy.
         Po kilku minutach z kabiny wyszedł Kol. Miał na sobie jedynie ręcznik. Caroline spojrzała na niego i odruchowo odwróciła się z powrotem.
- Już ubrana? – zapytał Kol. – Szybko ci poszło – mówił głośniej, żeby było go słychać. Pocałował Katherine w policzek i wyszedł.
         Gdy pierwotny opuścił łazienkę, Kath zachichotała. Włosy miała już prawie suche, dlatego przełączyła urządzenie na minimum.
- Z czego się śmiejesz? – zapytała blondynka.
- Odwróciłaś głowę tak, jakbym miała cię zaraz zabić z zazdrości.
         Caroline nie wytrzymała i roześmiała się cicho.
- Masz rację, ale to z przyzwyczajenia. Widać niemal gołego faceta? I to jeszcze, który ma dziewczynę? Uciekać – przewróciła oczami i sięgnęła po błyszczyk.
- Ja mu ufam i wiem, że mnie nie zdradzi. Patrzenie nikomu jeszcze nie zaszkodziło – dodała, uśmiechając się.
         Caroline posłała jej uśmiech i nic nie powiedziała. Wyszła wcześniej, bo Katherine musiała jeszcze się uczesać. Przeczesywała dokładnie włosy i na końcu ułożyła je starannie.
         Wyszła z łazienki i wróciła do pokoju. Kol był już ubrany, a jego włosy nie poukładane, dzięki czemu wyglądał jeszcze seksowniej.
- Już myślałem, że nie wrócisz – powiedział, podchodząc do niej.
         Przyciągnął ją do siebie i objął ręką jej talię. Odnalazł jej usta i pocałował ją. Katherine nie odpychała go. Lubiła przebywać razem z nim, czuła się przy nim bezpiecznie.
- Czy tylko mnie rozśmieszyła mina Caroline, kiedy wyszedłeś w samym ręczniku spod prysznica? – zapytała, gdy już ich wargi się nie stykały.
         Kol zachichotał. Najwyraźniej także go to śmieszyło.
- Dziewczyna się spłoszyła, bo zobaczyła mnie w samym ręczniku. Dziwisz się?  Bała się, że wydłubiesz jej oczy…
- Nie jestem o ciebie zazdrosna! – zaprzeczyła. – Ufam ci, tak jak ty mi – spojrzała mu w oczy.
- Rozumiem – uśmiechnął się, ukazując przy tym śnieżnobiałe zęby. – Idziemy na dół po małą przekąskę? – zapytał.
         Brunetka przytaknęła i zeszli na dół. Kuchnia była jedna, ale naprawdę duża. Dużo miejsca zajmował blat. Lodówka stała niedaleko okna, a z drugiej strony było kilka szafek i półka, na której były poustawiane przyprawy.
- Macie tu jedzenie? – zapytała Katherine.
- No tak. Czasem Elijah miewa gości. Ludzkich.
         Pierce nie odpowiedziała. Podeszła do lodówki i otworzyła ją. Jej oczom ukazały się warzywa, różne sery i inne produkty.
- Gdzie jest krew?
- Przyniosę – powiedział tylko Kol, posyłając jej uśmiech.
- Będę w jadalni – powiadomiła go, gdy już znikał za drzwiami.
         Nie spiesząc się, ruszyła w stronę jadalni. Rzadko bywała w posiadłości Mikaelsonów. Była ona duża. Niektórzy za pierwszym razem mogliby się tu zgubić.
         Zanim weszła zobaczyła, że przy długim stole siedzą już Bonnie i Klaus. Było widać, że są szczęśliwi, bo śmiali się i patrzeli sobie głęboko w oczy. Siedzieli obok siebie i trzymali się za ręce pod ławą. Przed czarownicą leżał już pusty talerz. Kath stała jak wryta do momentu, kiedy Kol nie dotknął jej ramienia.
- Czemu nie weszłaś? – spytał się i spojrzał w stronę stołu. – Aha…
- Chodźmy.  To nie tylko ich jadalnia – szepnęła.
         Jej korki wydały głośny odgłos, który rozszedł się echem po pomieszczeniu. Klaus i Bonnie spojrzeli w ich stronę. Bennett odruchowo puściła rękę pierwotnego, a jej policzki nabrały koloru.
- Można się dosiąść, prawda? – zapytała Katherine i uśmiechnęła się.
- Jasne – potwierdził Klaus.
         Kol i Katherine usiedli naprzeciw ich. Brunetka miała ochotę coś powiedzieć, ale do środka weszli Matt, Elijah, Caroline i Tyler. Blondynka widząc hybrydę i Bonnie, siedzących koło siebie, nie wytrzymała.
- Jak się spało? – zapytała.
- Dobrze – odparł Mikaelson.
         Bonnie czuła, że jej twarz robi się jeszcze bardziej czerwona. I tak prędzej, czy później się dowiedzą.
- No wiecie. My się wieczorem świetnie bawiliśmy. Chcieliśmy się po was wybrać, ale słyszeliśmy dźwięki, które wskazywały na jedno… - mówiła spokojnie Kath, a na jej twarz wkradł się mały uśmieszek.
- Mamy nadzieję, że nie robiliśmy dużego hałasu.. – dodała pośpiesznie Caro.
- Dobra, dobra! – powiedziała poirytowana Bonnie. – Ja z Klausem zrobiliśmy to. Uprawialiśmy seks. Coś jeszcze?
         Wszyscy umilkli. Klaus spojrzał na czarownicę z uśmiechem.
- Jesteśmy razem – oznajmił. – Jeżeli wam to przeszkadza, to nie nasza sprawa.
         Szepnął coś do ucha Bennett, aby tylko ona to słyszała.
- Jeśli będziecie czegoś chcieli, jesteśmy u siebie w pokoju – dodał, wstając z Bonnie.
         Wyszli już nic nie mówiąc. Wszyscy patrzeli jak wychodzą w lekkim osłupieniu. Kol i Katherine upili kilka łyków krwi ze swoich woreczków.
- No cóż… - zaczął Elijah.
- Jeszcze pogadam z Bonnie – przerwała mu blondynka.
- Oni wolą chyba być teraz sami – dodał Matt.
- Nie teraz – spojrzała na niego. – Na imprezie z nią porozmawiam.  
- Niech ktoś do nich idzie i przypomni o tej imprezie. – powiedziała Katherine.
         Wszyscy spojrzeli na nią.
- Że to mam ja iść? – zapytała, otwierając szeroko oczy. Wzruszyła ramionami. – Niech będzie. – Wypiła jeszcze kilka łyków krwi, by opróżnić woreczek.
         Wstała i zdecydowanym krokiem wyszła z jadalni. Przeszła przez korytarz i zatrzymała się przed drzwiami sypialni Bonnie i Klausa. Zapukała i nie czekając na odpowiedź weszła do środka. Pierwotny z czarownicą siedzieli na łóżku i patrzeli na Kath.
- Hm… Miałam wam przypomnieć o tym, że mieliśmy dzisiaj imprezę zorganizować. Trzeba załatwić alkohol i takie tam.
- Zajmiemy się tym – odpowiedziała Bonnie spokojnym już głosem. Nawet udało posłać się w jej stronę cierpki uśmiech. – Rzucę zaklęcie na Klausa. A wieczorem na resztę.
- Dobra – odwróciła się, by wyjść. Zawahała się i spojrzała na nich. – Następnym razem róbcie mniejszy hałas, dobra? Matt nie słyszał tego tak dobrze jak my… - mrugnęła do nich i wyszła.
         Gdy wróciła do jadalni, wszyscy wyznaczali sobie jakieś zadania.
- Muzyką zajmie się Matt, tak? Dekoracja Caroline, napoje i jedzenie Klaus z Bonnie.
- Ja będę zapraszała ludzi – powiedziała Katherine, siadając koło ukochanego.
- To ja pomogę ustawiać stoły i będę pokazywał, gdzie co jest. Zamkniemy niektóre pokoje… - mówił Kol.
         Katherine nudziły te sprawy. Nie lubiła organizować imprez. Postanowiła powiadomić niektórych o dzisiejszej zabawie.

