niedziela, 23 marca 2014

ROZDZIAŁ XXVI



- Więc co robimy? – zapytał Matt.
- Dzisiaj rzucę zaklęcie ochronne na Elenę, moją mamę, Jeremy’ego i ewentualnie na Stefana. Jeśli będzie potrzeba wyjścia, rzucę zaklęcie ochronne tymczasowe – wyjaśniła Bonnie.
- Dobrze – zgodził się Kol. – Najlepiej będzie przenocować pierwszą noc z kimś w pokoju. Podzielmy się najlepiej już na pary.
- Ja z Kolem – odparła niemal natychmiast Katherine.
- Z Tylerem – powiedziała zaraz po niej Caro.
- Ja z Mattem – odezwał się Elijah.
         Wszyscy spojrzeli na niego. Wszyscy pewnie myśleli, że będzie spał osobno. Bonnie rzuciła przyjacielowi przepraszające spojrzenie, a zarazem z wyrzutem.
- To ja i Bonnie zostaliśmy – dodał Klaus. – Skoro nie będziemy prawie wychodzić z domu, może chce się ktoś czegoś napić?
         Każdy powiedział mu czego chce. Pierwotny wyszedł z pomieszczenia.  
- Czemu nie wybrałeś Klausa? – zapytał Kol.
- Jesteśmy skłóceni…
- Klaus jeszcze nie rozmawiał z tobą na ten temat? – zapytała Caroline. Wszyscy spojrzeli na nią zdziwieni.
- Nie…
- Co za idiota! Nigdy nie umiał wybaczać?
         Elijah uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. Do salonu wszedł Klaus. Nie uniósł wszystkich napoi, dlatego wszystko musiał położyć na tacy. Położył ją na stole. Sam sięgnął po jeden z woreczków w krwią. Tylko Bonnie z Elijah nie wzięli nic.
         Zapadła cisza. Nikt nic przez jakiś czas nie mówił. Co pewien moment ktoś popijał krwią lub wodą.
- Myślę, że zanudzimy się tutaj na śmierć… - zaczął Matt. – Przynajmniej ja – poprawił się szybko.
- Zgadzam się do tej części, że się będziemy nudzić. Nie powinniśmy nigdzie wychodzić to może zrobimy tutaj jakąś imprezę? – zaproponowała Katherine.
         I zaczęła się dyskusja. Jedni, w tym Katherine, Kol i Klaus chcieli urządzić imprezę, a Matt, Bonnie i Tyler byli przeciwni. Caroline nie wiedziała, co o tym sądzić, a Elijah było to obojętne.
- Przestańcie się przekrzykiwać! – wtrąciła Caro. – Mówcie dlaczego chcecie, a dlaczego nie chcecie imprezy.
         Wszyscy ucichli. Klaus uśmiechnął się pod nosem. Lubił patrzeć i słuchać, jak Caro przejmuje nad wszystkimi kontrolę. Widział w niej coś, czego w sobie nigdy nie mógł ujrzeć. Ona umiała przebaczać, troszczyła się o swoich przyjaciół. Umiała dostrzec w każdym coś dobrego. On wiedział, że potrzebny mu czas, żeby komuś przebaczyć. Kochał swoją rodzinę, lecz nie okazywał tego, tak jak ona to robi.
- Niech przyjdzie trochę osób. Wampiry nie mogą wejść bez zaproszenia, dlatego nie powinniśmy się bać tutaj prześladowcy, kimkolwiek on lub ona jest – mówiła Katherine.
- Jeśli nie możemy stąd wyjść, to dlaczego nie możemy zorganizować imprezy u nas? Z wampirów zawsze możemy zaprosić tylko braci Salvatore.
- Jak ich zaprosicie, Elena przyjdzie – odparła Katherine.
- Jak Elena przyjdzie, to zgodzę się, żeby była tu impreza. Przy okazji rzucę zaklęcie chroniące – wtrąciła Bonnie, patrząc na Kath ostrym wzrokiem.
- Niech będzie – powiedziała z wahaniem. – Ale trzeba jakoś zorganizować alkohol, jedzenie i takie tam…
- Bonnie dałabyś radę rzucić na mnie zaklęcie chroniące? Te, które działają przez pewien czas? – rzucił Klaus.
- Jutro rano się tym zajmę. Powinny starczyć ci dwie, trzy godziny?
- Jasne. Zorganizuję coś.
         Matt westchnął.
- Mogę zająć się muzyką.. – dodał.
- Jak już wszyscy, to ja zajmę się ustawieniem stołów.
- Ja ci pomogę – wtrącił Tyler, który do tej pory siedział cicho.
- My będziemy wam wszystkim pomagać. Pokażę wam, gdzie są kubki, głośniki i inne rzeczy – powiedział Kol.
         Wieczorem, tak jak było wcześniej ustalone, każdy poszedł do pokoju. Klaus i Bonnie, jako jedyni zostali na parterze. Czarownica nie była zadowolona faktem, że ponownie musiała zostać z pierwotną hybrydą w jednym pomieszczeniu. Nigdy go nie rozumiała. Czasem robił odwrotnie niż powinien. Była jeszcze ciekawa, o co pokłócił się z Elijah. Zdziwiła się, kiedy Caroline się odezwała. Musiała wiedzieć, o co chodzi.
- O co się pokłóciliście z Elijah? – palnęła. Gdy Klaus nie odpowiadał dodała.- Z resztą to nie moja…
- Pokłóciliśmy się o naszą matkę.
- Myślałam, że ona…
- Nie żyje? Ostatnio ktoś ją ożywił. Ja z Kolem chcieliśmy jakoś zabić naszą matkę, lecz nie wiemy, gdzie jest i co może nam zrobić. Elijah pierwszy spotkał Jessicę. Ona wymyśliła jakąś historyjkę, że została obdarzona mocą czarownicy. To jest możliwe i Elijah o tym wiedział. Uwierzył jej. Zawarli umowę. Ja nie brałem w tym udziału, tylko Kol. Miała chronić Katherine, a teraz wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie. Elijah jest honorowy. Bardzo kochał naszą matkę. To go trochę zgubiło. Ona nazywa nas potworami. Sama nas stworzyła – przerwał. – Nieraz próbowała nas połączyć, byśmy razem zginęli. Ona chce nas nadal mieć pod kontrolą. Pewnie najlepszym wyjściem, byłoby zabicie nas. Elijah tego nie widzi.
- I o to chodzi? O to, że on kocha swoją matkę?
- On powinien zrozumieć, że ona chce nas zabić. Raz jej się to prawie udało… Ale pokłóciliśmy się bardziej o zaklęcia i księgi matki, niż o nią.
- O księgi i zaklęcia?
- Tak. Jak zapewne słyszałaś, księgi zostawiliśmy. Było spisanych w niej wiele zaklęć. A on… ufał Jessice i dał jej jedną z nich. Były tam ważne zaklęcia. Można było wykryć, czy ktoś mówi prawdę. Czy sprawić, że osoba zahipnotyzowana przypominała sobie wszystko, chociaż słyszałem, że to bolesne – pokiwał głową.
         Bonnie nie wiedziała, co powiedzieć. Wyjąkała tylko.
- Jeśli Jessica nie żyje, to nie wiadomo, gdzie są księgi…
- Tak. Mało tego. Kiedy je jeszcze mieliśmy, nie rozumieliśmy kilku z zaklęć. Nie wiemy, do czego mogą służyć… O to się pokłóciliśmy. pokłóciliśmy księgi, które wydał bez zgody mojej. Rebekah pewnie też o tym nie wiedziała.
- A Kol?
- Nie wiem. Nie pytałem go o to.
- Przykro mi z powodu tego wszystkiego. Jednak nie możesz być wiecznie obrażony na Elijah.
- Teoretycznie mogę – na jego twarz wpłynął szeroki uśmiech.
- To twój brat! – wstała trochę poirytowana.
- Wiem o tym – odparł spokojnie. – Może ja nie potrafię tak szybko przebaczać? Chciałbym, ale nie potrafię. Próbuję, lecz nie zapomnę o tym.