Kilka godzin później

         Przed osiemnastą goście już zaczęli się schodzić. Ludzie najczęściej przychodzili parami. Dziewczyny w sukienkach lub w obcisłych spodniach, a do tego ładne, długie tuniki. Chłopacy zazwyczaj w dżinsach i koszulach. Parę osób przyszło samo. W końcu przed domem stali też Elena i Stefan, a za nimi Damon. Nie mogli oni wejść. Teraz właścicielem był Matt. Kiedy tylko ich zauważył podszedł do nich i przywitał ich. Zaprosił najpierw Elenę i Stefana.
- Ja później wpadnę. Czekam na kogoś – powiedział Damon.
         Poszedł w stronę drzew i zniknął w ciemnościach. Stefan był wyraźnie zdziwiony, ale nie miał zamiaru się tym przejmować. Trzymając Elenę za rękę, przeszedł przez próg.
- Gdzie jest Bonnie? – zapytała Elena Matta.
- Pewnie u siebie. Korytarzem prosto i ostatnie drzwi po prawej.
         Posłała mu wdzięczny uśmiech i poszła, zostawiając Stefana w towarzystwie Donovana. Zgodnie z jego wskazówkami dotarła do pokoju. Zapukała w drzwi i weszła. To co ujrzała, bardzo ją zszokowało. Bonnie siedziała na kolanach Klausa. Nachylała się ku nie mu, ale szybko odwróciła się, gdy usłyszała, że ktoś wchodzi. Przygryzła dolną wargę i wstała.
- Bonnie? – wydusiła z siebie tylko Elena.
         Nie wiedziała, co o tym myśleć. Ona i pierwotny? Ten Klaus Mikaelson? Wręcz niemożliwe… A jednak. Co miała jeszcze powiedzieć?
- Chodź pogadamy – powiedziała do niej przyjaciółka.   
Posłała pierwotnemu ostatnie przepraszające spojrzenie i wyciągnęła ze sobą Elenę na korytarz. Wyzna jej wszystko.
- Chodźmy do góry, żeby nikt nas nie podsłuchiwał – oznajmiła.
         Do czasu, kiedy nie znalazły się w jednym z pokoi, nie odezwały się ani jednym słówkiem. Pokój ten musiał należeć do Caroline oraz Tylera, rozpoznać to można było po jej różowej dużej walizce.
- Bonnie, czemu całowałaś się z Klausem? – zapytała na poważnie Elena, gdy usiadła na łóżku.
         Bennett westchnęła.
- Opowiem ci wszystko od początku.
         I opowiadała. Opisała całą sytuację z porwaniem, z Katherine. Jak nieraz zemdlała. Co musiała robić… Co przeszła Caroline i Tyler. Skąd wzięli pomysł na  A na koniec, co ostatnio zrobiła z Klausem.
- Przespałaś się z Klausem?! – Elena była zaskoczona. – Nie wiedziałam, że coś do niego czujesz…
         Bonnie już chciała odpowiedzieć, ale do pokoju weszła Caroline.
- Oh. Hej – przywitała się. – Przyszłam po telefon, ale skoro już jestem, mogę pogadać z wami? Znaczy, jeśli Elena już wie.
- O Klausie? Właśnie się dowiedziałam. A ty..
- Skąd wiem? Słyszałam jak to robili. Wiesz… Słuch wampira.
- Aha… Tylko, że nigdy nie widziałam, żebyś obdarzała go szczególnym uczuciem.
- Tylko nienawiścią – dodała szybko Caroline.
- Ja sama o tym nie wiedziałam! – tłumaczyła się Bonnie. – Odkąd porwali Katherine, czułam się przy nim inaczej… I łączy nas jedno. Ojcowie. Przez nich cierpieliśmy.
- Bonnie… - zaczęła Elena.
- Wiem jak to wygląda. Wiem, że coś czuję do niego! Ale jeszcze nie wiem co. Ona ma podobnie. Wyznał mi to. Postanowiliśmy spróbować.
- Nie uważasz, że on jest niebezpieczny,… - zaczęła znowu.
- Okrutny i bezlitosny? – dokończyła za nią. – Przy mnie taki nie jest. Żartujemy, rozmawiamy swobodnie na różne tematy…
         Wpatrzyła się w jakiś punkt.
- Czuję się przy nim bezpieczna. Mogę być przy nim sobą. Nie muszę tak często używać magii. Czasem chcę, ale to dla niego nic takiego – uśmiechnęła się. – Nie żałuję ostatniej nocy. W jego oczach też to widzę. Wiem, że on jest nieśmiertelny. Ale chcę korzystać z życia. Nawet jak nie będę z nim na zawsze, jak ktoś z nas ze sobą zerwie…
- Ona bredzi jak zakochana – szepnęła Caroline do Eleny.
         Ta tylko pokręciła twierdząco głową.
- Oh Bonnie… - powiedziała Elena, przytulając ją do siebie.
         Bonnie uśmiechnęła się i przytuliła obie przyjaciółki. Po jej policzku spłynęła samotna łza. Ale nie ze smutku, tylko z szczęścia. Cieszyła się, że ma takie przyjaciółki jak one.
- Dziękuję – wydusiła.
Dotarło do niej, że brakowało jej w Nowym Orleanie przyjaciółek, choć długo tam nie przebywała. Potrzebowała zrozumienia, które u nich zawsze znajdowała.
- Nie rycz, mała! – powiedziała blondynka, kiedy zauważyła łzę. – To miała być impreza! Dalej idziemy na dół.
         Wszystkie wstały i wyszły z pokoju.
- Elena, nie mów Stefanowi o tej sytuacji, dobrze? – zapytała.
- Nie ma sprawy…
- To jest niebezpieczne. Kiedy będziemy miały chwilę, wrócimy na górę i rzucę zaklęcie.
- Jakie zaklęcie? – Bonnie musiała pominąć ten szczegół.
         Czarownica w skrócie wytłumaczyła je. Schodząc po schodach śmiały się już z innych tematów.
         Impreza rozkręciła się. Ludzie tańczyli lub stali przy stołach z alkoholem i rozmawiali. Nadal jednak nie było widać Damona. Na kogo on czekał? Tylko on to wiedział…
- Zatańczymy? – zapytał głos, który dobiegał zza pleców przyjaciółek.
         Odwróciły się i ujrzały Stefana. Było już wiadome, że zwraca się do Eleny. Na jego twarzy gościł uśmiech, który Bonnie tak rzadko widywała. Była zadowolona, że widzi ich razem.
- Stefan Salvatore chce tańczyć – Elena uśmiechnęła się szeroko. – Nie mogę takiej okazji przepuścić.
         Zostawiła Caroline oraz Bonnie, posyłając im szczęśliwe spojrzenie. Dziewczyny spojrzały na siebie i podeszły do jednego ze stolików. Napełniły swoje kubki piwem i wypiły kilka łyków.
         Po chwili doszła do nich Katherine.
- Gdzie macie swoich facetów? – zapytała, nalewając sobie piwa.
         Bonnie wzruszyła ramionami.
- A ty gdzie masz Kola? – zapytała Caroline.
- Porwała go jakaś sztuczna blondynka. Była strasznie pomarańczowa… - kubek sięgnęła do ust i wypiła połowę zawartości.
- Idę poszukać Tylera – oznajmiła po niespełna minucie Caro.
         Czarownica posłała jej jedynie słaby uśmiech i wypiła resztę piwa.
- To ja idę potańczyć z pierwszym lepszym facetem – Kath uśmiechnęła się uwodzicielsko i zostawiła Bonnie samą.
         Ona nie wiedziała, gdzie jest Klaus i na razie ją to nie obchodziło. Nie miała zamiaru się dzisiaj dręczyć tymi myślami, dlatego nalała sobie jeszcze piwa i wypiła w błyskawicznym tempie, jak na człowieka. Po chwili znalazła sobie miejsce, gdzie mogła usiąść.
         Tymczasem Katherine bawiła się świetnie. Przetańczyła przynajmniej trzy piosenki, każdą z innym chłopakiem. Piła wódkę i piwo.
- Katherine, zatańczysz? – zapytał znajomy głos.
         To był Kol. Mogła rozpoznać ten głos wszędzie.
- Oczywiście – wzięła go za rękę i pociągnęła na środek pomieszczenia.
         Piosenka z energicznej, zmieniła się na spokojną. Chłopacy zapraszali dziewczyny, które z chęcią się zgadzały.
         Pierce przysunęła się bliżej i zarzuciła mu ręce na szyję. On natomiast objął ją w tali. Kołysali się do rytmu muzyki.
- Jesteś pijana – stwierdził pierwotny w końcu.
- Nie wypiłam jeszcze tak dużo.
- Wierzę ci, ale pamiętaj, że niedawno ledwo chodziłaś… Powinnaś dzisiaj nie przesadzać.
- Dobrze… - powiedziała ku zdziwieniu Kola. – Ale pozwolisz mi na ostatni kubek piwa? – szepnęła mu do ucha.
         Mikaelson zaśmiał się cicho i pokręcił głową.
- To chodźmy razem.
         Przecisnęli się przez pary, które nadal tańczyli i skierowali się do jednego ze stołów. Chwilę później Katherine i Kol opróżnili do połowy swoje kubki.
- Bonnie i Klaus się świetnie dogadują – zauważył pierwotny i wskazał swojego brata, który tańczył z Bonnie.
- Dziwnie ich widzieć razem – odparła opierając się o swego lubego.
- Tak… Ich życie – wzruszył ramionami.
- Kol, przyniósłbyś mi woreczek z krwią? Zyskam trochę energii i znowu będę mogła pić alkohol…
- Katherine… - szepnął zrezygnowany.
         Patrzała na niego smutnymi oczami. Zatrzepotała rzęsami i zrobiła uroczą minę.
- Chodź ze mną – uległ w końcu.
         Tyler tymczasem tańczył z Caroline. Co prawda nie przepadał za wolnymi piosenkami, ale robił to dla blondynki. Lubił jej sprawiać przyjemność. Jeśli ona była szczęśliwa to on też.
- Jak się bawisz? – zaczęła Caro.
- Z tobą? Świetnie – szepnął jej do ucha.
         To jej wystarczało. Oparła głowę na jego ramieniu i kołysali się do rytmu muzyki.
         Dochodziła godzina dwudziesta trzydzieści. Damona jeszcze nie było. Może przyjdzie koło dziewiątej? Nie wiedział o tym Stefan ani Elena. Postanowili żyć własnym życiem i tańczyli.
         Matt siedział przy stole i puszczał muzykę. Przy laptopie miał kubek z piwem i jakieś chipsy. Nie przeszkadzało mu to, że musiał tu siedzieć. Czasem musiał odchodzić od stołu, by sprawdzić, czy Damon już nie przyszedł. Jednak nie przychodził… W końcu około dwudziestej pierwszej stanął przy drzwiach i ujrzał Damona w towarzystwie jakiejś blondynki.
- Donovan zaproś nas.
- Damon we…
- Nas idioto – Damon przewrócił oczami.
         Matt podejrzliwie spojrzał na dziewczynę, która ubrała ładną koszulę do spódnicy z paskiem. Ukazała swoje długie nogi i w dodatku wydłużyła je, zakładając szpilki.
         Donovan rozglądnął się, czy nie widzieć gdzieś Kola, Klausa i Bonnie oraz Katherine. Kiedy ich zauważył, zawołał szybko.
         Bonnie ujrzawszy, kto towarzyszy Damonowi, niemal się nie przewróciła. Spojrzała najpierw na Damona, a później na resztę. Również byli zszokowani. Na twarzy Kola widać było wściekłość, a na Katherine… zdziwienie, wymieszane ze strachem?
         To była Jessica. Przynajmniej wyglądała jak ona. 


_________________


 No i rozdział dodany :3 Jestem trochę zadowolona z niego, choć wiem, że mógłby być lepszy :p
Miło by było, gdyby ktoś komentował :3 Każdy komentarz naprawdę motywuje!
Jak się podobało? Wszystko było do przewidzenia, ale cóż... :/ 
Dziękuję wszystkim, że czytacie to, co piszę, ale mam nadzieję, że was przybędzie :)
Pozdrawiam wszystkich :*

P.S. Mikael ma nie wracać do The Originalas!! 



 

niedziela, 23 marca 2014

ROZDZIAŁ XXVI



- Więc co robimy? – zapytał Matt.
- Dzisiaj rzucę zaklęcie ochronne na Elenę, moją mamę, Jeremy’ego i ewentualnie na Stefana. Jeśli będzie potrzeba wyjścia, rzucę zaklęcie ochronne tymczasowe – wyjaśniła Bonnie.
- Dobrze – zgodził się Kol. – Najlepiej będzie przenocować pierwszą noc z kimś w pokoju. Podzielmy się najlepiej już na pary.
- Ja z Kolem – odparła niemal natychmiast Katherine.
- Z Tylerem – powiedziała zaraz po niej Caro.
- Ja z Mattem – odezwał się Elijah.
         Wszyscy spojrzeli na niego. Wszyscy pewnie myśleli, że będzie spał osobno. Bonnie rzuciła przyjacielowi przepraszające spojrzenie, a zarazem z wyrzutem.
- To ja i Bonnie zostaliśmy – dodał Klaus. – Skoro nie będziemy prawie wychodzić z domu, może chce się ktoś czegoś napić?
         Każdy powiedział mu czego chce. Pierwotny wyszedł z pomieszczenia.  
- Czemu nie wybrałeś Klausa? – zapytał Kol.
- Jesteśmy skłóceni…
- Klaus jeszcze nie rozmawiał z tobą na ten temat? – zapytała Caroline. Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni.
- Nie…
- Co za idiota! Nigdy nie umiał wybaczać?
         Elijah uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. Do salonu wszedł Klaus. Nie uniósł wszystkich napoi, dlatego wszystko musiał położyć na tacy. Położył ją na stole. Sam sięgnął po jeden z woreczków w krwią. Tylko Bonnie z Elijah nie wzięli nic.
         Zapadła cisza. Nikt nic przez jakiś czas nie mówił. Co pewien moment ktoś popijał krwią lub wodą.
- Myślę, że zanudzimy się tutaj na śmierć… - zaczął Matt. – Przynajmniej ja – poprawił się szybko.
- Zgadzam się do tej części, że się będziemy nudzić. Nie powinniśmy nigdzie wychodzić to może zrobimy tutaj jakąś imprezę? – zaproponowała Katherine.
         I zaczęła się dyskusja. Jedni, w tym Katherine, Kol i Klaus chcieli urządzić imprezę, a Matt, Bonnie i Tyler byli przeciwni. Caroline nie wiedziała, co o tym sądzić, a Elijah było to obojętne.
- Przestańcie się przekrzykiwać! – wtrąciła Caro. – Mówcie dlaczego chcecie, a dlaczego nie chcecie imprezy.
         Wszyscy ucichli. Klaus uśmiechnął się pod nosem. Lubił patrzeć i słuchać, jak Caro przejmuje nad wszystkimi kontrolę. Widział w niej coś, czego w sobie nigdy nie mógł ujrzeć. Ona umiała przebaczać, troszczyła się o swoich przyjaciół. Umiała dostrzec w każdym coś dobrego. On wiedział, że potrzebny mu czas, żeby komuś przebaczyć. Kochał swoją rodzinę, lecz nie okazywał tego, tak jak ona to robi.
- Niech przyjdzie trochę osób. Wampiry nie mogą wejść bez zaproszenia, dlatego nie powinniśmy się bać tutaj prześladowcy, kimkolwiek on lub ona jest – mówiła Katherine.
- Jeśli nie możemy stąd wyjść, to dlaczego nie możemy zorganizować imprezy u nas? Z wampirów zawsze możemy zaprosić tylko braci Salvatore.
- Jak ich zaprosicie, Elena przyjdzie – odparła Katherine.
- Jak Elena przyjdzie, to zgodzę się, żeby była tu impreza. Przy okazji rzucę zaklęcie chroniące – wtrąciła Bonnie, patrząc na Kath ostrym wzrokiem.
- Niech będzie – powiedziała z wahaniem. – Ale trzeba jakoś zorganizować alkohol, jedzenie i takie tam…
- Bonnie dałabyś radę rzucić na mnie zaklęcie chroniące? Te, które działają przez pewien czas? – rzucił Klaus.
- Jutro rano się tym zajmę. Powinny starczyć ci dwie, trzy godziny?
- Jasne. Zorganizuję coś.
         Matt westchnął.
- Mogę zająć się muzyką.. – dodał.
- Jak już wszyscy, to ja zajmę się ustawieniem stołów.
- Ja ci pomogę – wtrącił Tyler, który do tej pory siedział cicho.
- My będziemy wam wszystkim pomagać. Pokażę wam, gdzie są kubki, głośniki i inne rzeczy – powiedział Kol.
         Wieczorem, tak jak było wcześniej ustalone, każdy poszedł do pokoju. Klaus i Bonnie, jako jedyni zostali na parterze. Czarownica nie była zadowolona faktem, że ponownie musiała zostać z pierwotną hybrydą w jednym pomieszczeniu. Nigdy go nie rozumiała. Czasem robił odwrotnie niż powinien. Była jeszcze ciekawa, o co pokłócił się z Elijah. Zdziwiła się, kiedy Caroline się odezwała. Musiała wiedzieć, o co chodzi.
- O co się pokłóciliście z Elijah? – palnęła. Gdy Klaus nie odpowiadał dodała.- Z resztą to nie moja…
- Pokłóciliśmy się o naszą matkę.
- Myślałam, że ona…
- Nie żyje? Ostatnio ktoś ją ożywił. Ja z Kolem chcieliśmy jakoś zabić naszą matkę, lecz nie wiemy, gdzie jest i co może nam zrobić. Elijah pierwszy spotkał Jessicę. Ona wymyśliła jakąś historyjkę, że została obdarzona mocą czarownicy. To jest możliwe i Elijah o tym wiedział. Uwierzył jej. Zawarli umowę. Ja nie brałem w tym udziału, tylko Kol. Miała chronić Katherine, a teraz wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie. Elijah jest honorowy. Bardzo kochał naszą matkę. To go trochę zgubiło. Ona nazywa nas potworami. Sama nas stworzyła – przerwał. – Nieraz próbowała nas połączyć, byśmy razem zginęli. Ona chce nas nadal mieć pod kontrolą. Pewnie najlepszym wyjściem, byłoby zabicie nas. Elijah tego nie widzi.
- I o to chodzi? O to, że on kocha swoją matkę?
- On powinien zrozumieć, że ona chce nas zabić. Raz jej się to prawie udało… Ale pokłóciliśmy się bardziej o zaklęcia i księgi matki, niż o nią.
- O księgi i zaklęcia?
- Tak. Jak zapewne słyszałaś, księgi zostawiliśmy. Było spisanych w niej wiele zaklęć. A on… ufał Jessice i dał jej jedną z nich. Były tam ważne zaklęcia. Można było wykryć, czy ktoś mówi prawdę. Czy sprawić, że osoba zahipnotyzowana przypominała sobie wszystko, chociaż słyszałem, że to bolesne – pokiwał głową.
         Bonnie nie wiedziała, co powiedzieć. Wyjąkała tylko.
- Jeśli Jessica nie żyje, to nie wiadomo, gdzie są księgi…
- Tak. Mało tego. Kiedy je jeszcze mieliśmy, nie rozumieliśmy kilku z zaklęć. Nie wiemy, do czego mogą służyć… O to się pokłóciliśmy. pokłóciliśmy księgi, które wydał bez zgody mojej. Rebekah pewnie też o tym nie wiedziała.
- A Kol?
- Nie wiem. Nie pytałem go o to.
- Przykro mi z powodu tego wszystkiego. Jednak nie możesz być wiecznie obrażony na Elijah.
- Teoretycznie mogę – na jego twarz wpłynął szeroki uśmiech.
- To twój brat! – wstała trochę poirytowana.