- Przebaczać nie znaczy zapomnieć, Klaus – zwróciła się do niego po imieniu, chociaż bardzo rzadko to robiła. Prawie w ogóle.
- A ty, skąd możesz to wiedzieć? – wstał. Jego oczy patrzyły prosto w jej.
- Ojciec zostawił mnie i moją mamę. Byłyśmy same. Później chciał się ze mną zobaczyć. Tak bardzo za nim tęskniłam, ale byłam na niego zła, bo wcześniej o mnie nie pamiętał – wzięła wdech. – Wybaczyłam mu, bo jednak go kochałam, ale nie zapomniałam, że nie uczestniczył w moim dzieciństwie. Zostawił nas. Nawet nie wiem dlaczego – Po jej policzku spłynęła samotna łza. Chciała ją otrzeć, ale Klaus zrobił to za nią.
- Nie płacz. Nie warto płakać, kiedy wspominamy smutną przeszłość. Sam miałem okropną przeszłość. Ojciec mnie bił, uważał mnie za nieudacznika… - Jego oczy zrobiły się szkliste.
         Ich twarze dzieliły jedynie centymetry. Poczuli się, jakby znali się niemal całe życie. Mieli podobne sytuacje. Przeszłość, która nie była przyjemna. Była bolesna. Złe wspomnienia…
         Bonnie spojrzała na jego usta. „Boże, jakie ona ma usta… Czemu tego nie widziałam?”, myślała. Miała ochotę go pocałować. Miała ochotę zrobić coś, czego by później żałowała, a może nie? Jego ojciec nie myślał o nim jako syn. Podobnie było z nią. Tylko, że jej nie odwiedzał jej przez połowę życia.
         „Nie wiem, dlaczego mi się podoba. Mamy kilka rzeczy wspólnych, ale to nie powód, by ją pocałować. Ona jest czarownicą”, myślał, choć wiedział, że już to robił z niejedną i nie wahał się. Bonnie była inna. Ona chciała być doceniana, chciała czuć się bezpiecznie.
         Oboje stali tak przez mniej więcej dwie minuty. Myśleli, co zrobić. Czuli nawzajem ciepło swoich oddechów. Raz patrzeli w swoje oczy, a raz na usta.
         „Najwyżej”, pomyślał. „Raz się żyje”, pomyślała. Stało się. Ich wargi zetknęły się niepewnie. Jego usta były miękkie. Jej lekko drżały. Rzadko się całowała, szczególnie z wampirami, a jeszcze rzadziej z pierwotnymi hybrydami. Wypełniło ją ciepło, natomiast on czuł się… dziwnie. Było to raczej pozytywne uczucie. Można by powiedzieć, że był nawet szczęśliwy.
         Klaus wplątał swoją prawą dłoń w jej lekko polokowane włosy. Ona także sięgnęła dłonią do jego włosów. Musiała stać na palcach, aby sięgać do jego ust.  Pocałunek z niepewnego zmienił się w namiętny. Bonnie przygryzła jego dolną wargę i później dała mu dostęp do swoich ust.        
On wziął to za zachętę i powoli włożył język do jej ust. Podnieciło ją to powolne tępo. Po chwili ich języki toczyły małą wojnę. Pocałunek trwał dłużej niż można było się spodziewać. Czuli się dziwnie, bo nigdy ich tak nie przyciągało do siebie. Nie myśleli, że to kiedykolwiek mogło się stać.
         Hybryda widząc, że Bonnie ledwo dosięga do niego, chwycił ją swoimi dłońmi za pośladki, na co cicho jęknęła, lecz nie przerwali pocałunku i podniósł ją. Ona objęła jego talię swoimi krótkimi, ale seksownymi nogami.
- Co będzie, jeśli ktoś nas zobaczy lub usłyszy? – szepnęła, ciężko dysząc.
- Zobaczy nikt – podszedł szybko do drzwi pokoju, nadal mając ją w ramionach i przekręcił klucz w zamku. – A usłyszy? Kogo to obchodzi?