- Wiem o tym – odparł spokojnie. – Może ja nie potrafię tak szybko przebaczać? Chciałbym, ale nie potrafię. Próbuję, lecz nie zapomnę o tym.
- Przebaczać nie znaczy zapomnieć, Klaus – zwróciła się do niego po imieniu, chociaż bardzo rzadko to robiła. Prawie w ogóle.
- A ty, skąd możesz to wiedzieć? – wstał. Jego oczy patrzyły prosto w jej.
- Ojciec zostawił mnie i moją mamę. Byłyśmy same. Później chciał się ze mną zobaczyć. Tak bardzo za nim tęskniłam, ale byłam na niego zła, bo wcześniej o mnie nie pamiętał – wzięła wdech. – Wybaczyłam mu, bo jednak go kochałam, ale nie zapomniałam, że nie uczestniczył w moim dzieciństwie. Zostawił nas. Nawet nie wiem dlaczego – Po jej policzku spłynęła samotna łza. Chciała ją otrzeć, ale Klaus zrobił to za nią.
- Nie płacz. Nie warto płakać, kiedy wspominamy smutną przeszłość. Sam miałem okropną przeszłość. Ojciec mnie bił, uważał mnie za nieudacznika… - Jego oczy zrobiły się szkliste.
         Ich twarze dzieliły jedynie centymetry. Poczuli się, jakby znali się niemal całe życie. Mieli podobne sytuacje. Przeszłość, która nie była przyjemna. Była bolesna. Złe wspomnienia…
         Bonnie spojrzała na jego usta. „Boże, jakie ona ma usta… Czemu tego nie widziałam?”, myślała. Miała ochotę go pocałować. Miała ochotę zrobić coś, czego by później żałowała, a może nie? Jego ojciec nie myślał o nim jako syn. Podobnie było z nią. Tylko, że jej nie odwiedzał jej przez połowę życia.
         „Nie wiem, dlaczego mi się podoba. Mamy kilka rzeczy wspólnych, ale to nie powód, by ją pocałować. Ona jest czarownicą”, myślał, choć wiedział, że już to robił z niejedną i nie wahał się. Bonnie była inna. Ona chciała być doceniana, chciała czuć się bezpiecznie.
         Oboje stali tak przez mniej więcej dwie minuty. Myśleli, co zrobić. Czuli nawzajem ciepło swoich oddechów. Raz patrzeli w swoje oczy, a raz na usta.
         „Najwyżej”, pomyślał. „Raz się żyje”, pomyślała. Stało się. Ich wargi zetknęły się niepewnie. Jego usta były miękkie. Jej lekko drżały. Rzadko się całowała, szczególnie z wampirami, a jeszcze rzadziej z pierwotnymi hybrydami. Wypełniło ją ciepło, natomiast on czuł się… dziwnie. Było to raczej pozytywne uczucie. Można by powiedzieć, że był nawet szczęśliwy.
         Klaus wplątał swoją prawą dłoń w jej lekko polokowane włosy. Ona także sięgnęła dłonią do jego włosów. Musiała stać na palcach, aby sięgać do jego ust.  Pocałunek z niepewnego zmienił się w namiętny. Bonnie przygryzła jego dolną wargę i później dała mu dostęp do swoich ust.        
On wziął to za zachętę i powoli włożył język do jej ust. Podnieciło ją to powolne tępo. Po chwili ich języki toczyły małą wojnę. Pocałunek trwał dłużej niż można było się spodziewać. Czuli się dziwnie, bo nigdy ich tak nie przyciągało do siebie. Nie myśleli, że to kiedykolwiek mogło się stać.
         Hybryda widząc, że Bonnie ledwo dosięga do niego, chwycił ją swoimi dłońmi za pośladki, na co cicho jęknęła, lecz nie przerwali pocałunku i podniósł ją. Ona objęła jego talię swoimi krótkimi, ale seksownymi nogami.
- Co będzie, jeśli ktoś nas zobaczy lub usłyszy? – szepnęła, ciężko dysząc.
- Zobaczy nikt – podszedł szybko do drzwi pokoju, nadal mając ją w ramionach i przekręcił klucz w zamku. – A usłyszy? Kogo to obchodzi?
         Bonnie cicho zachichotała i ujęła jego twarz dłońmi i ponownie go pocałowała. Cieszyła się, chociaż nie wiedziała dokładnie z czego. Chciała zaszaleć. Bała się jednak, co będzie dalej. Zostawi ją? Będą udawać, że nic się nie stało?
         Kiedy Klaus położył ją na łóżku, spytała się.
- Co będzie dalej?
- Nie wiem. Nie wiem niczego. Przyciąga mnie do ciebie od momentu, w którym spotkaliśmy się, by ratować Katherine.
- To będzie dla ciebie jednorazowa przygoda? Zostawisz mnie?
- Nie, nie…
- Obiecuj mi to – szepnęła.
- Obiecuję. Bonnie. Przysięgam.
         Nachylił się i pocałował ją w usta. Dłońmi zjechał na dół bluzki i stopniowo podnosił ją coraz wyżej. W końcu pozbył się jej. Bonnie przejechała po nim wzrokiem. On zrozumiał ją bez słowa i zdjął z siebie koszulkę. Czarownica spojrzała na jego tors. Nigdy go nie widziała, nie miała okazji, ale opłacało się. Nie mogła oderwać od niego wzroku, poczuła, że Klaus na nią patrzy i zarumieniła się. Odwróciła głowę.
         Pierwotny chwycił ją delikatnie za podbródek i spojrzał jej w oczy.
- Nie musisz odwracać wzroku.
         Pokiwała głową, a on wbił swoje wargi w jej usta. Pocałunek trwał, a oni powoli ściągali z siebie spodnie. Kiedy już byli w samej bieliźnie, Niklaus obdarował pocałunkami jej szyję, a później schodził niżej. Miała na sobie czerwoną bieliznę, co najwyraźniej spodobało się mu, gdyż zamruczał. Bonnie wygięła się w łuk, dając mu pole do popisu.
         Kiedy Klaus całował ją po całym ciele, a ona mruczała zachwycona. Podobało jej się to uczucie. Czuła się cudownie. Mając dość siły, przewróciła się, by znaleźć się nad nim. Pocałowała go w usta. Odrywając się, sięgnęła na swoje plecy, by odpiąć stanik. Pierwotny jednak ją powstrzymał.
- Ja się tym zajmę – uśmiechnęli się do siebie.
         Bonnie pocałowała go, a Klaus powędrował dłońmi na jej plecy. Zręcznie i szybko odpiął biustonosz, który po chwili wylądował na podłodze.
         Po kilku minutach byli nadzy. Pierwszy raz widzieli siebie bez ubrań i bielizny. Klausa wypełniła rozkosz. Nie był pewny, co czuł do Bonnie. Podejrzewał, że ona także tego nie wie. Nie chciał, jednak przewidywać przyszłości, dlatego zajął się teraźniejszą. A fakt był taki, że pierwszy raz uprawiał z nią seks. Była nieziemska. Całowała świetnie i była piękna. Kiedyś, by sądził, że to niemożliwe. Przecież pragnął Caroline… Lecz kiedy zobaczył, jak obdarowywała Tylera spojrzeniem miłości, uznał, że nie ma u niej szans. Odgonił myśli związane z Caro i spojrzał na Bonnie.
         Bonnie nie wiedziała, co czuła, ani co czuł Klaus.
- Co czujesz do mnie?
         Pokręcił głową i pocałował w szyję.
- Chciałbym wiedzieć, Bonnie – szepnął. – A ty?
- To co ty…
- Chcesz tego? – zapytał po chwili.
- Tak – odparła.
         Chciała tego, choć wiedziała, że może tego żałować. Nie przejmowała się teraz niczym. Liczyła się chwila, która miała zaraz nastąpić.
         Stali się jednością. Pierwotny wszedł w nią, co początkowo sprawiało jej mały ból, ale później przerodziło się to w przyjemne uczucie.
         Po wyczerpującym stosunku, leżeli koło siebie ciężko dysząc.