         Bonnie cicho zachichotała i ujęła jego twarz dłońmi i ponownie go pocałowała. Cieszyła się, chociaż nie wiedziała dokładnie z czego. Chciała zaszaleć. Bała się jednak, co będzie dalej. Zostawi ją? Będą udawać, że nic się nie stało?
         Kiedy Klaus położył ją na łóżku, spytała się.
- Co będzie dalej?
- Nie wiem. Nie wiem niczego. Przyciąga mnie do ciebie od momentu, w którym spotkaliśmy się, by ratować Katherine.
- To będzie dla ciebie jednorazowa przygoda? Zostawisz mnie?
- Nie, nie…
- Obiecuj mi to – szepnęła.
- Obiecuję. Bonnie. Przysięgam.
         Nachylił się i pocałował ją w usta. Dłońmi zjechał na dół bluzki i stopniowo podnosił ją coraz wyżej. W końcu pozbył się jej. Bonnie przejechała po nim wzrokiem. On zrozumiał ją bez słowa i zdjął z siebie koszulkę. Czarownica spojrzała na jego tors. Nigdy go nie widziała, nie miała okazji, ale opłacało się. Nie mogła oderwać od niego wzroku, poczuła, że Klaus na nią patrzy i zarumieniła się. Odwróciła głowę.
         Pierwotny chwycił ją delikatnie za podbródek i spojrzał jej w oczy.
- Nie musisz odwracać wzroku.
         Pokiwała głową, a on wbił swoje wargi w jej usta. Pocałunek trwał, a oni powoli ściągali z siebie spodnie. Kiedy już byli w samej bieliźnie, Niklaus obdarował pocałunkami jej szyję, a później schodził niżej. Miała na sobie czerwoną bieliznę, co najwyraźniej spodobało się mu, gdyż zamruczał. Bonnie wygięła się w łuk, dając mu pole do popisu.
         Kiedy Klaus całował ją po całym ciele, a ona mruczała zachwycona. Podobało jej się to uczucie. Czuła się cudownie. Mając dość siły, przewróciła się, by znaleźć się nad nim. Pocałowała go w usta. Odrywając się, sięgnęła na swoje plecy, by odpiąć stanik. Pierwotny jednak ją powstrzymał.
- Ja się tym zajmę – uśmiechnęli się do siebie.
         Bonnie pocałowała go, a Klaus powędrował dłońmi na jej plecy. Zręcznie i szybko odpiął biustonosz, który po chwili wylądował na podłodze.
         Po kilku minutach byli nadzy. Pierwszy raz widzieli siebie bez ubrań i bielizny. Klausa wypełniła rozkosz. Nie był pewny, co czuł do Bonnie. Podejrzewał, że ona także tego nie wie. Nie chciał, jednak przewidywać przyszłości, dlatego zajął się teraźniejszą. A fakt był taki, że pierwszy raz uprawiał z nią seks. Była nieziemska. Całowała świetnie i była piękna. Kiedyś, by sądził, że to niemożliwe. Przecież pragnął Caroline… Lecz kiedy zobaczył, jak obdarowywała Tylera spojrzeniem miłości, uznał, że nie ma u niej szans. Odgonił myśli związane z Caro i spojrzał na Bonnie.
         Bonnie nie wiedziała, co czuła, ani co czuł Klaus.
- Co czujesz do mnie?
         Pokręcił głową i pocałował w szyję.
- Chciałbym wiedzieć, Bonnie – szepnął. – A ty?
- To co ty…
- Chcesz tego? – zapytał po chwili.
- Tak – odparła.
         Chciała tego, choć wiedziała, że może tego żałować. Nie przejmowała się teraz niczym. Liczyła się chwila, która miała zaraz nastąpić.
         Stali się jednością. Pierwotny wszedł w nią, co początkowo sprawiało jej mały ból, ale później przerodziło się to w przyjemne uczucie.
         Po wyczerpującym stosunku, leżeli koło siebie ciężko dysząc.

* * * * *

         Kol i Kath nie byli pewni, co dzieje się na dole. Słyszeli jednak odgłosy, które wskazywały tylko na jedno. Seks.
- Myślisz, że oni to zrobili? – zapytała Katherine Kola.
- Też się nad tym zastanawiam. Nigdy bym nie podejrzewał, że Bonnie i Klaus…
- Uwierz mi, że ja też nie. Ciekawe, co teraz zrobią – dodała.
         Usłyszeli pukanie do drzwi. Spojrzeli na siebie zdziwieni i odpowiedzieli niemal równocześnie.
- Wejść.
         Do środka weszli Elijah, Matt, Tyler i Caroline. Wszyscy prócz Bonnie i Klausa. Czyżby wszyscy zastanawiali się, czy to było możliwe? Usiedli tam, gdzie było miejsce.
- Hmm… - zaczęła blondynka. – Zastanawialiśmy się, czy też słyszeliście odgłosy dobiegające z dołu…
- Ja ich tam prawie nie słyszę… W końcu jestem człowiekiem – wtrącił Matt.
- Tak… A już myśleliśmy, że tylko my ich słyszymy – odparł Kol.
- To jest trochę dziwne i przerażające… No w końcu to jest Bonnie. Ona jest rozsądna, mądra. Fakt, seksowna, ale Klaus? Rozumiem jeszcze z Elijah. – spojrzała na pierwotnego. – Przepraszam, jeśli cię uraziłam… - mówiła Caroline.
- Ja nie podejrzewałbym, żeby Klaus mógłby przespać się z Bonnie. On nigdy o niej nie myślał w ten sposób… Wcześniej w ogóle nie było jej w naszym, życiu… - po głosie Elijah, można byłoby wywnioskować, że naprawdę jest zaskoczony.
- Niech robią, co chcą… Ich sprawa – wzruszył ramionami Tyler.
- Nie wiem, co w tym dziwnego. Dwóch ludzi.. Może nie do końca, ale po prostu zbliżyli się do siebie. Może coś brali? – zapytał podejrzliwie Matt.
         Wszyscy mimowolnie zaśmiali się cicho.
- Klaus musiałby tego towaru zabrać dziesięć razy więcej niż ty – odparła Katherine, patrząc na Matta. Zachichotali.
- Przypomniałam sobie czasy, kiedy graliśmy w butelkę. Robiliśmy głupstwa – dodała Caroline.
         Caro spojrzała na Tylera, on na Matta, Donovan na Elijah, pierwotny na brata, a on na Katherine.
- Kto ma butelkę? – zapytała brunetka, uśmiechając się.
- Powinnam znaleźć jakąś – powiedziała Caroline, wstając i wybiegając z pokoju.
- O co chodzi w tej grze? – zapytał Elijah.
- Najstarszy wampir nie wie, jak się w to gra? – zapytał Matt z niedowierzaniem. – Inaczej pytanie, czy wyzwanie?
- Dzisiaj powinniśmy zastopować na pytaniach – powiedział Kol. – Kręcisz butelką. Na kim się zatrzyma, zadajesz pytanie. My też powinniśmy się zabawić. – wytłumaczył.
         Do pokoju wróciła Caroline, która pokiwała pustą butelką od wódki. W drugiej trzymała podobną tylko pełną.
- Nie znalazłam innej – wzruszyła ramionami, gdy Elijah obdarował ją zdziwionym spojrzeniem.
         Wszyscy usiedli na dywanie tworząc okrąg. Pustą butelkę położyli po środku, a pełną otworzyli.
-  Macie kieliszki? Przydałyby się…
- Po co komu kieliszki? – zapytała Katherine wyrywając blondynce flaszkę i pociągnęła łyka.
         Kath podała butelkę dalej i zmarszczyła brwi.
- Zacznę kręcić – powiedziała.
         Chwyciła butelkę dłonią i przekręciła ją tak, żeby zaczęła się kręcić. Obróciła się cztery razy, a zatrzymała się wskazując Tylera.
- No to pytanie…
- Zaraz… Miało być pytanie, czy wyznanie – wtrąciła Caroline.
- Biorąc pod uwagę, że nie możemy opuścić domu, to mieliśmy zamiar tylko pytać – wytłumaczyła Pierce.