* * * * *

         Kol i Kath nie byli pewni, co dzieje się na dole. Słyszeli jednak odgłosy, które wskazywały tylko na jedno. Seks.
- Myślisz, że oni to zrobili? – zapytała Katherine Kola.
- Też się nad tym zastanawiam. Nigdy bym nie podejrzewał, że Bonnie i Klaus…
- Uwierz mi, że ja też nie. Ciekawe, co teraz zrobią – dodała.
         Usłyszeli pukanie do drzwi. Spojrzeli na siebie zdziwieni i odpowiedzieli niemal równocześnie.
- Wejść.
         Do środka weszli Elijah, Matt, Tyler i Caroline. Wszyscy prócz Bonnie i Klausa. Czyżby wszyscy zastanawiali się, czy to było możliwe? Usiedli tam, gdzie było miejsce.
- Hmm… - zaczęła blondynka. – Zastanawialiśmy się, czy też słyszeliście odgłosy dobiegające z dołu…
- Ja ich tam prawie nie słyszę… W końcu jestem człowiekiem – wtrącił Matt.
- Tak… A już myśleliśmy, że tylko my ich słyszymy – odparł Kol.
- To jest trochę dziwne i przerażające… No w końcu to jest Bonnie. Ona jest rozsądna, mądra. Fakt, seksowna, ale Klaus? Rozumiem jeszcze z Elijah. – spojrzała na pierwotnego. – Przepraszam, jeśli cię uraziłam… - mówiła Caroline.
- Ja nie podejrzewałbym, żeby Klaus mógłby przespać się z Bonnie. On nigdy o niej nie myślał w ten sposób… Wcześniej w ogóle nie było jej w naszym, życiu… - po głosie Elijah, można byłoby wywnioskować, że naprawdę jest zaskoczony.
- Niech robią, co chcą… Ich sprawa – wzruszył ramionami Tyler.
- Nie wiem, co w tym dziwnego. Dwóch ludzi.. Może nie do końca, ale po prostu zbliżyli się do siebie. Może coś brali? – zapytał podejrzliwie Matt.
         Wszyscy mimowolnie zaśmiali się cicho.
- Klaus musiałby tego towaru zabrać dziesięć razy więcej niż ty – odparła Katherine, patrząc na Matta. Zachichotali.
- Przypomniałam sobie czasy, kiedy graliśmy w butelkę. Robiliśmy głupstwa – dodała Caroline.
         Caro spojrzała na Tylera, on na Matta, Donovan na Elijah, pierwotny na brata, a on na Katherine.
- Kto ma butelkę? – zapytała brunetka, uśmiechając się.
- Powinnam znaleźć jakąś – powiedziała Caroline, wstając i wybiegając z pokoju.
- O co chodzi w tej grze? – zapytał Elijah.
- Najstarszy wampir nie wie, jak się w to gra? – zapytał Matt z niedowierzaniem. – Inaczej pytanie, czy wyzwanie?
- Dzisiaj powinniśmy zastopować na pytaniach – powiedział Kol. – Kręcisz butelką. Na kim się zatrzyma, zadajesz pytanie. My też powinniśmy się zabawić. – wytłumaczył.
         Do pokoju wróciła Caroline, która pokiwała pustą butelką od wódki. W drugiej trzymała podobną tylko pełną.
- Nie znalazłam innej – wzruszyła ramionami, gdy Elijah obdarował ją zdziwionym spojrzeniem.
         Wszyscy usiedli na dywanie tworząc okrąg. Pustą butelkę położyli po środku, a pełną otworzyli.
-  Macie kieliszki? Przydałyby się…
- Po co komu kieliszki? – zapytała Katherine wyrywając blondynce flaszkę i pociągnęła łyka.
         Kath podała butelkę dalej i zmarszczyła brwi.
- Zacznę kręcić – powiedziała.
         Chwyciła butelkę dłonią i przekręciła ją tak, żeby zaczęła się kręcić. Obróciła się cztery razy, a zatrzymała się wskazując Tylera.
- No to pytanie…
- Zaraz… Miało być pytanie, czy wyznanie – wtrąciła Caroline.
- Biorąc pod uwagę, że nie możemy opuścić domu, to mieliśmy zamiar tylko pytać – wytłumaczyła Pierce.
- Nie ma mowy! Nie naginamy zasad. Trudno, musimy się ograniczyć do zadań, które będą wykonywane w domu – sprzeciwiła się.
- Dobra, dobra… Niech będzie. Tyler: pytanie, czy wyzwanie?
- Wyzwanie – powiedział, nie zastanawiając się.
         Katherine przygryzła dolną wargę i pomyślała, co mu wymyślić… Światełko nagle rozbłysło jej nad głową.
- Idź do waszej sypialni i … - zakryła dłoń, bo zaczęła chichotać. - … załóż stanik Caroline.
         Kol i Matt wybuchli śmiechem. Elijah jedynie się uśmiechnął, a Caro i Tyler milczeli.
- Dobra. To zadanie nie jest najgorsze – wymamrotał pod nosem, wstając.
         Wyszedł szybkim krokiem z pokoju, nie zamykając drzwi. Po chwili wrócił mając na sobie jeden ze staników Caroline. Był zielony. Wszyscy wraz z blondynką zaczęli się śmiać. Wyglądał przezabawnie. Gdyby jeszcze założył perukę i uśmiechnąłby się, całe miasto usłyszałoby ich śmiech.
- Nadawałbyś się na modelkę Lockwood! -  krzyknął rozbawiony Matt, trzymając się za brzuch. Sięgnął po wódkę i wypił dwa łyki.
         Tyler, który na koniec jedynie się uśmiechnął, poszedł odłożyć stanik swojej dziewczyny.
- Dobra, kręć – powiedział Kol, gdy wilkołak usiadł na swoim miejscu.
         Więc zakręcił. Butelka kręciła się i kręciła. Kiedy się zatrzymała, Tyler zapytał:
- Pytanie, czy wyznanie?
- Wyzwanie.
- Pocałuj Katherine… tylko z języczkiem.
         Gdyby chodziło to o Kola, nie byłoby problemu. Ale to nie był on. To był jego brat. Elijah. Zapadła cisza. Petrova spojrzała na Kola, ale jego twarz była bez wyrazu. Po chwili uśmiechnął się.
- Pocałuj ją. Wiem, że to będzie nic nie znaczący pocałunek.
         Elijah nie musiał do niej podchodzić, bo siedział obok. Ujął swoimi dłońmi twarz. Przybliżył swoje wargi do jej ust.
         Katherine czuła się, jakby zaraz miało jej zabraknąć powietrza. Nigdy nie całowała się z Elijah. Elijah końcu to był brat jej lubego. Nic do niego nie czuła, prócz zwyczajnej sympatii. On był dumny, honorowy i dbał o rodzinę.
         Ich usta złączyły się w pocałunku. Nie chcieli tego przedłużać, dlatego Kath od razu pozwoliła mu, by ich języki zaczęły tańczyć. Po kilku sekundach oderwali się od siebie.
         Wszyscy chichotali. Katherine wyrwała flaszkę Mattowi i pociągnęła kilka sporych łyków. Podała ją Elijah, który zrobił podobnie. Nigdy nie widziała, jak on pije z gwintu. To nie było w jego stylu.
- Kręć – zachęciła go.
         Tym razem wypadło na Kola.
- Pytanie, czy wyzwanie?
- Pytanie – odparł natychmiast.
- Potrafiłbyś zabić Katherine? – zapytał poważnie.
         Ich spojrzenia się skrzyżowały. Elijah poważny, a Kol trochę zdziwiony. Spojrzeli później na Pierce. Nie uśmiechała się, zachowała powagę, tak jak Kol.
- Nie. Nie potrafiłbym – odparł i splótł swoje palce z palcami Katherine.
         Uśmiechnęli się do siebie. Kol wypił resztę wódki. Poszedł po następną flaszkę, a kiedy wrócił grali dalej. Chciał rozluźnić atmosferę, dlatego wymyślał śmieszne pytania i wyzwania. Śmiali się, żartowali. Nie spodziewał się, że może tak świetnie się bawić z Caroline, Tylerem oraz Mattem. Z Elijah nieraz szalał, z Katherine chodził na imprezy i wiedział na co ją stać.
         Gdy wybiła druga w nocy, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Katherine położyła się tak, żeby leżeć w ramionach Kola.
- Więc, mówiłeś, że nie zabiłbyś mnie… Nawet jak bym cię zdradziła? Lub zostawiła?
- Wiem, że tego nie zrobisz – spojrzał głęboko w jej oczy.
- Ufasz mi.
- Kocham cię – szepnął jej do ucha i pocałował w szyję.
- Też cię kocham.
- Wiem – odparł.
         Leżeli tak, nic nie mówiąc. Uznali, że odpoczynek im dobrze zrobi, dlatego zasnęli.


* * * *


         Bonnie obudziła się okryta jedynie kołdrą obok Klausa. „Czyli zrobiłam to”, pomyślała. Otarła wierzchem dłoni oczy, żeby się rozbudzić. Oparła się o łokieć. Patrzyła jak klatka piersiowa pierwotnego systematycznie unosi się i opada. Czuła się niesamowicie. Na same wspomnienia, uśmiechnęła się i dalej obserwowała hybrydę.
- Czemu mi się przyglądasz? – zapytał, nie otwierając oczu.
- Hm… Jesteś przystojny, miło się na ciebie patrzy. A czemu udajesz, że śpisz?
         Nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się i otwarł oczy, patrząc na Bonnie. Co będzie dalej?, zastanawiali się oboje. Klaus podniósł się i zbliżył swoją twarz do jej. Pocałował ją w usta i oderwał się.
- Co zamierzasz zrobić? – zapytał Bonnie.
- Nie wiem, ale na pewno nie zamierzam zapomnieć o ostatniej nocy.
- No widzisz, ja też nie.
         Uśmiechnęli się do siebie i znów się pocałowali.



__________________________



Co sądzicie o tym rozdziale? Jak wam się podoba Klaus i Bonnie?? I wiem jestem głupia :p Pewnie pierwszy raz czytacie o wampirach, którzy grają w butelkę xD
 Dziękuję mojej przyjaciółce Natalii za pomoc i wsparcie ;) Chciałabym też podziękować wszystkim czytelnikom za to, że to czytacie ;] Wiem, że nie jest was dużo, ale trudno... 
Następny rozdział o Klausie i Katherine powinien pojawić się za tydzień i postaram się, aby był dłuższy, ponieważ a tym tygodniu mam rekolekcje ;3 
Czy tylko ja przeżywam nadal śmierć Katherine i powrót Eleny?? 
Pozdrawiam!

wtorek, 25 lutego 2014

ROZDZIAŁ XXV



- Bonnie, śpisz? – spytał Klaus, kiedy dziewczyna leżała już na kanapie otulona kocem.
         Nie wiedziała, czy się odezwać. Czego by ode mnie chciał? Przecież chciał, żebym była wypoczęta.
- Jeszcze nie – wydusiła z siebie, nie odwracając się w jego stronę.
- Chciałem ci podziękować, za wszystko.
         Za wszystko?, pomyślała marszcząc brwi. Przewróciła się na drugi bok, by móc spojrzeć w jego twarz.Jego oczy patrzyły na nią uważnie. Ich spojrzenia się spotkały.
- Za wszystko? – wydusiła z siebie w końcu.
- Za uratowanie Katherine, za zgodzenie się na umowę i za to, że to mnie wykorzystałaś do tego zaklęcia. Kol pewnie już o tym zapomniał.
- Hmm… Nie musisz dziękować – powiedziała, wstając. – Idę po wodę – dodała, kiedy Klaus rzucił jej pytające spojrzenie.
         Kiedy wróciła, usiadła na kanapie i wypiła trzy łyki wody. Czuła się jeszcze słaba i wyczerpana. Ból głowy nie dawał jej spokoju.
- Dobrze się czujesz? Wyglądasz tak… blado.
- Tylko mnie głowa boli, ale sobie poradzę – posłała mu krzywy uśmiech, po czym odłożyła szklankę i z powrotem się położyła.
         Drżała, było jej zimno. Ciaśniej otuliła się kocem.
- Dobranoc Bonnie – szepnął Klaus, ale jej powieki już opadły i zasnęła.
         Poranek był koszmarny. Wszystko ją bolało. Wstając, poczuła ból nóg, a światło raziło ją w oczy. Pierwotny jeszcze spał, przynajmniej tak to wyglądało. Spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu. Była dopiero siódma rano. Tylko ona się obudziła. Weszła na bose stopy do kuchni. Chłód podłogi był nawet przyjemny dla jej obolałych stóp. Otworzyła lodówkę i zajrzała do niej. Nie było tam niczego oprócz krwi i jednego jabłka. Westchnęła i sięgnęła po czerwony owoc. Niemal nie czuła smaku. Wzruszyła ramionami i wróciła do salonu. Usadowiła się na wolnym fotelu i sięgnęła po komórkę. Napisała do swojej mamy, że jej wyjazd się przedłuży, ale to miał być odpoczynek.
         Nie mając, co robić jeszcze raz położyła się na kanapie. Jednak sen już nie przychodził. Dziwnie się czuła. Nie mogła sobie tak leżeć, skoro sen jej nie dopadł. Ponownie ruszyła do kuchni. Szukała czegoś do jedzenia w szafkach, ale nic nie znalazła. Dla upewnienia otworzyła lodówkę po raz drugi. Nic się nie zmieniło, z wyjątkiem, że tego jabłka już nie było. Zamykając lodówkę, podskoczyła ze strachu. Zauważyły rysy jakiejś dziewczyny. Na początku pomyślała, że to Caroline, ale pomyliła się.
         To była Jessica. Te same blond włosy, ten sam złowieszczy uśmiech. Przysunęła się do Bonnie i nagle oczy jej pociemniały, a kiedy zrobiła jeszcze krok w jej stronę, ukazała swoje kły. Jak u wampira. Przecież ona była wiedźmą. Wiedźmą, nie wampirem. Po chwili jednak uświadomiła sobie istotniejszy fakt: Ona nie żyła. Jessica szykowała się, żeby wgryźć się w szyję czarownicy. Bonnie chciała uciec, ale blondynka chwyciła ją za ramiona. Unikała jej wzroku, nie miała odwagi spojrzeć w jej twarz. Chciała jedynie, żeby to było szybkie i bezbolesne. Mogłaby się może obronić, ale wszystkie zaklęcia ulotniły się jej z głowy.
         Podniosła się, ciężko dysząc. Czuła, że jest spocona. Obejrzała się szybko i zrozumiała, że to był sen. Koszmar. Miała nadzieję, że nie krzyknęła, bo narobiłaby hałasu. Jednak nie. Klaus był tam gdzie poprzedniego dnia. Ciekawie czy tylko mi się to śniło, zapytała się w myślach. Nadal jej oddech był szybszy niż powinien być. Była teraz pewna, że to nie był zwyczajny sen. Sięgnęła po telefon. Ósma trzydzieści cztery rano.
         Do salonu przez okno wpadały słabe promienie słońca. Bonnie przeszedł dreszcz, kiedy przypomniała sobie sen. Dlaczego śniła się jej Jessica? Przecież ona nie żyje. I czemu do cholery była w nim wampirem?! Nie mogła się mylić. Ten sen wyglądał tak realnie, fakt, nie czuła smaku jabłka, jakimś trafem zaklęcia wyleciały jej z głowy, chociaż teraz mogłaby je wymówić. I nie mogła tam zasnąć, lecz wszystko inne wydawało się być prawdziwe. Czuła chłód podłogi w kuchni, ból głowy, strach.
- Nie śpisz już? – wyrwał ją z zamyśleń głos Klausa. Przypatrywał się jej dziwnym wzrokiem. – Jesteś blada jak ściana. Zobaczyłaś ducha, czy coś? – zapytał żartobliwie.
- Mniej więcej – westchnęła. Kiedy zauważyła, że pierwotny otwiera usta, żeby coś powiedzieć, dodała pośpiesznie: - Nie chcę o tym teraz rozmawiać. Jak wszyscy będą na nogach, powiem wam, co się stało – próbowała panować nad głosem, ale ledwo się jej udawało.
         On skinął głową i wstał. Poszedł do kuchni po woreczek z krwią. Bonnie przyniósł szklankę wody, chociaż o nią nie prosiła. Przyjęła ją, a Klaus usiadł obok niej na tapczanie. Ręce jej się trzęsły. Kiedy chciała odłożyć szklankę na stół, szkło wyślizgnęło jej się z dłoni i roztrzaskałoby się, gdyby nie złapał je pierwotny. Czarownica uniosła głowę, by na niego spojrzeć. Ich twarze dzieliły jedynie centymetry. Nie wiedziała, co czuje. Miłość, nienawiść, a może obojętność. Nie wiedziała też przez ile czasu, patrzeli sobie w oczy. W końcu odwróciła wzrok.
- Dzięki – wyjąkała.
         Zanim odpowiedział, odchrząknął.
- Nie ma sprawy. Chcesz coś do jedzenia? Powinienem znaleźć jeszcze coś do jedzenia. A tobie przydałoby się śniadanie.
- Uhm… Sama zobaczę, czy coś jest – oznajmiła, próbując wstać.
         Jednak poczuła, że nie ma sił, więc opadła z powrotem na kanapę. Klaus wstał i poszedł do kuchni. Bonnie nie miała sił nawet się sprzeciwić.
         Po chwili wrócił z talerzem, na którym były kanapki. Czarownica mimo woli uśmiechnęła się.
- Dzięki – powiedziała, kiedy Niklaus podał jej talerz. Usiadł przy jej boku.
- Niedługo wszyscy powinni się obudzić.
- Aha… - mruknęła i ugryzła kęs chleba.
- Nie wiem jeszcze, ile to wszystko potrwa, ale powinniśmy trzymać się razem.
- Wiem. Zostanę, ile trzeba. Chcę, żeby moja rodzina i przyjaciele byli bezpieczni – odparła.
- Kiedy zamierzasz rzucić zaklęcie? – zapytał po chwili.
- Może dzisiaj.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Jesteś jeszcze zmęczona i blada.
- Wiem, ale to przez to, co się zdarzyło – mówiła trochę poirytowana, biorąc już drugą kanapkę z serem.
- Naradzimy się i spróbujemy ustalić, co będzie dalej.
- Dobra.
         Zjadła jeszcze kilka kanapek i napiła się wody. Trochę kolorów przywróciło jej na twarz. Chciała się umyć i przebrać, dlatego wyciągnęła z walizki niezbędne rzeczy i poszła do łazienki. Była ona dość duża. Kabina prysznicowa, toaleta, umywalka, a nad nią czyste duże lustro. Obok półeczka, z różnymi perfumami oraz szczotką.
         Kiedy się rozebrała, weszła pod prysznic. Ciepła woda orzeźwiała ją. Gdy miała zamiar wyjść spod prysznica, uświadomiła sobie, że nie zabrała ze swojej walizki ręcznika. Przeklęła pod nosem. Miała nadzieję, że Caroline już nie śpi, dlatego stojąc za ścianą kabiny, zawołała cicho imię przyjaciółki. Za pierwszym razem nie przyszła dlatego krzyknęła troszkę głośniej: Caroline! Przynieś mi cholerny ręcznik z mojej walizki.
         Po kilku sekundach drzwi się otworzyły, ale Bonnie nie odwróciła się przodem. I tak by nic nie zobaczyła, przez tą kabinę. Już miała zamiar zapytać co tak długo, ale powstrzymała się, kiedy zobaczyła, że to nie Caroline weszła do środka. Ktoś podawał jej ręcznik przez małą szparę w kabinie. Jęknęła cicho. To nie była kobieca ręka. Jednak wzięła ręcznik i owinęła się szybko. Wyszła z kabiny i zobaczyła Klausa, który się jej przyglądał z zaciekawieniem. Ona czuła, jak na jej policzki wpływają rumieńce.
- Dzięki za ręcznik – odezwała się w końcu.
- Nie ma sprawy. Caroline jeszcze śpi, więc… ja ci przyniosłem.
         Bonnie skinęła głową.
- Mógłbyś…?
- Oczywiście.
         Wyszedł z łazienki, zamykając za sobą cicho drzwi. Odetchnęła z ulgą i ubrała się. Włosy miała mokre, dlatego skorzystała z suszarki, którą zauważyła na jednej z półek. Następnie się uczesała i umyła zęby. Sięgnęła po kosmetyczkę i delikatnie się umalowała. Efekt końcowy był zadowalający.
         Kiedy wróciła do salonu, wszyscy tam na nią czekali. Katherine siedziała obok Kola, opierając głowę o jego ramię. Caroline usiadła na jednym z foteli, podobnie jak Klaus. Tyler stał koło jej przyjaciółki. Wszyscy byli ubrani, jakby już dawno wstali.
- Bonnie, jak się czujesz? – zapytała Caroline.
- Lepiej niż wcześniej… - odparła siadając obok Kath.
- Coś się stało? – zapytał Kol.
         Bonnie się zdziwiła. Myślała, że Klaus powiedział im, że coś się stało. Spojrzała na niego, ale on wzruszył ramionami.
- Śniła mi się Jessica. Przynajmniej tak mi się zdaję, bo… - westchnęła.
- Bo co? Nie przypominała jej? – wtrąciła Pierce.
- Tak jakby. Zacznijmy od tego, że ten sen wydawał się realny. Jakby to było prawdziwe życie… - opowiedziała im każdy szczegół. – Najdziwniejsze było to, że zapomniałam zaklęć i nie mogłam nic powiedzieć. Byłam sparaliżowana ze strachu. A ona później miała twarz podobną do was – spojrzała na każdego prócz Tylera. – Była wampirem. Obudziłam się, kiedy chciała mnie ugryźć. Cała byłam spocona i się trzęsłam – przeszedł ją dreszcz.
         Nastąpiła cisza. Nikt jej nie słuchał albo nie wiedział, co powiedzieć.
- Mówisz, że ten sen wydawał ci się taki realny tak? To może kiedy ją zabiliśmy, miała krew wampira w sobie? Może ona żyje? – mówił Klaus.
- Nie wiem. To może być możliwe. Ale trudno się wkraść do głowy czarownicy, nawet w trakcie snu. Musiałaby mieć pomoc od strony wiedźm lub czarownic – westchnęła. – A jeśli jest wampirem, to najlepiej będzie zapisać, któryś z domów na człowieka i się w nim schronić.
- Błagam tylko nie Elena… - mruknęła Katherine.
         Caroline posłała jej jadowite spojrzenie.
- Nie lubię jej… Nie moja wina.
- Może ten Matt? – zaproponował Kol.
- Musielibyśmy z nim porozmawiać. Co do Eleny, to na nią między innymi rzucę zaklęcie – zdecydowała Bonnie.
- A będziesz mogła rzucić zaklęcie, na któreś z nas, żebyśmy mogli iść po krew lub jedzenie? Takie chwilowe.
- Mogę… Ale będzie to trudne. Tyler zadzwoń do Matta, niech tu przyjedzie. Tylko jaki dom wybrać? Tutaj jest za mało miejsca…
- Możemy iść do domu Mikaelsonów – przemówił ponownie Klaus.
- Czy tam nie mieszka Elijah i Rebekah?
- Rebekah? – jęknęła Kath.
- Elijah mówił, że Rebekah wyjechała. Nie wiem, co zrobić z Elijah – mówiła spokojnie hybryda.
- Opowiedz mu wszystko. Niech wie. On jest godny zaufania – dodała Bonnie.
- Pomyślimy nad tym jeszcze. Teraz Tyler zadzwoń do Matta.
         Tyler wstał i wyszedł z salonu. Sięgnął telefon i wykręcił numer. Po drugim sygnale Matt odebrał.
         Bonnie nie była jednak taka pewna, że Jessica stała się wampirem. Nie wiedziała, czy to możliwe u wiedźm. Wiedziała o nich niewiele. Wiedźmy się nie rodzą. Musi być jakaś ceremonia, żeby osoba stała się wiedźmą. Czerpią moc z istot żywych nadprzyrodzonych. Jednak nie wiedziała, czy mogą się zmieniać w wampiry.
- Zaraz wrócę, muszę zadzwonić – oznajmiła, wychodząc z pomieszczenia.
         Wybrała numer i przyłożyła komórkę do ucha.
- Mama?
- Tak kochanie? – zapytał znajomy głos.
- Mam pytanie…
         Rozmowa trwała kilka minut. Miała kilka pytań. Jej mama także. Chciała wiedzieć, o co chodzi, jednak Bonnie wymyśliła jakiś powód. Wracając do salonu, miała mieszane uczucia i nie wiedziała, co myśleć.
- Jessica nie może być wampirem – powiedziała szybko.
- Co? Przecież widziałaś ją w śnie. Tylko wampiry mogą wchodzić w sny… - odezwała się Katherine.
- Wiem, ale dowiedziałam się, że wiedźmy nie mogą być później wampirami. Nie rodzą się nawet wiedźmami. Muszą przejść jakąś ceremonię przejścia – wytłumaczyła.
- Już nic nie rozumiem… - stwierdził Tyler.
- Jednak to nie zmienia faktu, że nie potrzebujemy schronienia. Za tym może kryć się wampir – dodała.
- Bonnie ma rację. Musimy uważać – przyznał Klaus.
- Czyli przeprowadzamy się do domu Mikaelsonów? – zapytał Kol.
- Tymczasowo. Tu jest za mało miejsca. Trzeba zapisać dom na Matta, żeby żaden wampir nie mógł się tam dostać… Tylko my. Musicie spakować więcej ubrań. Najlepiej będzie jak ja z Mattem pójdziemy na niego zapisać dom…
- O ile się zgodzi brać w tym udział – dodała Caroline.
- Dobrze o ile się zgodzi… Kol z Katherine pójdą razem się spakować, a Bonnie z Caroline i Tylerem. Każdy będzie miał jakąś ochronę. Tylko najpierw trzeba mu to wytłumaczyć.
         Rozległo się pukanie do drzwi.
- Pójdę otworzyć – powiedział Tyler, wychodząc do przedsionka.
         Gdy otworzył drzwi, Matt miał ponurą minę.
- O co chodzi? – zaczął.
- Zaraz się dowiesz – wpuścił go i zamknął za nim drzwi.
         Weszli do salonu, w którym panował spokój. Kiedy Matt wszedł do środka Caroline i Bonnie przywitali go kiwnięciem głowy i cierpkim uśmiechem. Miał na sobie jeansy oraz koszulę w kratę. Jego rękę zdobiła bransoletka z werbeną. Buty miał od błota.
- Co jest?
- Usiądź. Musisz najpierw się wszystkiego dowiedzieć i zastanowić… - zaczęła Bonnie, a Matt posłusznie usiadł.
         Klaus wziął wdech.
- Katherine została porwana i zawarliśmy z Caroline i Bonnie umowę. Chodziło mniej więcej o to, żeby Bonnie pomogła nam ją znaleźć, a my w zamian oddalibyśmy Caro Tylera i nie zabijalibyśmy ludzi w Mystic Falls. Bonnie się zgodziła i okazało się, że Jessica, ta co uprowadziła Kath jest wiedźmą. Chciała znać sposób jak nas zabić. Wiedźmy czerpią moc z istot nadnaturalnych takich jak my. Dowiedzieliśmy się, że przetrzymuje ją w Nowym Orleanie i na końcu Bonnie wymówiła zaklęcie, które bardzo osłabiło Jessicę. Zabiliśmy ją. Gdy wróciliśmy do swojego pokoju znaleźliśmy list od jakiejś osoby – Klaus wyciągnął z kieszeni kartkę i podał ją Mattowi. Kiedy był pewny, że przeczytał, kontynuował. – Jak już dotarliśmy do domu Caroline, okazało się, że jest u Tylera. Ja z Kolem nie mogliśmy tam wejść, bo nie zostaliśmy zaproszeni. Poszły więc Bonnie i Katherine. Obie były wyczerpane. Na górze znalazły Caroline i Tylera z drewnianymi kulami w ciele. Ostatniej nocy Bonnie przyśniła się Jessica jako wampir. Okazało się, że ona nie może być wampirem, skoro była wiedźmą. A w śnie czuła się, jak w realu. Obudziła się, kiedy Jessica miała wbić swoje zęby w jej żyłę szyjną. Dlatego pomyśleliśmy skoro jesteś człowiekiem, może zapisalibyśmy na ciebie dom Mikaelsonów, w którym byś mieszkał razem z nami? Musiałbyś nas zaprosić.
         Zapadła cisza. Było widać, że Matt się zastanawia, bo marszczył brwi. W końcu wziął głęboki oddech i powiedział:
- Zgadzam się… Tylko dlaczego prosicie mnie, a nie na przykład Elenę?
- Ponieważ przy niej zawsze jest Stefan i Damon. Im mniej osób się w to miesza, tym lepiej – odparła poirytowana Katherine.
- Racja – przyznał Klaus. – Tylko nie powinieneś opuszczać domu Mikaelsonów wtedy, przez jakiś czas.
- Prowadzę bar. Nie mogę od tak zniknąć.
- Znajdę kogoś… Możesz przecież wziąć urlop. Zajmiemy się wszystkim. Teraz powinniśmy się przenieść.
- Teraz? – Matt uniósł brwi.
- Tak – odparł stanowczo Klaus. – Ty idziesz ze mną. Trzeba zapisać na ciebie dom. Później weźmiesz swoje rzeczy, których potrzebujesz z domu – podniósł się i wskazał głową na drzwi. – Idziesz?
         Bez odpowiedzi Matt ruszył za hybrydą. Bonnie, Caroline i Tyler nałożyli na siebie kurtki i wyszli pięć minut nich. Zostali Kol i Katherine. Nie ruszyli się z miejsca. Kol obejmował ukochaną, której głowa nadal spoczywała na jego piersi.
- Trzeba się spakować – westchnęła, niechętnie odsuwając się od niego.
- Tylko nie spakuj całego domu. Weź najpotrzebniejsze z najpotrzebniejszych rzeczy.
         Katherine uśmiechnęła się szeroko, ukazując swoje białe zęby. W jej oczach można było zobaczyć iskierkę radości.
- Zadanie jest za trudne… Ile mogę wziąć walizek? – zapytała.
         Kol przyłożył palce do brody, jakby rozmyślał. Nie śpieszyło im się za bardzo.
- Jedną. I ewentualnie tą małą torbę.
- Tą niebieską? Ona jest za mała! Wezmę dwie małe walizki i tą torbę. Wiesz, że nie umiem się powstrzymać. Muszę mieć ze sobą suszarkę, kosmetyki, szczotkę do włosów, prostownicę…
- Prostownicę? Przecież ty nie prostujesz włosów.
- Jak wstaję, muszę je trochę prostować, bo wyglądam okropnie. Mam jakieś gniazdo na głowie.
- Nie zauważyłem – stanął koło niej i przejechał wierzchem dłoni po jej policzku.
- Kol! Mieliśmy się pakować, a nie… - nie dokończyła, bo Kol objął jej twarz dłońmi i pocałował ją.
         Przywarli do siebie jak magnesy. Ich ciała się stykały. Ona nie mogła się oderwać i nie chciała tego zatrzymywać. Podobało jej się, że jego wargi są miękkie, a on czasem całuje ją delikatnie, a czasem gwałtownie. Nigdy nie wiedziała, jak będzie wyglądał pocałunek. Ten był gwałtowniejszy.
         Kiedy oderwali się od siebie i otworzyli oczy, Kol powiedział:
- Trzeba się spakować – uśmiechnął się.
         Odwzajemniła uśmiech. Teraz ona chciała go zaskoczyć, więc przycisnęła swoje usta do jego warg. Udało się jej. Zdziwił się, ale odwzajemnił pocałunek. Całowali się tak przez chwilę. Z trudem odsunęli się od siebie. Ich oddechy były szybsze.
- Dwie małe walizki i torba – uśmiechnęła się szeroko i poszła do sypialni.

* * * * *


         Bonnie w drodze do domu Tylera rozmyślała o swoim śnie. Żałowała, że nie przyjrzała się Jessice. Chciała, żeby to wszystko się już skończyło, ale miał to być dopiero początek. Czuła się lepiej niż godzinę temu. Z łatwością ustała na nogach i miała w sobie energię. Miała zamiar jeszcze dzisiaj rzucić zaklęcie chroniące niektórych z jej bliskich.
- Bonnie, rozmawialiście z Klausem wieczorem? – wyrwał ją z rozmyślań głos przyjaciółki.
- Yyy… Nie – skłamała. Po co miała mówić, że Klaus jej dziękował?
- Hmm… - mruknęła. – A jak się czujesz?
- Dobrze – odparła. – Caroline, nie musisz się o mnie martwić. To nie ja zostałam postrzelona kulami.
- Klaus mówił, że zemdlałaś kilka razy w Nowym Orleanie – wtrącił Tyler.
         Czarownica westchnęła cicho.
- Zdarza się. Byłam wykończona. Zaklęcie tak na mnie zadziałało. Rzadko rzucam takie silne. Czuję się jednak lepiej niż kiedy wstałam.
         Zamilkli. Doszli właśnie do domu Tylera. Świecił on teraz pustakami, odkąd Klaus zabił jego matkę. Poradził sobie z jej stratą. Caroline mu w tym pomogła, ale nigdy nie wybaczy tego pierwotnemu. Czuł do niego nienawiść.
- Poczekajcie tutaj, wezmę tylko kilka rzeczy i możemy iść – odezwał się, kiedy znaleźli się w holu.

* * * * *


     Gdy już wszyscy znaleźli się przed domem Mikaelsonów, zapadła cisza, którą w końcu przerwał Klaus. Elijah stał u boku swoich braci.
- Wejdź pierwszy, Matt.
     Donovan przekroczył próg domu. Czuł się dziwnie. Dom Mikaelsonów był teraz formalnie jego własnością. Miał już zaprosić wszystkich, ale przerwał mu Elijah.
- Nie zapraszaj wszystkich.
- Dobrze. Klaus i Elijah, wejdźcie.
     Zaproszeni przeszli pewnym krokiem obok Matta do środka. Zaprosił resztę. Wszyscy mieli przy sobie chociaż jedną torbę… Nie licząc Elijah i Klausa.
- Nikogo więcej nie zapraszaj i pij werbenę – polecił Kol.
- Ma się rozumieć – potwierdził.
         Kiedy znaleźli się w salonie, który był ogromny, każdy znalazł sobie miejsce.

__________


Już myślałam, że nie będę miała czasu skończyć tego rozdziału... :c Czy tylko ja mam tak dużo nauki? -.-
Co sądzicie o tym rozdziale? Zaskoczyło was coś? Macie jakieś pomysły? Czekam na propozycje i oczywiście na wasze opinie.
Czytał ktoś może Czarnoksiężnika z Archipelagu? To moja lektura na przyszły tydzień :p
Proszę, żebyście zostawili po sobie jakiś znak, w formie komentarza! :3 

wtorek, 11 lutego 2014

Liebster Blog Awards!



 Hej wszystkim ;] Otrzymałam nominację od Natalia G, co mnie bardzo cieszy :) Dziękuję ci! Dla niektórych do norma być nominowanym, ale dla mnie to coś ważnego. Nie uważam swoich blogów za najlepszych, bo takie nie są i dużo im brakuje do ideału :P

Zadane pytania:
1. Ile masz lat?
2. Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
3. Ulubiona potrawa?
4. Ulubione książki?
5. Ulubiony kolor?
6. Gdzie chciałbyś/chciałbyś zamieszkać w przyszłości?
7. Ulubiona piosenka?
8. Czego się najbardziej boisz?
9. Jaki film ostatnio oglądnęłaś/łeś?
10. Co sprawia, że jesteś szczęśliwa/wy?
11. Masz zwierzątko? Jakie?

Odpowiedzi:
1. W tym roku już 15 (coraz szybciej się starzeję xd)
2. Czytać książki, pisać, słuchać muzyk, pisać ze znajomymi <3 
3. Hmm... Pizza, ale próbuję ją ograniczać ;) 
4. Dużo ich... Między innymi: Cała seria "Dary Anioła", trylogia "Diabelskie maszyny" i "Proroctwo sióstr", seria "Akademia Wampirów" i "Kroniki Krwi" oraz trylogia Kluczy Nory Roberts ^^
5. Fioletowy i zielony ;]
6. O tym jeszcze nie myślałam c;
7. Tych też mam wiele... The Fray - Love don't die, Kim Cesarion - Undressed <3 i mnóstwo piosenek Hurts :3
8. Że zostanę sama i nikt nie będzie czytał moich blogów :P
9.  Nostalgia Anioła ;]
10. Czytanie miłych komentarzy na moich blogach, słuchanie muzyki i takie tam rzeczy :D
11. Niestety nie... ;c


Nominuję:

* City of Heavenly Fire - my version 

* Zawsze Tam Gdzie Ty....  

* "Łatwe jest zejście do piekieł..."

* Akademia Wampirów: Siostry Krwi 

*  Ochotnicy Śmierci

* I'm not her

* The Originals... Niezwykła historia, niezwykłej rodziny.

* Złapać, zabić, wysłać do piekła... bez możliwości powrotu...

* The Immortal Friends - Bella and Elena

* po-prostu-tylko-ja 

* piracki-pamietnik

Moje pytania:

1. Lubisz czytać książki? Jakie najbardziej?
2. Ulubiony film?
3. Ile masz lat?
4. Jak długo piszesz bloga?
5. Ulubiona piosenka?
6. Jak spędzasz najchętniej czas? 
7. Ulubiony serial?
8. Największe marzenie?
9. Co najbardziej cenisz w ludziach?
10. Skąd wzięłaś/wziąłeś pomysł na bloga?
11. Ulubiony blog?

P.S. Następny rozdział na bloga o Kath i Klausie powinnam dodać jutro :3