- Nie ma mowy! Nie naginamy zasad. Trudno, musimy się ograniczyć do zadań, które będą wykonywane w domu – sprzeciwiła się.
- Dobra, dobra… Niech będzie. Tyler: pytanie, czy wyzwanie?
- Wyzwanie – powiedział, nie zastanawiając się.
         Katherine przygryzła dolną wargę i pomyślała, co mu wymyślić… Światełko nagle rozbłysło jej nad głową.
- Idź do waszej sypialni i … - zakryła dłoń, bo zaczęła chichotać. - … załóż stanik Caroline.
         Kol i Matt wybuchli śmiechem. Elijah jedynie się uśmiechnął, a Caro i Tyler milczeli.
- Dobra. To zadanie nie jest najgorsze – wymamrotał pod nosem, wstając.
         Wyszedł szybkim krokiem z pokoju, nie zamykając drzwi. Po chwili wrócił mając na sobie jeden ze staników Caroline. Był zielony. Wszyscy wraz z blondynką zaczęli się śmiać. Wyglądał przezabawnie. Gdyby jeszcze założył perukę i uśmiechnąłby się, całe miasto usłyszałoby ich śmiech.
- Nadawałbyś się na modelkę Lockwood! -  krzyknął rozbawiony Matt, trzymając się za brzuch. Sięgnął po wódkę i wypił dwa łyki.
         Tyler, który na koniec jedynie się uśmiechnął, poszedł odłożyć stanik swojej dziewczyny.
- Dobra, kręć – powiedział Kol, gdy wilkołak usiadł na swoim miejscu.
         Więc zakręcił. Butelka kręciła się i kręciła. Kiedy się zatrzymała, Tyler zapytał:
- Pytanie, czy wyznanie?
- Wyzwanie.
- Pocałuj Katherine… tylko z języczkiem.
         Gdyby chodziło to o Kola, nie byłoby problemu. Ale to nie był on. To był jego brat. Elijah. Zapadła cisza. Petrova spojrzała na Kola, ale jego twarz była bez wyrazu. Po chwili uśmiechnął się.
- Pocałuj ją. Wiem, że to będzie nic nie znaczący pocałunek.
         Elijah nie musiał do niej podchodzić, bo siedział obok. Ujął swoimi dłońmi twarz. Przybliżył swoje wargi do jej ust.
         Katherine czuła się, jakby zaraz miało jej zabraknąć powietrza. Nigdy nie całowała się z Elijah. Elijah końcu to był brat jej lubego. Nic do niego nie czuła, prócz zwyczajnej sympatii. On był dumny, honorowy i dbał o rodzinę.
         Ich usta złączyły się w pocałunku. Nie chcieli tego przedłużać, dlatego Kath od razu pozwoliła mu, by ich języki zaczęły tańczyć. Po kilku sekundach oderwali się od siebie.
         Wszyscy chichotali. Katherine wyrwała flaszkę Mattowi i pociągnęła kilka sporych łyków. Podała ją Elijah, który zrobił podobnie. Nigdy nie widziała, jak on pije z gwintu. To nie było w jego stylu.
- Kręć – zachęciła go.
         Tym razem wypadło na Kola.
- Pytanie, czy wyzwanie?
- Pytanie – odparł natychmiast.
- Potrafiłbyś zabić Katherine? – zapytał poważnie.
         Ich spojrzenia się skrzyżowały. Elijah poważny, a Kol trochę zdziwiony. Spojrzeli później na Pierce. Nie uśmiechała się, zachowała powagę, tak jak Kol.
- Nie. Nie potrafiłbym – odparł i splótł swoje palce z palcami Katherine.
         Uśmiechnęli się do siebie. Kol wypił resztę wódki. Poszedł po następną flaszkę, a kiedy wrócił grali dalej. Chciał rozluźnić atmosferę, dlatego wymyślał śmieszne pytania i wyzwania. Śmiali się, żartowali. Nie spodziewał się, że może tak świetnie się bawić z Caroline, Tylerem oraz Mattem. Z Elijah nieraz szalał, z Katherine chodził na imprezy i wiedział na co ją stać.
         Gdy wybiła druga w nocy, wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Katherine położyła się tak, żeby leżeć w ramionach Kola.
- Więc, mówiłeś, że nie zabiłbyś mnie… Nawet jak bym cię zdradziła? Lub zostawiła?
- Wiem, że tego nie zrobisz – spojrzał głęboko w jej oczy.
- Ufasz mi.
- Kocham cię – szepnął jej do ucha i pocałował w szyję.
- Też cię kocham.
- Wiem – odparł.
         Leżeli tak, nic nie mówiąc. Uznali, że odpoczynek im dobrze zrobi, dlatego zasnęli.


* * * *


         Bonnie obudziła się okryta jedynie kołdrą obok Klausa. „Czyli zrobiłam to”, pomyślała. Otarła wierzchem dłoni oczy, żeby się rozbudzić. Oparła się o łokieć. Patrzyła jak klatka piersiowa pierwotnego systematycznie unosi się i opada. Czuła się niesamowicie. Na same wspomnienia, uśmiechnęła się i dalej obserwowała hybrydę.
- Czemu mi się przyglądasz? – zapytał, nie otwierając oczu.
- Hm… Jesteś przystojny, miło się na ciebie patrzy. A czemu udajesz, że śpisz?
         Nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się i otwarł oczy, patrząc na Bonnie. Co będzie dalej?, zastanawiali się oboje. Klaus podniósł się i zbliżył swoją twarz do jej. Pocałował ją w usta i oderwał się.
- Co zamierzasz zrobić? – zapytał Bonnie.
- Nie wiem, ale na pewno nie zamierzam zapomnieć o ostatniej nocy.
- No widzisz, ja też nie.
         Uśmiechnęli się do siebie i znów się pocałowali.



__________________________



Co sądzicie o tym rozdziale? Jak wam się podoba Klaus i Bonnie?? I wiem jestem głupia :p Pewnie pierwszy raz czytacie o wampirach, którzy grają w butelkę xD
 Dziękuję mojej przyjaciółce Natalii za pomoc i wsparcie ;) Chciałabym też podziękować wszystkim czytelnikom za to, że to czytacie ;] Wiem, że nie jest was dużo, ale trudno... 
Następny rozdział o Klausie i Katherine powinien pojawić się za tydzień i postaram się, aby był dłuższy, ponieważ a tym tygodniu mam rekolekcje ;3 
Czy tylko ja przeżywam nadal śmierć Katherine i powrót Eleny?? 
Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. hah spodobałby mi się pomysł z butelką i jeszcze ten pocałunek Kath i Elijah.Pamiętam że kiedyś uwielbiałam tą parę :D I jeszcze Klaus-Boonie. :D A co do Kath to ryczałam chyba z cały tydzień po jej śmierci.Teraz jakoś nie mam ochoty oglądać TVD. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny pomysł z tą butelką. Ogólnie Klausa i Bonnie razem nie widzę, bo zawsze byłam za Bonnie i Kolem, ale... No może. A co do śmierci Katherine to ryczałam jak bóbr na tej scenie. Eleny nie lubię bo za bardzo bawi się uczuciami Salvator'ów, więc nie za bardzo mi się chce teraz oglądać TVD :) Jezu, jak się rozpisałam!! Zapraszam do siebie always-and-forever-my-own-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku to jest zbyt doskonałe :) Będę czytać i...nie przestane :3 + Trzeba zabrać się do oglądania Pamiętników. Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Swietne. Zapraszam do mnie. Dopiero zaczynam.

    http://darkblackworldd.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam. Pierwszy rozdział juz sie pojawił.

    http://darkblackworldd.blogspot.com/

    Liczę,że zajrzysz i zostawisz komenatrz,

    Davina.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział! Czemu wcześniej nie wpadłam na tego bloga ? :D
    Gra w butelkę była strzałem w dziesiątkę. Coś śmiesznego ... no i ten pocałunek :D Bon i Nik :D Hmmmm Omomomo *________*
    Pozdrawiam, czekam na kolejny oraz zapraszam do siebie :P
    mysticfallskrainamarzen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń